Dwa lata temu zastanawialiśmy się, kto zastąpi w reprezentacji Łukasza Piszczka. Mogło się wydawać, że będzie to Bartosz Bereszyński, jednak Jerzy Brzęczek dokonał innego wyboru. Od początku swojej kadencji jego wyborem był Tomasz Kędziora, który od tamtej pory opuścił zaledwie cztery spotkania. Zawodnik Dynama Kijów nie daje podstaw do tego, by z niego rezygnować i można zakładać, że jest pewniakiem do pierwszego składu na przyszłoroczne mistrzostwa.
Istnieje życie w reprezentacji po odejściu Łukasza Piszczka. Tak z pełnym przekonaniem można stwierdzić, mając na uwadze dosyć dobry wybór na jego pozycji. Oczywiście nie łatwo jest wskoczyć na prezentowany przez niego poziom, ale po zakończeniu przez niego kariery, wszyscy byli tego świadomi.
Odważny wybór
Selekcjoner Jerzy Brzęczek na samym starcie swojej pracy z kadrą musiał zdecydować, komu powierzy grę na tej pozycji. Wiele osób uważało, że naturalnym wyborem powinien być Bartosz Bereszyński, z racji regularnej i w miarę dobrej gry w Serie A. Owszem, szybko przekonaliśmy się, że miał on wysokie notowania u selekcjonera, ale… na pozycji lewego obrońcy. Na prawej stronie defensywy pałeczkę po Piszczku przejął grający w Dynamie Kijów – Tomasz Kędziora.
Wybór może i był nieco zaskakujący, ale sam Kędziora z czasem obronił tę decyzję swoją postawą. Fakt, może i jego początki były nieco nerwowe, co dawało pewne wątpliwości. Mimo wszystko trzeba przyznać, że z meczu na mecz stawał się on coraz ważniejszą postacią tej reprezentacji. Ewidentnie cały czas rozwijał swoje umiejętności i co najważniejsze potrafił dobrze współpracować z partnerami w defensywie. Przyczepić można się było trochę do jego postawy w ofensywie, aczkolwiek mało tej ofensywy całej reprezentacji widywaliśmy w wielu spotkaniach. W trakcie eliminacji już sam Kędziora poczuł, że ugruntował swoją pozycję w pierwszym składzie.
Ostatnich sześć meczów to ja grałem na prawej obronie, więc dlaczego miałbym teraz nie grać? Myślę, że to ja jestem pierwszym prawym obrońcą w reprezentacji – stwierdził wtedy na łamach Sportowych Faktów
Po zakończeniu udanych eliminacji, byłego Lechitę zdecydowanie można było traktować jako jednego z wygranych tamtych kilku miesięcy.
Jako, iż Kędziora nie zawiódł selekcjonera, to rzecz jasna utrzymał swoją pozycję także w rozgrywanej obecnie Lidze Narodów. Sam zawodnik nie musi już spoglądać na Bartosza Bereszyńskiego, gdyż ewidentnie widać, że selekcjoner coraz bardziej przygotowuje go do roli lewego obrońcy.
Warto odnotować, że Tomasz Kędziora opuścił zaledwie 4 z 21 spotkań za kadencji selekcjonera Jerzego Brzęczka. To pokazuję skalę zaufania do jego umiejętności.
Wyjazd na wschód się opłacił
Być może nie byłoby teraz mowy o Kędziorze, gdyby nie jego dobry, a zarazem nieco ryzykowny wybór w 2017 roku. Wtedy właśnie odchodząc z Lecha Poznań, nie poszedł za tłumem na zachód, tylko wybrał kierunek wschodni. Ku zdziwieniu nie była to Rosja, a liga ukraińska. Tam postanowił spróbować swoich sił w Dynamie Kijów, czyli wicemistrzu kraju.











