Przed sezonem, ale i w jego trakcie nikt nie zakładał, że nazwisko pierwszego zwolnionego trenera w ekstraklasie będzie brzmiało Stokowiec. Jednak równie niespodziewane jak zwolnienie dotychczasowego szkoleniowca Lechii Gdańsk jest nazwisko nowego. Tomasz Kaczmarek, już były asystent Kosty Runjaica w Pogoni Szczecin, został nowym trenerem klubu z Pomorza. I może nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że nigdy nie prowadził on samodzielnie drużyny na tak wysokim poziomie.
Przez ostatnie lata wokół Piotra Stokowca i jego osoby narosło wiele historii. Byli piłkarze wielokrotnie skarżyli się na osobowość trenera. A wśród oskarżeń padały nawet zarzuty o rasizm ze strony Marco Paixao. Czy te ostatnio wypowiedziane dla „Przeglądu Sportowego” przez Błażeja Augustyna o fałszu, obłudzie i przerośniętym ego trenera. Niemniej co by nie mówić, za szkoleniowcem stały wyniki, bo przecież to on zdobył z Lechią Puchar Polski, Superpuchar Polski oraz brązowy medal mistrzostw Polski. Zagrał z nią również w eliminacjach do europejskich pucharów, co jak na nieco ponad trzy lata pracy jest dobrym wynikiem. Nawet w momencie zwolnienia Stokowiec zajmował z gdańskim zespołem 4. miejsce w ligowej tabeli.
Piotr Stokowiec i gdański powiew sukcesów
Co by nie mówić, to właśnie za kadencji Piotra Stokowca w Gdańsku zapachniało trofeami i medalami, po raz pierwszy od wielu lat. A dokładnie od 1983 roku. Bo to wtedy po raz ostatni przed 2019 rokiem Lechia wznosiła w górę puchary, dokładnie Superpuchar Polski i Puchar Polski. Do tego w sezonie 2018/2019 dołożyła brązowy medal za 3. miejsce w lidze. Również po raz pierwszy od 63 lat.
Dlaczego wspominamy o tym, że te sukcesy były pierwszymi od tak wielu lat? Ponieważ to doskonale pokazuje, że Lechia Gdańsk nie jest klubem, który ma medale co rok. Ani co dwa. Nawet też nie raz na dekadę. Lechia to klub, który, owszem, zawsze jest wskazywany do zajęcia miejsca gdzieś w górnej połowie tabeli. Ale praktycznie nigdy do zajęcia pierwszych, najwyższych lokat. Dokładnie taka sama sytuacja jest w Pucharze Polski. A jednak za kadencji Piotra Stokowca to się udało i to z dość, co by nie mówić, mocno ograniczonym potencjałem piłkarskim.











