Tegoroczny mundial obfituje w niespodzianki i zaskakuje wszystkich. Podobnie miało być dzisiaj. Po drugiej bramce dla Japonii eksperci na całym świecie zaczęli już żegnać „Czerwone Diabły”. Ci jednak pokazali silny charakter i zwyciężyli całe spotkanie 3:2.
Walka od początku
Już od pierwszego gwizdka senegalskiego arbitra Japończycy pokazali, że nie oddadzą zwycięstwa bez walki. Mądre ustawienie w defensywie i szybkie kontrataki sprawiały, że Belgowie mieli problemy z wyjściem z jakąkolwiek akcją ofensywną. Jednak z minuty na minutę wigor Japończyków opadał, a „Czerwone Diabły” tworzyły sobie coraz to groźniejsze sytuacje. Żaden ze strzałów jednak nie został zamieniony na bramkę, gdyż albo był niecelny, albo bardzo ofiarnie blokował go któryś z defensorów Kraju Kwitnącej Wiśni. Po pierwszych 45 minutach mieliśmy bezbramkowy remis.
Widowisko
Nic nie zwiastowało widowiska, które rozegrało się po przerwie. Trzy minuty po wznowieniu gry błąd Vertongenha wykorzystał Haraguchi i cudownie wykończył akcję. Wściekli Belgowie mieli świetną okazję do szybkiego wyrównania, ale po strzale Hazarda piłka uderzyła w słupek. To jednak był dopiero początek.
Akcja nie zwalniała. Zaledwie pięć minut po zdobyciu pierwszej bramki padła druga, wydawało się, że dobijająca Belgów. Zza pola karnego potężny strzał oddał Inui; perfekcyjnie uderzona piłka wpadła do bramki Thibo Courtouisa. Belgowie znaleźli się w beznadziejnym położeniu, błędy powodowane stresem tworzyły coraz to groźniejsze sytuacje Japończykom. W każdej chwili któryś z nich mógł zakończyć mecz, zdobywając trzecią bramkę. Wtedy jednak swój trenerski kunszt pokazał Martinez, wpuszczając na boisko Chadliego oraz Fellainiego. Miało to kolosalne znaczenie dla ostatecznego wyniku.











