Tydzień po niespodziewanym zwycięstwie nad Santosem, piłkarze Red Bulls Nowy Jork zainaugurowali sezon MLS meczem przeciwko Chicago Fire. Podobnie jak w ubiegłym tygodniu wyszli z tej batalii zwycięsko, choć tym razem ich wygrana miała najskromniejsze rozmiary. Bohaterem meczu był strzelec zwycięskiej bramki – Estończyk Lindpere. Jedyny Polak w MLS, Krzysztof Król, był na ławce rezerwowych, ale nie zagrał ani minuty.
Zaledwie siedem dni temu przy pięknej słonecznej pogodzie tysiące kibiców na wypełnionym po brzegi stadionie oklaskiwało efektowną wygraną Czerwonych Byków nad brazylijską potęgą – Santosem. Dziś wieczorem, mimo przenikliwego chłodu, na Red Bulls Arena znowu pojawiły się tłumy. Atmosferę podgrzewał fakt, że był to pierwszy oficjalny mecz o punkty oraz, że transmitowała go na żywo najbardziej popularna amerykańska stacja sportowa, ESPN.

Gospodarze i tym razem zadbali o ciekawą oprawę. Tuż przed meczem na murawie wylądowała dwójka spadochroniarzy, którzy wcielili się w role podniebnych kamerzystów. Dzięki kamerom zainstalowanym w ich kaskach można było podziwiać na ogromnych telebimach widok na stadion z lotu ptaka. Ich efektowne lądowanie na środku boiska wywołało wielki aplauz publiczności. Chwilę potem przy akompaniamencie sztucznych ogni na płytę wyszły obie ekipy.
Chicago to wicemistrzowie konferencji wschodniej sprzed roku. W playoffs dotarli do półfinałów, gdzie dopiero po rzutach karnych musieli uznać wyższość późniejszych mistrzów Realu Salt Lake City. Z kolei Red Bulls w ubiegłym sezonie byli czerwoną latarnią ligi. Większość z bezpośrednich pojedynków pomiędzy tymi dwoma drużynami kończyła się zwycięsko dla ekipy z Wietrznego Miasta. Wystarczy powiedzieć, że w pięciu ostatnich spotkaniach górą byli Strażacy. Mimo wszystko jednak dziesięć meczów bez porażki w przedsezonowych sparringach, efektowne zwycięstwo nad Santosem, nowy trener i piłkarze oraz magia nowego stadionu sprawiły, że faworytów upatrywano w gospodarzach.

Podopieczni Hansa Backe zaczęli z wielkim impetem. Już w 2. minucie do prostopadłego podania ruszył kapitan i największa gwiazda gospodarzy, Juan Pablo Angel, ale niebezpieczeństwo odważnym wyjściem zażegnał kolejny debiutant, Andrew Dykstra. Minutę później Red Bulls wykonywali pierwszy rzut rożny. Mocno podkręcona piłka spadła wprost przed nogi Ubiparovicia, ale Bośniak był tym faktem tak zaskoczony, że pozwolił futbolówce najpierw na odbicie się od klatki piersiowej, a potem na opuszczenie boiska.














