Saga transferowa dobiegła końca. Liverpool i Southampton za pośrednictwem oficjalnych witryn klubowych potwierdziły, że doszły do porozumienia w sprawie transferu van Dijka. Włodarze „The Reds” pracowali nad sprowadzeniem Holendra jeszcze podczas letniego okna transferowego. Wówczas negocjacje zakończyły się fiaskiem. Po kilku miesiącach przerwy przedstawiciele obu klubów wrócili do stołu negocjacyjnego i tym razem się udało – Liverpool zyskał upragnionego środkowego defensora, zaś Southampton spore fundusze na nowe wzmocnienia.
Klopp robi różnicę
Odejście van Dijka z drużyny „Świętych” przesądzone było od dawna. Wszystko stało się jednak jasne, gdy Kevin Palmer stwierdził na portalu społecznościowym, że Southampton jest skłonne do negocjacji. Jeden z najlepiej poinformowanych dziennikarzy w Wielkiej Brytanii uznał, że walce o usługi Holendra liczą się tylko dwa kluby – Manchester City i Liverpool. Dla wielu logicznym wyborem byłaby decyzja o dołączeniu do lidera Premier League. Van Dijk docenił jednak długie starania Kloppa o jego kartę zawodniczą i postanowił zostać liderem w centrum defensywy Liverpoolu. Niemiecki trener „The Reds” mógł w lecie kupić innego defensora, jednak – pomimo sporej presji ze strony fanów – wolał poczekać na van Dijka.
Paul Joyce informował, że serce byłego gracza Southamptonu należało do Liverpoolu już podczas ostatniego starcia obu ekip. Wówczas po przegranym 0:3 spotkaniu van Dijk spytał swojego kolegę z zespołu – czy jest chociaż jeden powód, dla którego miałbym nie chcieć tu grać?
Potrzebny niczym tlen
Transfer van Dijka na Anfield jest dla kibiców Liverpoolu prezentem na miarę gwiazdki z nieba. „The Reds” nie grają w defensywie słabo w sensie drużynowym. To indywidualne błędy i brak wysokiej jakości poszczególnych graczy decyduje o tym, że ekipa Kloppa traci niekiedy bramki, które nigdy nie powinni przytrafić się czołowemu zespołowi. Można tutaj przywołać kontrowersyjny rzut karny z Evertonem, który bezmyślnie sprokurował Lovren czy chociażby festiwal pomyłek w spotkaniu z Arsenalem. Obrona Liverpoolu potrzebowała jakości i przede wszystkim lidera, który wspomoże zespół w nerwowych sytuacjach. „The Reds” potrafili utrzymać czyste konto w dziewięciu ligowych spotkaniach, zatem defensywa potrafi funkcjonować solidnie. Gdy jednak zespołowi się nie wiedzie, obrona sypie się po całości. To właśnie w takich momentach w szeregach Liverpoolu brakowało zdecydowanego przywódcy, który uspokoi sytuację na murawie. Virgil van Dijk ma wszelkie cechy potrzebne do tego, aby z miejsca poprawić jakość gry defensywnej „The Reds”.











