Atletico Madryt przegrało 1:2 w meczu Pucharu Króla z Albacete. Gole dla gospodarzy strzelali Calle i Zurdo. Dla gości trafił Adrian Lopez, niejako rehabilitując się za przestrzelony rzut karny. Warto zaznaczyć, że obie ekipy mecz kończyły w dziesiątkę.
Atletico Madryt w meczu z Albacete wystąpiło w zestawieniu nieco rezerwowym. W pierwszym składzie znalazło się jednak miejsce tylko dla jednego gracza drugiej drużyny. Pozostałe pozycje zajęli zawodnicy, którzy zwykle starcia madryckiej ekipy oglądają z poziomu ławki rezerwowych.
Spotkanie rozpoczęło się od odważnych ataków gospodarzy. Dowodzona przez kapitana „Los Colchoneros” defensywa była bardzo, bardzo rozkojarzona. Niepewny był Sergio Asenjo, który w 5. minucie swoim wyjściem dał Calle możliwość uderzenia z dystansu. Hiszpan pomylił się minimalnie. Akcje Albacete raz za razem przeszywały pole karne Atletico. Jeszcze przed upływem 10. minuty gospodarze mogli prowadzić dwoma, a nawet trzema golami. Tymczasem goście nie byli w stanie wybiec za linię środkową boiska. Podopieczni Gregorio Manzano potrzebowali kwadransa, by po raz pierwszy zagrozić stojącemu między słupkami Camposowi. Całe niebezpieczeństwo ograniczyło się do wrzutki Juanfrana.
Albacete ciągle atakowało. Próbowało gry klepką, próbowało dośrodkowań i strzałów z dystansu. Po uderzeniu z 25. metra Asenjo wybił futbolówkę przed siebie, ale w ostatniej chwili zdołał uprzedzić szarżującego napastnika i zgarnąć piłkę. W 27. minucie genialne zagranie Victora Curto otworzyło Calle drogę do bramki. Niestety dla kibiców gospodarzy, snajper nie skorzystał z doskonałego podania. Gracze Albacete przeważali, przeważali, aż w końcu dostali to, czego chcieli – rzut karny. Alvaro Dominguez zagrał piłkę ręką w polu karnym, a stały fragment na gola atomowym strzałem pod poprzeczkę zamienił Antonio Calle. 31. minuta i wielcy faworyci przegrywają! A już chwilę później mogło być 2:0. Tym razem skończyło się na poślizgnięciu w polu szesnastu metrów. Pierwszą klarowną akcję Atletico wypracowało sobie dopiero na chwilę przed końcem pierwszej połowy. Strzał głową oddał Antonio Lopez. Zrobił wszystko dobrze. Problem polegał na tym, że Alvaro Campos zrobił wszystko lepiej. 24-letni bramkarz cudownie obronił strzał weterana „Los Colchoneros”. Pierwsze 45 minut zakończyło się groźną akcją Albacete zwieńczoną minimalnie niecelnym strzałem.
Druga połowa rozpoczęła się tak jak pierwsza. Gospodarze ciągle przeważali, byli wyraźnie lepsi. Ale potem ich świat się zawalił. Atletico wyprowadziło kontrę, szybki jak wiatr Juanfran wbiegł w pole karne, znalazł się sam na sam z Camposem i… został sfaulowany przez Nuneza. Kapitan Albacete dwa razy uderzył Hiszpana kolanem w czasie biegu. Czerwona kartka i rzut karny. Wyrzucony z boiska pomocnik długo krzyczał na sędziego, ale w końcu zniknął w tunelu. Do futbolówki podszedł Adrian i haniebnie przestrzelił. Gospodarze pewnie by się cieszyli, gdyby nie strata zawodnika. Trzecioligowcowi trudno jest grać jak równy z równym z drużyną występującą w La Liga, jeśli ma na murawie jednego zawodnika mniej. Atletico wreszcie złapało wiatr w żagle. Najpierw strzelał Antonio Lopez, a potem ten nieszczęśnik Adrian.










