Takich sytuacji są setki, a może i tysiące: zawodnik X rozegrał dobrą rundę, jego agent czym prędzej rusza do prezesa klubu, aby wynegocjować kolejną podwyżkę. Szef dochodzi do wniosku, że X zapewnia odpowiedni poziom i jego strata byłaby bolesna dla drużyny, zatem decyduje się podnieść uposażenie swojego pracownika. Z „marnych” 5 milionów robi się nieco pokaźniejsze 8. Kto jednak choć trochę orientuje się w ekonomii, wie, że te pieniądze nie wzięły się znikąd. Może więc pochodzą od sponsorów? Z praw telewizyjnych? Można się łudzić. Tak naprawdę za wszystko płacimy my, kibice. I to jest zaiste bolesna prawda.
Zamieńmy ten „X” na konkretne nazwiska. Ostatnio nad Wisłą sporo mówi się o nowym kontrakcie dla Piotra Zielińskiego. Nasz eksportowy pomocnik ma podpisać z SSC Napoli umowę obowiązującą do czerwca 2024 roku, na mocy której otrzymywałby 2,5 miliona euro za sezon. Coraz głośniej ptaszki ćwierkają także o przedłużeniu pobytu pod Wezuwiuszem Arkadiusza Milika. Napastnik może liczyć na pensję w wysokości 3 milionów euro. Kibice „Azzurrich” zapewne cieszą się z tego, że dwójka ważnych dla koncepcji trenera zawodników pozostanie w ich drużynie na dłużej.
Jest to jednak radość, która odbije im się czkawką, gdy zdecydują się wybrać na stadion, aby owych piłkarzy oklaskiwać. Prezydent klubu, Aurelio De Laurentiis, jest bowiem biznesmenem i na koniec dnia bilans zysków i strat musi wyjść dodatni. Co więc zrobi? Podwyższy ceny biletów. Może także podnieść ceny klubowych gadżetów jak koszulki, breloczki, kubki czy magnesy. Ale kibic przyjmie to z pokorą i ową koszulkę, breloczek, kubek czy magnes kupi – wszak są one w barwach jego ukochanego klubu.
Dzień meczowy – dzień barwowy
Kibicowanie to specyficzny rodzaj aktywności ludzkiej. Fani utożsamiają się ze swoimi zawodnikami, przeżywają ich sukcesy oraz klęski, interesują się wszystkimi szczegółami ich życia, wzorują się na nich. Naturalne jest więc, że chcą wyglądać – chociażby w najmniejszym stopniu – jak ich ulubieńcy. Rynek koszulek piłkarskich to ogromny sektor gospodarki, na którym ceny nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to targowisko próżności.
Nie bądźmy gołosłowni, sprawdźmy, ile za trykoty swojej drużyny muszą zapłacić sympatycy najbardziej popularnych klubów w Europie. Manchester United – 89,95 euro, PSG – 85 euro, Juventus – 129,95 euro, Real Madryt – 89,95 euro. Uśredniając, bez 100 euro w kieszeni nie ma nawet sensu się łudzić, że nabędzie się koszulkę swojego zespołu.
Najciekawsze w tym biznesie jest to, że kluby zarabiają dwuetapowo. Fakt, że kibice płacą za produkt jest absolutnie logiczny (choć cenie do logicznej bardzo daleko). Astronomiczne kwoty płacone przez producentów tylko za to, aby mieć prawo wykonać koszulki dla konkretnej drużyny, to już jednak inny poziom abstrakcji. Jako przykład wykorzystajmy Real Madryt. Ekipa ze stolicy Hiszpanii od 1998 roku współpracuje z marką Adidas. Obecna umowa kończy się w 2020 roku i niemiecki gigant już od jakiegoś czasu zabiega o to, aby ją prolongować. Kontrakt na lata 2020–2030 ma kosztować koncern ubraniowy 1,1 miliarda euro! Za sezon marka zapłaci więc Realowi 110 milionów euro, czyli tyle, ile Nike przelewa na konto całej ligi NBA.











