To już jest koniec. Sławomir Peszko kończy karierę reprezentacyjną


Z czym będzie nam się kojarzył popularny „Peszkin”?

8 stycznia 2019 To już jest koniec. Sławomir Peszko kończy karierę reprezentacyjną

Ma za sobą 44 występy z Orzełkiem na piersi. Z reprezentacją zaliczył dwa wielkie turnieje. W 2016 roku Adam Nawałka zabrał go na mistrzostwa Europy, a dwa lata później miał okazję reprezentować nasz kraj na największej imprezie piłkarskiej – na mundialu w Rosji. Wcześniej był zamieszany w wiele afer z alkoholem w tle. Dzisiaj Peszko oficjalnie poinformował za pośrednictwem Instagrama, że mecz z Japonią był jego ostatnim w reprezentacji.


Udostępnij na Udostępnij na

Obecny sezon nie jest dla Peszki udany. Jeszcze dobrze go nie zaczął, a już w pierwszej kolejce dostał czerwoną kartkę za brutalny faul na Arvydasie Novikovasie. Na wyrzuceniu z boiska się nie skończyło. Dostał również drakońską karę od komisji ligi, która wynosiła zakaz gry przez trzy miesiące. Konsekwencje wyciągnął też jego obecny klub – Lechia Gdańsk. Szkoleniowiec „Biało-zielonych” odsunął „Peszkina” do rezerw. Na występy u boku Roberta Lewandowskiego nie miał więc co liczyć. Mimo wszystko można mówić o sporym zaskoczeniu. Mało kto bowiem spodziewał się, że zaraz po nowym roku Peszko zakończy karierę.

Żołnierz Nawałki

Peszko był ulubieńcem byłego selekcjonera reprezentacji Polski – Adama Nawałki. Obecny szkoleniowiec Lecha bardzo chętnie na niego stawiał. Nawet wtedy, kiedy tak naprawdę wychowanek Nafty Jedlicze nie miał formy. Mówiło się, że Peszko był jednym z żołnierzy Adama Nawałki.

Bardzo często wchodził z ławki rezerwowych. Na 44 występy w reprezentacji tylko dwa rozegrał od pierwszej do ostatniej minuty. – Jestem jego żołnierzem, człowiekiem od zadań specjalnych. Wchodzę na kilka minut, mam przytrzymać piłkę, zamknąć stronę, zablokować zawodnika włączającego się do akcji. Wszystko jest nakreślone przez trenera – tak wypowiadał się w wywiadzie udzielonym „Przeglądowi Sportowemu” pod koniec 2017 roku.

W tym samym wywiadzie zresztą przekonywał autora, Łukasza Olkowicza, że „wyjazdem do Rosji chciałby zakończyć karierę”. Jak widać, obietnicy dotrzymał. Mimo wszystko, jak już wspomniano, mało kto spodziewał się, że do tego dojdzie. Co prawda miał odejść z kadry zaraz po mundialu, a od meczu z Japonią minęło niemalże pół roku. Najprawdopodobniej Peszko liczył, że jeszcze dostanie szansę od nowego selekcjonera. Jak wiadomo – tak się nie stało.

Jeśli chodzi o jego wyjazd na mundial, to większość ekspertów miało negatywny stosunek do jego powołania. Mówiło się o Peszce jako o zadaniowcu. To on na przykład w razie kontuzji Jakuba Błaszczykowskiego miał znaleźć się na murawie i rozruszać nasze skrzydła. Do urazu Kuby doszło podczas inauguracyjnego meczu Polaków z Senegalem. Jednakże w miejsce kontuzjowanego zawodnika nie pojawił się Peszko, ale Jan Bednarek.

Szybko okazało się, że Nawałka popełnił błąd, powołując Sławka. Żartowało się na temat jego powołania, jakoby miał je dostać za zasługi lub wyłącznie po to, by „robić atmosferę”. Nie brakowało memów w stylu „ja setki nie marnuję”. Brakowało natomiast jakichś sensownych podstaw mogących wyjaśniać jego powołanie na największą imprezę sportową.

Wizerunek sportowca

Peszko raczej nie kojarzy się ze wzorem dla małych dzieci. Nie jest to Robert Lewandowski dbający o najmniejsze detale, jak na przykład zdrowe odżywianie. Mówi się, że w Bayernie Monachium podczas Oktoberfest, kiedy to mieszkańcy Bawarii mają w zwyczaju pić piwo, piłkarze Bayernu w zamian muszą to „odpracować” na przykład poprzez dodatkowy trening biegowy. Można było znaleźć w internecie żart, w którym Peszko przez to musiałby przebiec setki kilometrów…

Oczywiście jego wizerunek został wykreowany przez wydarzenia sprzed kilku lat. Za kadencji Franciszka Smudy (był wówczas piłkarzem Kolonii) wszczął burdę z taksówkarzem, będąc pod wpływem alkoholu. Gdy tylko ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski się o tym dowiedział, skreślił Peszkę. Poskutkowało to brakiem powołania na Euro 2012.

Wydarzenie to będzie chodziło za nim do końca jego kariery sportowej. Zawsze będzie on się kojarzył polskim fanom (być może niemieckim również) z żartami typu „piłkarz o dwóch wątrobach i czterech nerkach”. Niestety sam sobie zapracował na takową opinię. Musi teraz wypić piwo, jakie sobie nawarzył.

Niemalże dokładnie rok temu po raz kolejny zasłynął z niechlubnego zachowania. Podczas transmisji, w wówczas nowo powstałym internetowym radiu sportowym – Weszło FM, zadzwonił do niego późnym wieczorem Samuel Szczygielski. Jak to się skończyło, wie każdy, komu nieobce są media społecznościowe. Kultowe stało się sformułowanie „nie przerywaj mi, jak polewam” autorstwa, rzecz jasna, Sławomira Peszki.

Mimo wszystko dziękujemy!

Nie jest to wzór sportowca pokroju wspomnianego już Lewandowskiego. Nie miał on nadzwyczajnych umiejętności piłkarskich. Nie był wybitnie technicznym piłkarzem, nie zachwycał specjalnie skutecznością. Wszyscy pamiętają mecz z Niemcami za kadencji Franciszka Smudy i pudło za pudłem w wykonaniu naszego bohatera.

Jednakże miał i ma nadal coś, co być może nie wszyscy chcą zauważyć. Chodzi rzecz jasna o ambicję. Ambicję i wolę walki, których nie bał się, mając na sobie koszulkę z orzełkiem na piersi. Tego nie można mu zapomnieć. Niechlubne wydarzenia z przeszłości być może przykryją chociażby jego pamiętnego gola z Irlandią. Prawdziwi kibice reprezentacji z pewnością docenią jego zaangażowanie.

Ma zły okres w klubie. Nie idzie mu. O kadrze nie ma co już myśleć. Przecież skończył karierę. Niedawno wystąpił w programie „Prosto w Szczenę” Łukasza Wiśniowskiego oraz Wojciecha Szczęsnego na YouTube. Chociaż ostatnio miał okazję tak naprawdę powąchać murawę we wrześniu, mimo to można by rzec, że do atmosfery by się nadał. Lubi żartować. Vlogi na Łączy nas Piłka, czy to podczas EURO 2016, czy podczas mundialu, to głównie jego wygłupy. Takiego go powinniśmy pamiętać!

Komentarze
molnar (gość) - 4 lata temu

U Nawalki by dalej gral,lecz inny selekcjoner juz i nie gra.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze