Gorąca marsylska publiczność nie poniosła na swych skrzydłach gospodarzy, ci bowiem nie potrafili rozprawić się z tureckimi najeźdźcami. OM przegrał 0:1 i praktycznie stracił szansę na wyjście z grupy C.

Obie drużyny przystępowały do meczu w zgoła odmiennych nastrojach. Fenerbahce liderowało w grupie C z dziesięcioma punktami na koncie i nawet ewentualna porażka by tego nie zmieniła. Olympique Marsylia miał za to nóż na gardle i marne pięć oczek po czterech rozegranych kolejkach. Podopieczni Eliego Baupa musieli wygrać, żeby przedłużyć swoje zapewne ambitne sny o wyjściu z grupy. Na Stade Velodrome zawsze jest gorąco i niech nie zwiedzie Was portowa atmosfera tego miejsca. Tutaj zawsze coś się dzieje.

Gospodarze zaczęli z wysokiego C, pokazując od pierwszej minuty meczu, że będą walczyć o swoje jak lwy. Już na samym początku meczu OM miał swoją okazję, ale zmarnował ją Florian Raspentino. Publiczność jedynie jęknęła z rozpaczy, a na tablicy wyników dalej widniało smutne zero przy napisie OM. Sześć minut później podopieczni Eliego Baupa zepsuli kolejną sytuację. Tym razem szansę zmarnował uciekinier z Anglii, niesforne dziecko Premier League, czyli sam Joey Barton. Widać refleksyjny klimat Francji mu służy, gdyż krnąbrny playmaker powoli dochodzi do wysokiej dyspozycji.

Powolutku zaczęli dochodzić też do głosu goście. Pewnym nadużyciem byłoby stwierdzenie, iż na bramkę Mandandy strzelali Turcy, ponieważ pokonać bramkarza OM próbowali kolejno Cristian Baroni oraz Dirk Kuyt. Ze strony gospodarzy odgryźć próbowała się połowa supertandemu braci Ayew, mianowicie Jordan. Zrobił to jednak nieskutecznie. W coraz większą frustrację zaczął wpadać za to napastnik Fenerbahce, Moussa Sow, którego po raz kolejny na spalonym złapał arbiter główny tego spotkania, Martin Atkinson. Senegalczyk kupiony z Lille chyba za bardzo zapatrzył się na grę „Super Pippo” Inzaghiego. W 29. minucie kolejne natarcie Turków. Drogę do świątyni Steve’a Mandandy próbował znaleźć Caner Erkin, nic jednak z tego nie wyszło. Erkin nie dawał jednak za wygraną i ten sam piłkarz próbował cztery minuty później. OM nie chciał oddać pola bez walki i wysłał w bój Rafidine Abdullaha, ale efekty były mizerne. Miny po strzałach zarówno jego, jak i wcześniej Erkina mówiły wszystko. Dalej było 0:0.












