Patrząc na ostatnie sezony, trudno zadowolić się stanem faktycznym. Bo gdy rok w rok walczysz o prawo startu w Europie, a teraz tkwisz w drugiej części tabeli i zdecydowanie bliżej ci do strefy spadkowej, to wiesz, że coś jest nie tak. TSG Hoffenheim to być może jedno z większych rozczarowań tego sezonu Bundesligi, ale cały czas ma spore szanse na lepsze jutro w Europie.
Niemcy już gdzieś to widzieli. Dokładnie w sezonie 2018/2019, gdy Eintracht Frankfurt podbijał Stary Kontynent. Doszedł wówczas do półfinału Ligi Europy, w którym to lepsza okazała się londyńska Chelsea. Tamta przygoda była nad Renem jednak długo wspominana, tym bardziej że nie jest normą, by niemieckie kluby regularnie święciły triumfy w tych rozgrywkach.
Dziś szansę na podobną przygodę mają piłkarze Hoffenheim. Wieczorem zagrają wyjazdowe spotkanie z Molde i to właśnie od meczu z Norwegami ma narodzić się coś nowego, co będzie wspominane na Prezero-Arena dłużej niż do końca bieżącego sezonu.
Gdy nie idzie ci w lidze, chcesz odkuć się w Europie. I taki właśnie jest cel drużyny Sebastiana Hoenessa na wiosnę. 12. lokata w lidze to dla Hoffenheim spore rozczarowanie. Tym bardziej jeśli dodamy, że w lidze ponieśli już dziesięć porażek, a tylko Mainz i Schalke tracą więcej goli od nich. Strefa europejskich pucharów wydaje się już nieosiągalna. Dziesięć punktów straty do Borussii, która co prawda nie jest tą samą drużyną co kiedyś, to wciąż jednak bardzo dużo.
Wyniki słabe, gra niekoniecznie
„Wieśniacy” są regularni w byciu nieregularnym. Ich forma jest bardzo zmienna. Jednak ostatni okres to ten gorszy czas dla podopiecznych juniora Hoenessa. Trzy ostatnie mecze z rzędu bez zwycięstwa to wynik wyglądający słabo. Jednak TSG Hoffenheim mierzyło się w tym czasie z Bayernem (nic więcej nie trzeba dodawać), rewelacją tego sezonu, czyli Eintrachtem i Dortmundem, który mimo problemów nigdy nie jest łatwym rywalem.
I właśnie to ostatnie spotkanie ligowe wlało sporo nadziei w serca kibiców z Prezero-Arena. Pomimo tylko jednego punktu wywiezionego z Signal Iduna Park gra podopiecznych Sebastiana Hoenessa mogła się podobać. Spotkanie było niesamowicie otwarte, a goście prowadzili na dziesięć minut przed końcem.
Ten mecz był najlepszym dowodem na to, że Hoffenheim to nie tylko Kramarić. Mimo że Chorwat jest kluczową postacią zespołu i ma już 13 ligowych trafień na koncie, to jego zmiennicy potrafią go zastąpić. Przeciwko BVB z kapitalnej strony zaprezentował się duet Bebou – Dabbur. Obaj skończyli spotkanie z golem i non stop nękali defensorów drużyny Edina Terzicia. Największe problemy miał w tym meczu Manuel Akanji, który kompletnie nie radził sobie z ruchliwą dwójką napastników.











