Człowiek się spodziewał, a jednak wciąż się łudził. To można powiedzieć o grze Legii Warszawa. Legioniści tradycyjnie słabo weszli w sezon, zaliczając po drodze kiepskie występy przeciwko Linfield, Omonii Nikozja, a niedawno również i Jagiellonii. Jeśli chodzi o dwa pierwsze mecze PKO Ekstraklasy, to przeglądając statystyki, można zwrócić uwagę na jeden ciekawy fakt. Wszystkie dotychczasowe ligowe bramki dla Legii strzelił Tomas Pekhart.
Koncepcja trenera Vukovicia od początku zakładała obecność w składzie rosłego napastnika, który poradzi sobie z wrzutką w pole karne lub fizycznym pojedynkiem. Początkowo tą funkcję miał pełnić Sandro Kulenović. Jednak po serii kompromitujących występów szybko zgodzono się na oddanie Chorwata do Dinama Zagrzeb.
Jedyny objaw skuteczności
Do transferu Pekharta z lutego tego roku podchodzono bardzo sceptycznie. Czech nie miał złych statystyk, przyzwoicie radził sobie w La Liga 2, a Las Palmas miało z niego pożytek. Jednakże obawy budziły jego dość zaawansowany wiek, brak dłuższego pobytu w jakimkolwiek klubie oraz sylwetka zbliżona do znienawidzonego przy Łazienkowskiej Kulenovicia.
Jednak Pekhart okazał się wymarzoną „dziewiątką” dla Vukovicia. 19-krotny reprezentant swojego kraju dobrze absorbował uwagę obrońców, a do tego miał nosa do znajdywania się w dobrym miejscu o odpowiednim czasie. Również zdołał zaprezentować odpowiednią wolę walki, co dla serbskiego trenera jest priorytetem. W ubiegłym sezonie w zaledwie 11 meczach strzelił pięć bramek i zaliczył dwie asysty, co zamknęło usta wielu krytykom.
Nowy sezon oznacza kontynuację ofensywnego stylu Legii. Jeszcze bardziej niż zwykle uwypukliła się potrzeba zawodników z Łazienkowskiej, żeby co chwilę wrzucać piłkę w pole karne przeciwnika. O ile Rosołek, Kante i Lopes są zawodnikami raczej technicznymi, zdolnymi do gry kombinacyjnej, o tyle Pekhartowi otrzymywanie wysokich dośrodkowań pasuje. Obrońcy, nawet jeśli dobrze upilnują Czecha, to mają problem z jego wzrostem i skocznością. Nie jest im w smak co chwilę walczyć z nim o górne piłki, bo prędzej czy później futbolówka i tak trafi na jego głowę.
Na bezrybiu
Przy takim stylu gry Legii oczywiste jest, że cała odpowiedzialność za zdobywanie bramek spada na rosłego napastnika. Pekhart nie ma w klubie zmiennika, który mógłby go na boisku odpowiednio odwzorować. – Wszyscy poświęcili się dla wspólnego sukcesu. Żałuję kontuzji. Już w drugim meczu po transferze miałem problem z kolanem. Martwiłem się tym do dziś. Każdego dnia potrzebuję leczenia, grałem z urazami i nie byłem gotowy na sto procent – wspominał w wywiadzie dla czeskiego isport.cz Pekhart. Potwierdza, to że era zawodnika urodzonego w Suszycach może nie trwać wiecznie i będzie trzeba spróbować innego wariantu gry.











