W starciu rozgrywanym w stolicy Andaluzji Sevilla pewnie pokonała Getafe 3:0. Wynik otworzył Federico Fazio, który w 32. minucie głową trafił do siatki Miguela Moi. Pięć minut po przerwie prowadzenie gospodarzy podwyższył Manu Del Moral. Już w doliczonym czasie gry trzecią bramkę dla „Los Nervionenses” zdobył Frederic Kanoute.
Dzisiejsze wydanie dziennika „Marca” mecz Sevilli z Getafe zapowiadało jako koszmar dla gospodarzy. Madrytczycy na Sanchez Pizjuan wygrywali w trzech ostatnich sezonach. Dziś, mimo że w tabeli znacznie ustępują Andaluzyjczykom, też się nie bali. Tydzień temu ograli wielką Barcelonę, dlaczego nie mieliby zrobić tego samego z rozbitą plagą kontuzji i grającą ostatnio bardzo przeciętnie ekipą Marcelino? Gospodarze bardzo cierpią z powodu beznadziejnej formy Negredo. Indolencji Hiszpana nie da się niczym przysłonić, trzeba czekać. Jedyna nadzieja w skrzydłowych, Navasie i Perottim, którzy trzymają wysoki poziom i zapewniają siłę ofensywną. Skład Getafe, z nadzwyczajnie wzmocnioną drugą linią, nie zapowiadał częstych ataków.

Spotkanie rozpoczęła seria ataków pozycyjnych niespiesznie konstruowanych przez gospodarzy. Na początku piłkarze Getafe ograniczali się tylko do przeszkadzania podopiecznym Marcelino. W 6. minucie gorąco zrobiło się pod bramką Javiego Varasa. Po zagraniu Castro w „szesnastce” piłkę ręką odbił Emir Spahić i goście domagali się rzutu karnego – wydawało się, że mieli rację, ale Iglesias Villanueva nie zdecydował się podyktować „jedenastki”. Cztery minuty po tym wydarzeniu uderzał Diego Perotti, jednak futbolówka poszybowała wysoko nad poprzeczką bramki madrytczyków. Chwilę później po dośrodkowaniu Perottiego z pierwszej piłki niecelnie strzelał Jesus Navas. Była to pierwsza ciekawa akcja Andaluzyjczyków. W 18. minucie Ivan Rakitić szybko wznowił grę z lewej strony boiska i wrzucił piłkę w pole karne, gdzie upadł Perotti – tym razem to „Los Nervionenses” domagali się rzutu karnego. W kolejnej akcji bliski szczęścia był Alvaro Negredo, który nie miał czasu, by właściwie się ustawić, i posłał piłkę nad bramką.
W 24. minucie Miguel Moya bez problemów wyłapał uderzenie Rakiticia. Następnie dalekim podaniem został uruchomiony Miku, który jednak również cierpiał na tak powszechną dzisiaj strzelecką niemoc i spudłował. Obraz gry bardzo przypominał pierwsze minuty – przy piłce przed dłuższy czas utrzymywała się Sevilla. W 32. minucie w końcu przyniosło to efekt. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Ivan Rakitić, a do siatki głową trafił Federico Fazio. Kilka minut później golkiper „Los Azulones” popełnił błąd, który mógł kosztować jego ekipę stratę drugiego gola. Moya wybiegł do długiej piłki adresowanej do Navasa, minął się z futbolówką i Jesusem, wrócił, zabrał piłkę, próbował wybić, nie trafił. Dopiero Michel wyjaśnił sytuację. Pięć minut przed przerwą rzut wolny wykonywał Pablo Sarabia, ale futbolówkę zdołał wybić „Coke”. Do końca pierwszej połowy na murawie stadionu Sanchez Pizjuan nie wydarzyło się już nic godnego uwagi i po upływie doliczonej minuty arbiter z Galicji odesłał zawodników do szatni.











