W meczu kończącym zmagania w ramach 11. kolejki Primera Division Valencia pokonała Getafe 2:0. Dzięki temu zwycięstwu zespół z Mestalli awansował na czwarte miejsce w tabeli, jednak strata do prowadzącej dwójki jest już zbyt duża, aby włączyć się do walki o mistrzostwo.
Zespół Getafe ma fatalny bilans meczów z „Nietoperzami” – w historii zmagań tych drużyn jeszcze nigdy goście nie zdołali wygrać w lidze na Mestalli, a jedyne zwycięstwo odnieśli w 2007 roku, kiedy to wygrali w Walencji w ramach Pucharu Króla. Gospodarze z kolei nie mogli sobie pozwolić na kolejną stratę punktów – Real i Barcelona uciekły już rywalom na kilka punktów, co zważywszy na fakt, że minęło dopiero dziesięć kolejek, jest wynikiem nie tyle imponującym (bo do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić), ale przynajmniej dobrym.
Mecz zdecydowanie lepiej zaczął zespół gospodarzy, który już w 8. minucie objął prowadzenie, a fantastycznym golem popisał się Timo Costa. Przyjął on zgranie od Maty na klatkę piersiową i strzałem z powietrza trafił idealnie w okienko bramki strzeżonej przez Codinę – będzie to zapewne jeden z pretendentów do bramki kolejki, a gol ten był trafieniem numer 4000 w historii występów Valencii w La Liga. Unai Emery mógł w tym momencie zacząć oddychać spokojniej, bo w tym sezonie jego drużyna nie przegrała jeszcze meczu, w którym obejmowała prowadzenie.
Valencia nie zamierzała jednak zadowalać się jednobramkowym prowadzeniem i już minutę później Soldado mógł podwyższyć, ale trafił tylko w bramkarza. W 21. minucie tylko Colunga wie, jak nie trafił do bramki – prosty błąd popełnił David Navarro, piłkę przejął Parejo i popędził na bramkę Moi. Dograł piłkę idealnie na nogę Colungi, ten jednak, mając przed sobą niemal pustą bramkę, trafił w bramkarza. Do przerwy to gospodarze byli jednak stroną przeważającą i tylko własnej indolencji strzeleckiej zawdzięczają, że nie wygrywali wyżej.
Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się – nadal atakowała Valencia, jak w 51. minucie, kiedy Codina wybił piłkę spod nóg Asturiza, ta spadła pod nogi Soldado, ale ten jednak uderzył obok pustej bramki. W 63. minucie nie pomylił się jednak kapitan gospodarzy – dośrodkowanie z lewego skrzydła w wykonaniu Maty spadło prosto na głowę obrońcy, którego strzał zdołał jeszcze sparować Codina, jednak przy dobitce był już bezradny. Błąd przy tej sytuacji popełnił kryjący Navarro Colunga, który jednak dał się ograć doświadczonemu obrońcy jak junior. Widząc formę swojego piłkarza w tym meczu, trener Michel Gonzalez zdjął swojego zawodnika już pięć minut później.
Drugi szkoleniowiec, przy dwubramkowym prowadzeniu swojej ekipy, także zdecydował się na zmiany i za żegnanego aplauzem Asturiza wprowadził gracza juniorów, Isco, który w środę zaliczył debiut w pierwszej drużynie i od razu wpisał się na listę strzelców w meczu Pucharu Króla z Logrones. Nie zmieniło to w żaden sposób wydarzeń na boisku – świetne trzy sytuacje w przeciągu trzech minut, między 74. a 77. minutą, zmarnowali kolejno Soldado, Isco i Joaquin. Strzał tego ostatniego mógł wręcz ośmieszyć defensywę gości – skrzydłowy wbiegł w linię obrony jak rozgrzany nóż w masło, wymanewrował dwóch obrońców i nieatakowany przez nikogo oddał techniczny strzał, który Codina mógł tylko odprowadzić wzrokiem, piłka jednak zatrzymała się na słupku i wyszła w pole. Doskonałą sytuację stworzył także w 82. minucie Vicente – nieoczekiwanie uderzył z rzutu rożnego bezpośrednio na bramkę i bardzo mało brakowało, a strzał zatrzymałby się w siatce, jednak w ostatniej chwili piłkę wybił bramkarz Getafe.










