Urugwaj po raz ostatni wygrał Copa America dekadę temu i na kolejny triumf będzie musiał jeszcze poczekać. Porażka w ćwierćfinale turnieju z Kolumbią jest dużym rozczarowaniem, ale jest też konsekwencją starzenia się dotychczasowych gwiazd. Luis Suarez, Edinson Cavani czy Diego Godin będą powoli żegnać się ze swoją drużyną narodową.
Z pewnością nie można mówić o żadnej formie kompromitacji. Urugwaj przegrał z Kolumbią dopiero po serii rzutów karnych, których jednak w przeciwieństwie do mistrzostw Europy nie poprzedzała dogrywka. „Jedenastki” lepiej wykonywali kolumbijscy reprezentanci, a na dodatek mieli w swojej bramce Davida Ospinę. To właśnie piłkarz SSC Napoli został ich bohaterem, broniąc dwa strzały swoich przeciwników.
Słaba skuteczność
Tegorocznego Copa America nie będą więc dobrze wspominać Jose Gimenez i Matias Vina. Mimo niewykorzystanych rzutów karnych nie stali się oni jednak kozłami ofiarnymi. Urugwajskie media starały się bowiem merytorycznie podejść do porażki. Warto zresztą przypomnieć, że Urugwaj od wspomnianego triumfu w 2011 roku ani razu nie doszedł dalej niż do ćwierćfinału.
Przede wszystkim Urugwajczycy podczas całego Copa America nie zachwycali. Byli tak naprawdę jedynie solidną drużyną, nieprzypominającą zespołu, który w końcowej klasyfikacji mistrzostw świata w Rosji zajął 5. miejsce.
W trakcie tamtego mundialu Urugwaj zachwycał zwłaszcza grą ofensywną. Wówczas jego piłkarze zdobyli łącznie siedem bramek w pięciu spotkaniach. Teraz w takiej samej liczbie pojedynków zaliczyli tylko cztery trafienia. Na dodatek połowę z bramek na Copa America zdobyli w meczu ze słabiutką Boliwią, która zakończyła fazę grupową bez zdobycia choćby punktu.
Najlepiej o skuteczności Urugwajczyków świadczą statystyki z fazy grupowej. W czterech jej spotkaniach oddali oni tylko 15 strzałów na bramkę, a zdobywszy cztery gole, osiągnęli skuteczność tylko na poziomie 26,6 proc. Co więcej, w meczu z Argentyńczykami nie udało im się oddać żadnego celnego strzału!
Urugwaj nie oszukał metryk
Zawiodła zresztą nie tylko skuteczność. Zwłaszcza na początku turnieju wśród „La Celest” było widać wyraźne oznaki zmęczenia sezonem. Zawodnicy co prawda zapewniali, że czują się lepiej z każdym kolejnym meczem, ale poprawę było widać jedynie w ostatnich grupowych spotkaniach z Boliwią i Paragwajem. Czyli mało wymagającymi rywalami, stanowiącymi tło dla czołowych drużyn kontynentu.
W meczu z Kolumbią można było z kolei zaobserwować, że zawodnicy starają się aż zbyt przesadnie gospodarować siłami. W pierwszej połowie podopieczni Oscara Tabareza nie narzucali tempa, przyspieszyli dopiero na początku drugiej połowy. Później szkoleniowiec zdecydował się jednak na kontrowersyjną zmianę. Napędzającego ataki Urugwajczyków Federico Valverde zastąpił bowiem obrońca Martín Caceres.











