9 stycznia 1900 roku – ta data jest bardzo dobrze znana każdemu kibicowi sympatyzującemu z drużyną rzymskiego Lazio. Dokładnie 116 lat temu powstał jeden z najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych klubów na Półwyspie Apenińskim, który swoje największe sukcesy osiągał na przełomie XX i XXI wieku. Dzisiaj daleko im do tamtej złotej ery, niemniej jednak wygrana 3:1 na Stadio Artemio Franchi w tak ważnym dniu na pewno da nadzieję, że ten sezon nie jest jeszcze stracony.
https://twitter.com/SerieA_TIM/status/685596898841890818
Do tego spotkania w lepszych nastrojach przystępowała ekipa gospodarzy. Po środowej wygranej z Palermo cały czas do liderującego Interu traciła tylko jeden punkt. Ponadto w tygodniu swoje umowy z klubem przedłużyli Matias Fernandez oraz Marcos Alonso – dwaj kluczowi zawodnicy w układance trenera Paulo Sousy. Dzisiejsi jubilaci z kolei dalej nie mogą złapać odpowiedniego rytmu. Po wygranej w Mediolanie z Interem przyszedł jedynie remis z przedostatnim w tabeli Carpi, czego efektem jest pozycja w środku ligowej stawki, doskonale oddająca na tę chwilę potencjał drużyny. Dodatkowo coraz głośniej mówi się o tym, że z Lazio pożegna się Felipe Anderson, który cały czas kuszony jest ofertami z czerwonej części Manchesteru.
Pierwsza połowa nie należała do najciekawszych. Brak było płynności w grze z obydwu stron, a sędzia Nicola Rizzoli musiał często przerywać mecz z powodu dużej ilości fauli. Dominowali w tym goście, którzy aż 14-krotnie przekraczali przepisy (łącznie 23 przewinienia w pierwszej połowie). Dłużej przy piłce utrzymywali się gracze „Violi”, jednak niewiele z tego wynikało, albowiem groźniejsi pod bramką byli gracze „Biancocelesti”. Pierwszym ostrzeżeniem była sytuacja Sergeja Milinkovicia-Savicia, który stanął oko w oko z Tatarusanu, jednak nieznacznie chybił, a chwile później piłkę z linii bramkowej wybijać musiał Davide Astori. Trzeciego ostrzeżenia już nie było. Kiedy wydawało się, że w pierwszej części nie ujrzymy bramek, Keita Balde wpadł w pole karne i posłał futbolówkę obok bezradnego Tatarusanu.
http://dai.ly/x3lkrl9
W drużynie Fiorentiny zawodziły przede wszystkim skrzydła. Udane dryblingi występującego od pierwszej minuty na prawej stronie Kuby Błaszczykowskiego oraz Marcosa Alonso na lewej można policzyć na palcach jednej ręki.
Parę minut po przerwie boisko opuścił bezbarwny tego dnia Błaszczykowski oraz kontuzjowany Milan Badelj. Akcje Fiorentiny zaczęły nabierać tempa dopiero po pojawieniu się na placu gry Josipa Ilicicia oraz Giuseppe Rossiego. Szczególnie ten drugi napsuł sporo krwi defensywie laziali, często niepokojąc kąśliwymi strzałami Etrita Berishę. Gospodarze z każdą upływającą minutą zaczynali grać coraz odważniej, ustawiając linię obrony już na środku boiska i licząc na szybkie przejmowanie wybijanej przez obrońców futbolówki. Mogło to się zemścić w 86. minucie, kiedy to Alessandro Matri w sobie tylko znany sposób nie pokonał z najbliższej odległości golkipera „Violi”.
Prawdziwy rollercoaster kibice zgromadzeni na stadionie przeżyli jednak już w doliczonym czasie gry. Arbiter główny dołożył do regulaminowych 90 minut aż sześć, w których padły trzy gole. Najpierw na 2:0 podwyższył kąśliwym strzałem po ziemi chyba najlepszy tego dnia na boisku Sergej Milinković-Savić.











