Aaron Ramsey opuszcza Londyn. Jego wieloletnia, słodko-gorzka przygoda z Arsenalem dobiega końca. Transferowa saga Walijczyka miała swój finał w ubiegłym tygodniu, gdy ostatecznie podpisał obowiązującą od nowego sezonu umowę z Juventusem. Odejście reprezentanta Walii, które od jakiegoś czasu było nieuniknione, wzbudziło wśród fanów „Kanonierów” wiele emocji. Czy Ramsey faktycznie zasłużył na miano szczególnej osobistości zespołu Arsene’a Wengera, a obecnie Unaia Emery’ego?
To było trudne, pełne wzlotów i upadków jedenaście lat. Z jednej strony trzy zwycięstwa w Pucharze Anglii, z czego jedno przerwało długą pucharową posuchę klubu. Do tego niejednokrotnie zapierające dech w piersiach trafienia w ponad 350 spotkaniach uzbieranych przez Walijczyka. Z drugiej strony te smutniejsze chwile. Na pierwsze miejsce wysuwa się koszmarna kontuzja na Brittania Stadium w Stoke pod koniec lutego 2010 roku. Przerażający faul Ryana Shawcrossa mógł doprowadzić do zakończenia kariery pomocnika Arsenalu. Bez cienia wątpliwości na pewno wpłynął na jego dalsze losy. Podsumowaniem tej gorzkiej płaszczyzny, gdy po sezonie ostatecznie rozstanie się z północnym Londynem, będzie fakt, że zespół w jego obecności nigdy nie stał wielki, nie znalazł szczególnego uznania w Premier League oraz na europejskiej arenie.
Pod opieką Wengera
Historia zaczęła się w 2008 roku. Przed rozpoczęciem kampanii 2008/2009 został wytransferowany ze swojego macierzystego Cardiff City na Emirates Stadium. Występy w angielskiej Championship sprawiły, że znalazł uznanie w oczach samego sir Alexa Fergusona, którego Manchester United przegrał jednak walkę o usługi Walijczyka. Nastoletniego wówczas piłkarza nie mogło spotkać nic lepszego, niż zainteresowanie jego osobą legendarnego Szkota czy Arsene’a Wengera, pod którego skrzydła właśnie trafił. Postaci, które weszły na piłkarski szczyt pod okiem obu dżentelmenów, nie trzeba było przedstawiać.
Osoba Wengera zaważyła o transferze. Francuz mocno doceniał potencjał Ramseya, deklarując, że bardzo szybko osiągnie wysoką klasę piłkarską. Kibice również uwierzyli, że mają do czynienia z graczem o podobnych możliwościach co Cesc Fabrgas bądź też Patrick Vieira. Mając na uwadze, jakim zaufaniem menedżer Arsenalu potrafił obdarzyć młodych zawodników – Theo Walcotta czy Jacka Wilshere’a – to nie mogło się nie udać.
I faktycznie kariera wychowanka Cardiff City rozwijała się harmonijnie. W połowie września 2008 roku zaliczył pierwszy ligowy mecz w barwach „Kanonierów” przeciwko Blackburn, w którym odznaczył się asystą. Miesiąc wcześniej miał już za sobą pierwszy mecz w europejskich pucharach. Arsenal mierzył się w eliminacjach Ligi Mistrzów z holenderskim Twente. To właśnie w tych rozgrywkach zdobył swojego pierwszego gola dla nowego zespołu, pokonując bramkarza Fenerbahce w meczu wygranym przez londyńczyków 5:2. W sezonie 2008/2009 zapisał na swoim koncie 22 występy we wszystkich rozgrywkach, w kolejnym o jedenaście więcej. Czy coś mogło pójść nie tak?
Zimna, deszczowa noc w Stoke
Owszem, i to w bardzo tragicznych okolicznościach, które mogły doprowadzić nawet do zakończenia kariery. 27 lutego 2010 „Kanonierzy” wizytowali obiekt Stoke City, czyli Brittania Stadium, w ramach 28. kolejki Premier League. W starciu z obrońcą rywala, Ryanem Shawcrossem, Ramsey doznał otwartego złamania nogi w dwóch miejscach. Sugerując się najgorszymi diagnozami, skutkiem mógł być nawet brak możliwości powrotu na boisko.











