To nie była dobra kolejka dla zespołów, które zmagały się z poważnymi problemami w czasie zimowej przerwy w pierwszoligowych zmaganiach. W odróżnieniu od poprzedniej kolejki, kiedy byliśmy świadkami kilku zaskakujących rezultatów, tym razem większość faworyzowanych zespołów mogła dopisać sobie do swojego konta po trzy punkty.
Wiosenne zmagania doskonale rozpoczęła drużyna Arki Gdynia. O ile zwycięstwo różnicą czterech bramek przeciwko grającej w osłabieniu drużynie GKS-u Tychy nie było dużym zaskoczeniem, o tyle pokonanie Stomilu Olsztyn 4:1 musi budzić szacunek, zwłaszcza że olsztynianie są wyżej w tabeli. Przewaga drużyny gospodarzy od początku nie podlegała dyskusji. Już w 18. minucie gola dla Arki zdobył Michał Nalepa. Sześć minut później było już 2:0, po cudownej bramce Michała Renusza. 27-letni pomocnik oddał piękny, mierzony strzał z dystansu. Minęły zaledwie dwie minuty i gdynianie prowadzili już 3:0 po bramce Marcusa Viniciusa. Ten sam zawodnik podwyższył rezultat w 63. minucie spotkania. Honorowe trafienie dla gości zanotował Roman Maczułenko, zdobywając gola po precyzyjnym strzale w 78. minucie meczu.
Swoje spotkanie bardzo pewnie wygrał też krezus z Lubina. Zagłębie nie pozostawiło żadnych złudzeń Wigrom Suwałki, pokonując zespół gości 3:0. Już w 5. minucie obrońca drużyny z Suwałk, Adrian Karankiewicz, pechowo skierował piłkę do własnej bramki. W 23. minucie dobrze dysponowany Krzysztof Piątek podwyższył prowadzenie lubinian po ładnej, indywidualnej akcji. Wynik w 68. minucie ustalił Aleksander Kwiek. Dzięki piątkowemu zwycięstwu Zagłębie mogło choć na chwilę zostać liderem I ligi.
Jak się okazało dzień później, lider zmienił się na dłużej niż kilkanaście godzin, drużyna dotychczasowo prowadząca w lidze, a więc Termalica Bruk-Bet Nieciecza, uległa bowiem na stadionie w Ząbkach ambitnie grającemu Dolcanowi. Przez dłuższy czas pierwszej połowy był to klasyczny „mecz na remis”. W 43. minucie Rafał Grzelak w dość przypadkowej sytuacji wyprowadził jednak gospodarzy na prowadzenie. Gdy w 53. minucie wyrównał Mateusz Janeczko, wydawało się, że mecz zacznie się od nowa. Wątpliwości, która drużyna jest lepiej dysponowana, rozwiał dwanaście minut później Damian Świerblewski. Drużyna z Niecieczy rzuciła się do ataku, usiłowała zmienić rezultat, co ostatecznie udało się Bartoszowi Kopaczowi. Niestety dla drużyny spod Tarnowa, obrońca gości skierował piłkę do własnej bramki. Końcowy wynik: 3:1.
O tydzień później swoje pierwszoligowe zmagania zaczęły ekipy Sandecji Nowy Sącz i Widzewa Łódź. Oba zespoły nie będą dobrze wspominać swojego startu. W meczu o sześć punktów łodzianie ulegli GKS-owi Tychy, który wygrał mecz na stadionie w Jaworznie po bramce Macieja Kowala. Drużyna z Nowego Sącza podejmowała u siebie legnicką Miedź. Goście, podrażnieni wysoką porażką z Dolcanem na własnym stadionie, pokonali Sandecję aż 4:0 po bramkach Bartoszewicza, Midzierskiego, Szczapaniaka i Labukasa.
Ciekawie było w Głogowie, gdzie Chrobry podejmował aspirującą do ekstraklasy Wisłę Płock. Mecz doskonale zaczął się dla gospodarzy, w 6. minucie spotkania rzut karny po zagraniu ręką jednego z płocczan wykorzystał Damian Piotrowski. Po upływie niespełna pół godziny sędzia podyktował kolejną „jedenastkę”, tym razem dla gości, którą wykorzystał Krzysztof Janus. Tuż przed przerwą faworyzowana drużyna gości wyszła na prowadzenie dzięki bramce Mikołaja Lebedyńskiego. W 61. minucie Wisła miała już dwie bramki przewagi za sprawą trafienia Dimitara Ilieva. Emocje w końcówce zapewnił Tomasz Zając, najpierw oddając strzał prosto w rękę obrońcy drużyny z Płocka, następnie wykorzystując już trzeci rzut karny podyktowany przez sędziego tego spotkania. Końcowy wynik nie uległ już zmianie, Wisła doskoczyła do liderującej dwójki na zaledwie trzy punkty.











