Po kapitalnym widowisku Granada zremisowała 2:2 z Athletikiem Bilbao. Mimo iż gospodarze prowadzili już 2:0, to jednak mogą być zadowoleni z cennego remisu, przez większość meczu grali bowiem w osłabieniu. W pierwszej połowie czwartego rzutu karnego z rzędu nie wykorzystał Fernando Llorente, który zrewanżował się później golem i wypracowaniem drugiego trafienia.
Spotkanie na Los Carmenes nie miało wyraźnego faworyta. Z jednej strony nieobliczalna Granada, która systematycznie gromadzi punkty, potrafi strzelić trzy gole Barcelonie na Camp Nou i coraz realniej może myśleć o utrzymaniu, a z drugiej strony Athletic, który praktycznie odpuścił już całkowicie rozgrywki ligowe, traktuje je bardziej jako kolejne sparingi niż mecze o jakąkolwiek stawkę. Wygrana gospodarzy praktycznie zapewniłaby im utrzymanie w Primera Division, natomiast przed tym spotkaniem rywal tracił do miejsca gwarantującego Ligę Mistrzów aż dziewięć punktów – za dużo, aby dało się tyle nadrobić. Ambicja w tym meczu z pewnością była po stronie Granady.
Dość sensacyjnie gol padł już po kilkudziesięciu sekundach od rozpoczęcia spotkania. W pole karne wbiegł Mikel Rico i z ostrego kąta próbował pokonać bramkarza, ale Iraizoz zdołał odbić jego strzał przed siebie. Wybita piłka spadła jednak tuż za pole karne, dopadł do niej Jaime Romero i potężnym strzałem nie dał szans bramkarzowi na interwencję. Była to najszybciej strzelona bramka przez Granadę w Primera Division od 37 lat. Granada postanowiła nie zmniejszać tempa i w 24. minucie bardzo blisko podwyższenia prowadzenia był Ikechukwu Uche. Z lewej strony dograł Romero, ale zamykający akcję Nigeryjczyk posłał piłkę obok zewnętrznej części słupka. Athletic wyglądał przez wiele minut na drużynę, która chce ten mecz jak najszybciej dograć do końca i o nim zapomnieć. Granada, niesiona dopingiem swoich kibiców, raz po raz próbowała szarpać baskijską obronę, która tego wieczora wcale nie stanowiła monolitu.
Wszystko zmieniło się jednak w 37. minucie. Prostopadłą piłkę posłał Munian, obrońcom urwał się… nominalny boczny obrońca, Iraola, który znalazł się na pozycji środkowego napastnika i dopiero wejście w stylu karate powstrzymało Baska przed oddaniem strzału. Za swoje wejście czerwoną kartkę otrzymał strzelec gola, Romero, a rzut karny postanowił wykonał Fernando Llorente. Wiadomo już jednak, że na Euro 2012 nie będzie on wykonywał karnych, uderzył bowiem… prawie metr nad poprzeczką. Ciekawostką jest, że Athletic nie wykorzystał tym samym już 13. „jedenastki” z ostatnich 28 (pięć z nich to „zasługa” wysokiego napastnika), a ta ostatnia była czwartą niewykorzystaną Z RZĘDU przez Llorente. Przed półfinałowymi meczami Ligi Europy ekipa Marcelo Bielsy powinna się bardzo przyłożyć do tego elementu.
Pomimo osłabienia Granada wcale nie prezentowała się w kolejnych minutach gorzej. Wprost przeciwnie – wciąż walczyła jak równy z równym, jednak to Muniain mógł wyrównać, ale jego strzał na minutę przed końcem pierwszej połowy nieznacznie przeleciał nad spojeniem słupka z poprzeczką. Do przerwy Granada dociągnęła korzystny wynik. W przerwie trener gospodarzy, Abel Resino, zdjął już nominalnego napastnika, Uche, i wstawił na jego miejsce obrońcę. Odwrotny ruch uczynił Bielsa, zdejmując defensora Aurtenetxe i wprowadzając za niego napastnika, Ibaia Gomeza. Tym samym Athletic przeszedł na ustawienie 3-3-4, które szybko mogło przynieść efekt, ale Muniain w 51. minucie zmarnował kapitalną sytuację. Ruszył sam na Cesara i mając przed sobą tylko bramkarza i biegnących obok Llorente i Susaetę, postanowił… uderzyć prosto w golkipera, zamiast odegrać do kolegów, którzy mieliby przed sobą pustą bramkę. Ofensywna gra Basków mogła się dla nich bardzo źle skończyć w 57. minucie, kiedy to na zaskakujący strzał z dystansu zdecydował się Martins, a piłka trafiła w słupek bramki bezradnego Iraizoza.










