W ubiegłym sezonie po wielu latach przerwy do Premier League wróciło Swansea. Zespół dziwny pod wieloma względami. Po pierwsze to jedyny walijski klub partycypujący w rozgrywkach angielskiej ekstraklasy. Po drugie zespół grający prawdziwie nieangielski styl gry. I wreszcie po trzecie klub bez wielkiego zaplecza finansowego i równie wielkich gwiazd.

Ubiegły sezon był dla piłkarzy z Liberty Stadium przełomowy. Po blisko 30 latach udało im się wrócić do Premier League i w roli beniaminka poradzili sobie znakomicie. Mimo że bukmacherzy skazywali ich na pożarcie, zajęli wysokie, 11. miejsce. Twórcą sukcesu walijskiego klubu był Brendan Rodgers, który nauczył zespół grać po ziemi. Jak sam mawiał, wzorował się na Barcelonie: – Analizowałem to wiele razy. Jeśli w meczu wymienimy odpowiednią liczbę podań, dziewięć na dziesięć spotkań wygramy. Naszym celem jest jak najdłuższe utrzymywanie się przy piłce – dodawał 39-letni Irlandczyk. Mimo że do Barcelony wciąż im trochę brakuje, to ponad 500 podań w meczu i 60 procent posiadania piłki robi wrażenie.
Gdy w letnim okienku transferowym do Liverpoolu odszedł wspomniany Rodgers, w klubie zapanowało zwątpienie: co dalej? Na domiar złego mimo wcześniejszych zapewnień, że Rodgers przez rok nie będzie sięgał po swoich byłych podopiecznych, na tydzień przed startem ligi wykupił ze Swansea mózg tego zespołu – 22-latka Joe Allena za 17 milionów funtów. Wciąż nie ustały spekulacje odnośnie do przeprowadzki Scotta Sinclaira na Etihad Stadium. Włodarze z City wciąż negocjują z 23-letnim Anglikiem, niechcianym niegdyś w Chelsea. 22 bramki młodego skrzydłowego pozwoliły Swansea awansować do angielskiej ekstraklasy, a w swoim pierwszym pełnym sezonie na boiskach Premier League strzelił osiem bramek, dokładając kilka asyst.

Jak w takiej sytuacji radzi sobie nowy menedżer „Łabędzi” – Michael Laudrup? Duńczyk sprowadził w letnim okienku m.in. dwóch Hiszpanów – środkowego obrońcę Chico i lewego pomocnika Michu. W pierwszych meczach sezonu z Queens Park Rangers i West Hamem walijski zespół strzelił osiem bramek, nie tracąc żadnej! Znakomicie w defensywie spisywali się Williams, Rangel i właśnie Chico, a w akcjach ofensywnych nie mieli sobie równych Michu (trzy gole i asysta), Routledge (trzy asysty) i Dyer (dwa gole i asysta). Braku Allena i Rodgersa nikt nie odczuł. A Sinclair? W pierwszym meczu sezonu rozegrał kwadrans i nawet strzelił gola, a w starciu z „Młotami” zabrakło go nawet na ławce.












