O transferach, które zasługują za wyróżnienie, już pisaliśmy. Ale każdy medal ma dwie strony i do ekstraklasy trafiają różni gracze. Teraz proponujemy przyjrzeć się piłkarzom, których sprowadzenie trąca odrobinę nieporozumieniem. Przed Państwem transfery podwyższonego ryzyka, które wcale nie muszą okazać się wartościowe.
Robert Litauszki (Cracovia)
Nasze zestawienie otwieramy zawodnikiem, którego mieliśmy przyjemność już widzieć w akcji. Dodajmy, że wątpliwą. 26-letni Węgier był jednym ze słabszych ogniw krakowskiej drużyny w pierwszym meczu eliminacji do LE z Skendiją Tetowo. Wydaje się nieprzypadkowym jego długi pobyt w poprzednim klubie – FC Ujpest – gdzie stoper grał przez 13 lat. Może na inną drużynę był po prostu zbyt słaby? Oczywiście nie zamykamy temu piłkarzowi drogi do kariery w ekstraklasie, ale musi on znacznie poprawić swoją grę.
Ken Kallaste (Korona Kielce)
https://twitter.com/PiotrekNumuna/status/747677607068635137
Ken Kallaste. Ileż włosów z głów stracili fani Górnika Zabrze przez estońskiego obrońcę. Wystąpił w barwach śląskiego klubu w zaledwie 15 meczach, a mimo to zdążył popełnić mnóstwo błędów. Dobrze włącza się do akcji ofensywnych, ale głównego zadania – obrony – nie spełnia. W zespole „Górników” gorszy był chyba tylko Marcis Oss. Kallaste ma za zadanie zastąpić Kamila Sylwestrzaka, więc przed Estończykiem zadanie dla niego raczej nieosiągalne.
Michal Pesković (Korona Kielce)
Korona Kielce przed nowym sezonem poszukiwała wielu nowych twarzy. Wobec problemów zdrowotnych Zbigniewa Małkowskiego działacze kieleckiej drużyny postanowili podpisać kontrakt z Michalem Peskoviciem. Znany z występów w chorzowskim Ruchu czy Podbeskidziu bramkarz nie wydaje się wzmocnieniem zespołu trenera Wilmana. Mając w pamięci ostatnie „wyczyny” 34-letniego Słowaka w naszej lidze, nie spodziewamy się fajerwerków.
Adam Pazio (Ruch Chorzów)
Wśród utalentowanej chorzowskiej młodzieży nie znalazł się żaden boczny obrońca, więc Ruch wykonał ruch i ściągnął Adama Pazia. Wychowanek Huraganu Wołomin kilka lat temu uchodził za spory talent, grywał nawet reprezentacji młodzieżowej. Te czasy jednak przeminęły bezpowrotnie, a 23-latek spuścił z tonu. Ostatnio reprezentował barwy Podbeskidzia Bielsko-Biała, w którym w ciągu dwóch lat rozegrał 41 spotkań. Dodajmy, że w żadnym się nie wyróżnił. Jeśli „Waldek King” po raz kolejny chce atakować górną „ósemkę”, to chyba nie z panem Adamem w składzie.
Alvarinho (Śląsk Wrocław)
Szczególny przypadek naszej ekstraklasy. Przygodę z Polską zaczynał w Zawiszy. Po degradacji bydgoszczan wykupiła go Jagiellonia i chyba była to najbardziej chybiona inwestycja białostoczan w ostatniej dekadzie. Teraz portugalski skrzydłowy przechodzi pod skrzydła swojego dobrego znajomego z czasów gry w Bydgoszczy – Mariusza Rumaka. To właśnie pod jego batutą zawodnik notował najlepsze występy na polskich boiskach. Czy dobra forma wróci? Naszym zdaniem będzie o to niezwykle trudno. Na plus dla Śląska fakt, że Portugalczyk został tylko wypożyczony z „Jagi”.











