Lech Poznań wprawdzie dzisiaj pauzował w rozgrywkach Pucharu UEFA, ale grali grupowi rywale. I to jak! Rosyjskie CSKA rozgromiło w Moskwie Deportivo 3:0. Z takim samym bagażem z Francji wyjechał Feyenoord. W innych spotkaniach było równie ciekawie.
CSKA prowadziło 2:0 już od 12. minuty za sprawą osiemnastolatka, Alana Dżagojewa, który dwukrotnie trafił do siatki rywali. Nie jest to najlepsza wiadomość dla Dawida Janczyka, który w dalszym ciągu musi się zadowolić ławką rezerwowych w stołecznym klubie. Można mieć spore pretensje do klubu, jeżeli chodzi o grę w lidze rosyjskiej, jednak w Pucharze UEFA podopieczni Walerija Gazzajewa radzą sobie całkiem przyzwoicie. Za przeciwnika nie mieli zresztą byle kogo, bo ekipę na co dzień występującą w jednej z najsilniejszych lig na świecie, hiszpańskiej Primera Division. Jednak o tym, że to nie jest to samo Deportivo co kilka lat temu, wie każdy. Wiedzieli także i piłkarze CSKA, a trzecią bramkę dołożył Vagner Love.
Z kolei pierwsze 45 minut meczu we Francji mogło świadczyć o tym, że grają dwie przeciętne drużyny będące dalekie od sukcesów czy chociażby optymalnej formy. Jednak w przerwie manager gospodarzy dokonał dwóch zmian i jeżeli nawet nie przyniosły one efektu, to przynajmniej pobudziły innych piłkarzy Nancy do gry, co zaowocowało wynikiem 2:0 już po sześciu minutach drugiej odsłony spotkania. Holendrów „dobił” jeszcze w końcówce Helder, a Nancy może coraz śmielej patrzeć na awans z tej grupy.
Widać więc, że piłkarzy Lecha czeka bardzo trudne zadanie, jeśli chcą awansować z grupy. Trudne, ale nie niemożliwe. Muszą zagrać jednak co najmniej o klasę lepiej niż z Austrią Wiedeń i to w każdym kolejnym spotkaniu.
Z angielskich tylko Aston Villa
Tymczasem angielskie drużyny raczej rozczarowały. Jednak nie jest to niespodzianka, zwłaszcza w wypadku Tottenham. „Koguty” po raz kolejny zagrały tragicznie, podwórkowo i nieskutecznie. Piłkarze z Udinese nie pokazali niczego wielkiego, ale widać było, że są dużo bardziej zmotywowani i nie znajdują się w takim dołku jak przeciwnicy. Gra podopiecznych Juande Ramosa była momentami katastrofalna. Wystarczy spojrzeć na jedną kontrę Aarona Lennona, który dynamicznie przebiegł z piłką 70 metrów, by na końcu potknąć się o własne nogi i przewrócić. Wydaje się więc, że właściciele Tottenhamu już zupełnie stracili cierpliwość do hiszpańskiego szkoleniowca. Jak widać, sukcesy osiągnięte na własnym podwórku ciężko powtórzyć na trudnych boiskach Premier League. Nawet, mając tak horrendalny budżet.
Brak doświadczenia na międzynarodowym poziomie pokazało także Portsmouth, które poległo na wyjeździe z portugalską Bragą aż 0:3. Ozdobą meczu było uderzenie z siódmej minuty z rzutu wolnego w wykonaniu Agulara. Piłka zatrzepotała wprost w lewym okienku bramki Davida Jamesa.
Wygrała za to Aston Villa i to po ciekawym spotkaniu z utytułowanym rywalem, za jakiego uważa się Ajax Amsterdam. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie, a autorem tej decydującej w doliczonym czasie gry był kapitan gospodarzy, Gareth Barry. Dobre spotkanie rozegrał Ashley Young, który zaliczył dwie asysty i coraz śmielej puka do drzwi reprezentacji. Na pewno takie spotkania jak to z Ajaxem pomogą mu zadomowić się w kadrze „chłopców Albionu”. W tej grupie swoje spotkanie wygrało także HSV i to te dwie drużyny liderują w małej tabeli.










