To nie jest liga dla młodych ludzi


Emigracja młodych Anglików w poszukiwaniu gry w pierwszym zespole

15 maja 2018 To nie jest liga dla młodych ludzi

Każdego lata świat patrzy z zazdrością na poczynania klubów z Premier League na rynku transferowym. Wydawane astronomiczne sumy ma nowych graczy szokują, a zarazem pokazują finansową dominację angielskiej ekstraklasy nad resztą globu. Nieustający wyścig zbrojeń ma jednak także ciemną stronę – zamyka młodym zawodnikom drzwi do pierwszego zespołu.


Udostępnij na Udostępnij na

Olbrzymie kwoty, które kluby Premier League otrzymują m.in. ze sprzedaży praw telewizyjnych sprawiły, iż z każdym rokiem przedstawiciele angielskiej ekstraklasy biją kolejne transferowe rekordy. Zespoły z dołu tabeli stać na więcej niż wszystkie kluby Primera Division, wyłączając oczywiście Barcelonę i Real Madryt. Finansowe eldorado, jakim od kilkunastu lat jest gra w Premier League, spowodowało, że walka o pozostanie w lidze nabrała nowego wymiaru. Zespoły ze środka oraz z dołu tabeli dołączyły do czołowej szóstki, która nieprzerwanie uczestniczy w wyścigu zbrojeń. Nawet najbiedniejsi kupują graczy o uznanej marce w Europie, którzy mają zagwarantować sukces na już, na teraz. Szaleństwo transferowe sprawiło, że na uboczu przez zdecydowaną większość angielskich klubów pozostawieni zostali młodzi, zdolni angielscy zawodnicy, gracze mający na koncie medale mistrzostw świata w różnych grupach wiekowych.

Ubiegły rok obfitował w sukcesy angielskich reprezentacji młodzieżowych. Zwycięstwa w mistrzostwach świata w kategoriach U17 i U20 sprawiły, że w brytyjskich mediach zachwytom nie było końca. Zwiastowano nową erę w angielskiej piłce i pasmo powodzeń, które mają zapewnić w niedługim czasie dorosłej reprezentacji złoci medaliści młodzieżowych mundiali. Olbrzymie sukcesy nastolatków nie wywarły jednak równie wielkiego wrażenia na rodzimych klubach. Młodzi Anglicy po powrocie w chwale zwycięzców musieli pogodzić się z brutalną rzeczywistością – ławką rezerwowych, a jeszcze częściej zespołem rezerw.

Sukces nastoletnich „Synów Albionu” nie przeszedł jednak bez echa. Opieszałość klubów z Premier League we wprowadzaniu młodych graczy do pierwszego zespołu postanowili wykorzystać przedstawiciele niemieckiej Bundesligi. Ostatniego dnia letniego okna transferowego Borussia Dortmund poinformowała o pozyskaniu Jadona Sancho z zespołu Manchesteru City U18 za blisko 7 milionów euro.

– Cieszymy się, że Jadon Sancho, który jest obecnie jednym z największych talentów w europejskim futbolu, zdecydował się na grę w Borussii Dortmund. Jesteśmy przekonani, że możemy pomóc młodemu zawodnikowi w dalszym rozwoju i stanie się w najbliższej perspektywie ogromnym wzmocnieniem naszego zespołu – powiedział dyrektor sportowy klubu, Michael Zorc.

Początkowo młody Anglik miał spore problemy z grą w pierwszym zespole, lecz głównym powodem były kontuzje więzadeł, które nękały byłego gracza „The Citizens”. Jednak po wyleczeniu urazów nastoletni skrzydłowy BVB pokazał, iż zainwestowane w niego pieniądze zwrócą się z nawiązką. W ostatnich tygodniach Anglik imponował szybkością, techniką oraz zanotował debiutanckie trafienie w Bundeslidze przeciwko Bayerowi Leverkusen.

Udany sezon (mimo kontuzji) 18-letniego Anglika sprawił, że wartość skrzydłowego wzrosła od momentu transferu do Niemiec o 3 miliony euro. Pozyskanie Sancho może okazać się prawdziwym hitem dla BVB.

W poszukiwaniu wzmocnień Anglię odwiedzili również przedstawiciele RB Lipsk. W styczniu władze niemieckiego klubu wypożyczyły z Evertonu Ademolę Lookmana, który nie miał większych szans na grę w zespole „The Toffees”. Świetna dyspozycja mistrza świata U20 w Bundeslidze (pięć bramek i cztery asysty w 11 meczach) spowodowała, że już w kwietniu media donosiły o chęci wykupienia Anglika przez władze RB Lipsk. Lookman możliwość pozostania w Niemczech zapewne rozważy, gdyż szansa na regularną grę w pierwszym zespole Evertonu może być niewielka.

Świetne zaadoptowanie się w warunkach Bundesligi młodych Anglików sprawiło, że tamtejsze kluby coraz chętniej patrzą na możliwość sprowadzania nastoletnich graczy niewystępujących w zespołach Premier League. Obecnie na Wyspach dużą popularnością cieszą się spekulacje na temat przyszłości Rhiana Brewstera. 18-letni król strzelców i zwycięzca mundialu U17 nadal nie podpisał profesjonalnej umowy z dotychczasowym klubem – Liverpoolem. Władze „The Reds” robią wszystko, by tak się ostatecznie stało, a Jurgen Klopp obiecał nawet nastolatkowi dołączenie na stałe do pierwszego zespołu.

Przedstawiciele Brewstera patrzą jednak na możliwe alternatywy. Po Anglika ustawiła się kolejka chętnych. Nastoletni napastnik jest na liście życzeń m.in. RB Lipsk i Borussii Monchengladbach. „Die Fohlen” mieli już nawet skontaktować się z zawodnikiem, co rozwścieczyło władze Liverpoolu. Brewster jest dla klubów Bundesligi bardzo ciekawą opcją, gdyż w przypadku zakontraktowania 18-latka należałoby wypłacić Liverpoolowi odszkodowanie w wysokości zaledwie około 200 tysięcy funtów (dotyczy to wszystkich nieangielskich klubów).

Emigracja nastoletnich Anglików w poszukiwaniu możliwości gry w pierwszym zespole pokazuje paradoks, jaki ma miejsce w działalności klubów Premier League. Budowa kompleksów młodzieżowych za astronomiczne pieniądze, setki młodych zawodników trenujących w młodzieżowych zespołach. To wszystko na marne, bowiem kolejne wielomilionowe transfery zablokują drogę do pierwszego składu uzdolnionym nastolatkom. Młodzi zawodnicy nie czekają już jednak na swoją szansę, lecz odchodzą, by regularnie grać w dorosłym zespole (jak m.in. Paweł Sokół z Manchesteru City).

Nic nie wskazuje, aby obecny trend miał się zakończyć. Kluby angielskiej ekstraklasy nadal będą dokonywać transferów za olbrzymie sumy, prowadząc nieustający wyścig zbrojeń i blokując tym samym rozwój najzdolniejszego od lat pokolenia rodzimych zawodników. Premier League nie jest obecnie ligą dla młodych ludzi.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze