Athletic Bilbao przegrał z Valencią 1:2 w najciekawszym spotkaniu 25. kolejki Primera Division. Baskowie szybko wyszli na prowadzenie dzięki bramce Llorente, jednak trafienia Maty i Jonasa w drugiej połowie dały trzy punkty drużynie „Nietoperzy”. Wygrana z Baskami bardzo przybliżyła Valencię do pewnego miejsca na podium w końcowej klasyfikacji.
Spotkanie na San Mames było doskonałą szansą dla gospodarzy na przekonanie samych siebie, że stać ich jeszcze w tym sezonie na walkę o Ligę Mistrzów. Jednak ich rywal należał do tych z najwyższej półki – Valencia od ponad miesiąca nie poniosła porażki, a jeśli dodać do tego fakt, że w drużynie Unaia Emery’ego wszyscy zawodnicy byli zdolni do gry, można było przewidywać, że będziemy świadkami emocjonującego widowiska. Trener „Nietoperzy” jak zwykle zaskoczył składem, po raz kolejny przemeblowując ustawienie, tym razem wystawiając osamotnionego Soldado na szpicy. Za zdobywanie bramek w ekipie Basków odpowiedzialni mieli być Llorente i Toquero.

Mecz mógł się rozpocząć zdecydowanie lepiej dla gospodarzy, ale w 8. minucie na drodze piłki po koronkowej akcji De Marcosa, Toquero i Llorente stanął Guaita, który obronił strzał tego ostatniego instynktowną paradą. Kibice nie musieli jednak czekać długo na pierwsze trafienie w tym meczu, gdyż już w 13. minucie do siatki trafił ulubieniec San Mames, Llorente. Toquero odegrał płasko w pole karne, tam tyłem do bramki piłkę przyjął wysoki napastnik gospodarzy i obrócił się z nią na tyle, że z pozycji niemal leżącej zdołał pokonać bramkarza. Winę przy tej bramce jednak całkowicie ponosi kapitan gości, David Navarro, który zasłonił piłkę przed próbującym interweniować Guaitą i uniemożliwił mu interwencję, co później poskutkowało utratą bramki. Bramka ta wynikała z przewagi Athletiku od pierwszej minuty spotkania i była tylko kwestią czasu.
Valencia pierwszą doskonałą sytuację stworzyła sobie w 19. minucie, kiedy to w polu karnym w sytuacji sam na sam znalazł się Joaquin, ale naciskany przez obrońców nie był w stanie dobrze złożyć się do strzału. Kolejną dobrą sytuację stworzył sobie Soldado dwie minuty później, ale po przebojowej akcji został powalony w polu karnym przez Iraizoza, jednak sędzia nie zdecydował się odgwizdać „jedenastki”. O tym, jak wielkie emocje towarzyszyły temu spotkaniu, może świadczyć fakt, że już w 28. minucie jeden z asystentów Unaia Emery’ego zobaczył czerwoną kartkę i nie mógł już więcej pomagać swojej drużynie z ławki rezerwowych. Athletic miał zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki, ale to kontrataki Valencii były dużo groźniejsze – w 36. minucie powinno być 1:1, ale Pablo z kilkunastu metrów przestrzelił. Emocje znowu sięgnęły zenitu w 41. minucie, kiedy to po rzucie rożnym Ekiza, upadając na murawę, wyraźnie zagrał piłkę ręką, jednak sędzia nadal nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego – była to już przynajmniej druga bardzo krzywdząca decyzja dla zespołu „Nietoperzy”. Jakby tego było mało, doskonale w bramce gospodarzy spisywał się Iraizoz, który w 45. minucie obronił strzał Pablo, a dobitkę Soldado uprzedził Ekiza. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec pierwszej części spotkania, w której ekipą lepszą był Athletic, ale gracze z Walencji także mieli swoje szanse. Jeden błąd Navarro w pierwszej fazie meczu przesądził jednak, że po pierwszych trzech kwadransach gospodarze wygrywali 1:0.












