Manchester United wygrywa z Realem Sociedad w pierwszym meczu


Ekipa Ole Gunnara Solskjaera odnosi zwycięstwo w meczu 1/16 finału Ligi Europy z piątą siłą ligi hiszpańskiej

18 lutego 2021 Manchester United wygrywa z Realem Sociedad w pierwszym meczu
www.therepublikofmancunia.com

Dzisiejsze starcie Realu Sociedad z Manchesterem United było typowane jako jeden z najciekawszych meczów 1/16 finału Ligi Europy. Obydwie ekipy różnią się od siebie praktycznie pod każdym względem. Ostatnia konfrontacja między tymi drużynami miała miejsce ponad siedem lat temu, w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Zakończyła się ona bezbramkowym remisem, a pojedynek ten odbywał się na Estadio Anoeta. Jednak dzisiaj wszyscy liczyli na o wiele ciekawszy mecz.


Udostępnij na Udostępnij na

W tegorocznej edycji Ligi Europy Real Sociedad zajął drugie miejsce w fazie grupowej, gdyż pierwszą lokatę mogło przypisać sobie Napoli. Po wylosowaniu Manchesteru United wiadomo było, że ten dwumecz nie będzie łatwy. Nastrojów kibiców nie zdołała poprawić forma klubu, która ostatnimi czasy nie należała do najrówniejszych. Wyeliminowanie tak prestiżowego przeciwnika jak Manchester United z pewnością mogłoby znacznie poprawić sytuacje klubu i morale zawodników.

Gracze Manchesteru United natomiast nieco inaczej podchodzili do tego meczu. Zdobywanie kolejnych trofeów w przypadku tak dużego klubu jest bardzo ważne, lecz w tym roku powinni oni zdecydowanie skupić się na Premier League. W rodzimych rozgrywkach mogą zająć jeszcze korzystne miejsce na koniec sezonu. Puchar za wygranie Ligi Europy z pewnością byłby wartościowym dodatkiem, lecz nie powinien być on priorytetem. Nie da się jednak podważyć faktu, że spodziewano się, jak bardzo trudna przeprawa może czekać piłkarzy Solskjaera z zespołem z Baskonii.

Januzaj pierwszy raz naprzeciw „Diabłom”

Był to pierwszy oficjalny mecz Andana Janzuja przeciwko Manchesterowi United. Zawodnik ten w 2017 roku na dobre opuścił Old Trafford. Jeszcze na samym początku swojej kariery uznawany był za jeden z największych talentów w belgijskiej piłce. Jednak, jak można się domyślić, kariera skrzydłowego nie potoczyła się zgodnie z przewidywaniami wszystkich.

W Manchesterze United zanotował 63 występy, w których pięć razy pakował piłkę do siatki i sześciokrotnie wykonywał podanie poprzedzające bramkę. Wszystko zaczęło się psuć, odkąd zaliczał on dość nieudane wypożyczenia. Sezony 2015/2016 i 2016/2017 spędził odpowiednio w Borussii Dortmund oraz Sunderlandzie. W obu klubach nie zdołał sprostać oczekiwaniom, jakie przed nim stawiano. W ciągu dwóch lat wystąpił zaledwie w 40 spotkaniach, inkasując jedną bramkę i cztery asysty, co było bardzo słabym wynikiem.

Mimo nieudanych wypożyczeń w 2017 roku Real Sociedad zdecydował się na jego kupno. Od tamtej pory zdążył zagrać w 109 meczach, w których 16 razy asystował i pakował piłkę do siatki. Z pewnością jest on jedną z ważnych postaci zespołu z San Sebastian. Przed tą konfrontacją wielokrotnie podkreślał, że gdyby nie osoba byłego menedżera „Czerwonych Diabłów” – Louisa van Gaala – dalej byłby jednym z zawodników United. Pojedynek ten z pewnością wiele dla niego znaczył, gdyż pierwszy raz miał on okazję mierzyć się ze swoim byłym klubem.

United ze skromnym prowadzeniem

Już wcześniej oba kluby zostały poinformowane, że mecz będzie rozegrany na neutralnym terenie z powodów bezpieczeństwa ze względu na panującą pandemię. Wybrano stadion Juventusu. Mimo tego faktu, to Real Sociedad został uznany za gospodarzy spotkania, ponieważ mecz nie mógł być rozegrany na jego domowym obiekcie.

Wyjściowa jedenastka gospodarzy trochę zaskoczyła. Zaszła w niej jedna zmiana w stosunku do zespołu, który wystąpił w meczu z Getafe. Nieobecnego Artiza Elustondo zastąpił młody defensor – Robin Le Normand. Manchester United za to dał odpocząć kilku swoim piłkarzom. Za Anthony’ego Martiala w podstawowym składzie wystąpił Daniel James, Luke Shawa zastąpił Alex Telles, a kontuzjowanego Edinsona Cavaniego zmieniła młoda nadzieja angielskiej piłki – Mason Greenwood.

Po fatalnym błędzie Lindelofa w ostatnim meczu z West Bromem Ole Gunnar Solskjaer zdecydował się też postawić na Erica Bailly’ego kosztem Szweda. A dostępu do bramki strzegł Dean Henderson, co notorycznie powtarza się w meczach pucharowych w tym sezonie.

Szczególne to spotkanie mogło być również dla Davida Silvy. Hiszpan jeszcze rok temu występował w barwach City, czyli największego rywala United. Silva przez ostatnią dekadę przywdziewał błękitny trykot i regularnie rywalizował w derbach Manchesteru. Dziś więc nie mogło być inaczej i mecz ten miał dla piłkarza z pewnością więcej niż jedno znaczenie.

Pierwszą klarowną sytuację mogliśmy już ujrzeć w 2. minucie, gdy wcześniej wspominany Andan Januzaj wdarł się w pole karne „Czerwonych Diabłów” i oddał ładny strzał, który ominął bramkę. Chwilę później odpowiedzieć chciał Manchester United, który wykreował dość groźną akcję po kontrataku, ale Marcus Rashford nie zdołał jej wykorzystać.

***

Mecz od samego początku był bardzo otwarty i potwierdzały to ciągłe ataki obu klubów. Jednak kolejna szansa znowu została zmarnowana, tym razem przez Alexandera Isaka. Szwed nie zdołał celnie uderzyć na bramkę i piłka zatrzepotała, ale tylko w bocznej siatce. Oba kluby od samego początku były nastawione na atak, co dało się zauważyć już we wczesnej fazie czwartkowego spektaklu.

Manchester United nie popisał się skutecznością po raz kolejny w 16. minucie gry. Scott McTomminay po indywidualnej akcji nie potrafił jej wykończyć i bramkarz gospodarzy – Alex Remiro – drugi raz z rzędu dobrze interweniował. Miało to też miejsce trzy minuty później, gdy kolejną „setkę” zmarnował Marcus Rashford. Fenomenalnie ta konfrontacja zapowiadała się więc dla Remiro, który, mimo że mógł mieć w tym pojedynku sporo pracy, w ciągu pierwszych 20 minut odnotował trzy bardzo ważne parady bramkarskie.

W 27. minucie stało się to, co musiało się stać. Po ciągłej dominacji „Czerwonych Diabłów” w końcu znaleźli oni drogę do bramki. Po nieporozumieniu między defensorami gospodarzy a ich słusznie wychwalanym dotychczas golkiperem gola strzelił Bruno Fernandes. Portugalczyk wykorzystał błąd przeciwników i stanął przed pustą bramką. Zachował więc zimną krew i uderzeniem po ziemi wpakował piłkę do siatki, czym dał United bardzo ważne jednobramkowe prowadzenie.

Dalsza część pierwszej połowy przebiegła pod dyktando United. To ekipa z Anglii była lepsza i dominowała na boisku, stwarzając więcej podbramkowych sytuacji. W defensywie podopieczni norweskiego szkoleniowca także wyglądali bardzo dobrze. Gospodarze również próbowali zaatakować bramkę gości, lecz nie znalazło to zastosowania w praktyce.

Prócz strzelca jedynego gola na boisku wyróżniał się wielokrotnie wspominany Andan Januzaj. Z wyjątkiem tej dwójki uwagę przykuwał również Marcus Rashford, który był jednym z najaktywniejszych piłkarzy na boisku. Mecz nie należał do najgorszych, jednak wszyscy czekali na znacznie lepszą drugą odsłonę spotkania.

Manchester United dobija rywala

Pierwsze dziesięć minut drugiej połowy nie było zbyt intrygujące. Żaden z zespołów nie miał ani jednej klarownej sytuacji, by zmienić widniejący na tablicy wyników rezultat. Wszystko zmieniło się z upływem czasu, a dokładniej w 56. minucie gry. Wówczas Bruno Fernandes po podaniu Daniela Jamesa mógł sobie dopisać drugie trafienie. Wokół bramki na samym początku było sporo kontrowersji, jakby rozgrywający znajdował się na pozycji spalonej. Jednakże rozwiała je weryfikacja VAR i „Czerwone Diabły” cieszyły się z drugiego trafienia w tym meczu.

Mimo ciągłych ataków pozycyjnych gospodarze nie byli w stanie strzelić bramki. Ukarani za to zostali w 64. minucie przez Marcusa Rashforda, który ze stoickim spokojem wykończył kontratak „Czerwonych Diabłów”. Alex Remiro po dobrym początku meczu musiał po raz trzeci wyjmować piłkę z siatki. To tylko podsumowywało, jak dużą kontrolę nad meczem miał dzisiaj Manchester United.

Dobić rywali chciał już kilka minut później, a dokonać mógł tego Daniel James po podaniu Masona Greenwooda. Jednak sędzia słusznie dopatrzył się w tej sytuacji spalonego i odebrał Walijczykowi radość ze strzelonego gola. Tak czy inaczej, dość wcześnie wydawało się, że losy tego dwumeczu są już rozstrzygnięte.

***

Powiedzenie „im dalej w las, tym więcej drzew” idealnie odnosi się do tego spotkania, niestety tylko dla jednej ze stron. United dalej dominował, dalej stwarzał sobie więcej sytuacji pod bramką rywala i dalej posiadał bardzo korzystny wynik. Piłkarze z Sociedad nie byli w stanie zagrozić golkiperowi „Diabłów” w żaden sposób. Druga połowa była bardzo jednostronna.

Daniel James znalazł w końcu sposób na pokonanie bramkarza Basków i w 90. minucie wbił ostatni gwóźdź do trumny rywala. Spotkanie, które zapowiadało wyrównaną walkę, zakończyło się dość monotonną wygraną faworytów. Manchester United był ekipą dużo lepszą niż Real Sociedad, co pokazują statystyki, a przede wszystkim wynik.

Zawodnikiem meczu nie sposób nie wybrać Bruno Fernadesa, który zaliczył w dzisiejszym pojedynku dwa trafienia. Na pochwałę zasługuje tak naprawdę cała drużyna United, lecz to Portugalczyk wyróżniał się najbardziej na tle kolegów. Gracze Ole zaprezentowali się znacznie lepiej niż w pierwszej połowie, która i tak należała do solidnych w ich wykonaniu.

Nie można tego powiedzieć o Realu Sociedad. Kibice hiszpańskiej drużyny oczekiwali od zawodników znacznie więcej prócz kilku skonstruowanych sytuacji. Na pochwałę zasługiwały tylko początkowa dyspozycja bramkarza oraz niezła gra zmienionego w 80. minucie Januzaja. Sympatycy baskijskiej drużny raczej nie zaliczą tego wieczoru do udanych, ponieważ ich ukochany zespół prawdopodobnie został pozbawiony dzisiaj szansy na awans do 1/8 finału Ligi Europy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze