Throwback Thursday: Freddy Adu – alfabet spalonego następcy Pelego


12 maja 2016 Throwback Thursday: Freddy Adu – alfabet spalonego następcy Pelego
Yeswecrann.co.za

Freddy Adu – znacie, prawda? Nazwisko na pewno obiło się Wam o uszy. Czy to nie zastanawiające? Dlaczego znane jest Wam nazwisko chłopaka, który w piłce nożnej ma status dowolnego piłkarza II ligi polskiej? Amerykanin osiągnął miano gwiazdy pierwszego sortu w wieku przeciętnego polskiego gimnazjalisty. Dziś biega gdzieś na peryferiach futbolu, a ma dopiero 26 lat. Przed Wami alfabet niedoszłego króla soccera zza oceanu.


Udostępnij na Udostępnij na

Ameryka. Właśnie w Stanach Zjednoczonych Adu stał się sławny, tam też zaczynał swoją pierwszą przygodę z poważną piłką pod okiem Piotra Nowaka. Marketing Jankesów znany jest na całym świecie, a chłopak został jego twarzą w jednej z niewielu dziedzin, w których Amerykanie byli, są i jeszcze długo będą sto lat za… Europejczykami. Gdyby nie zawitał do USA, artykuł nigdy by nie powstał. Legenda Adu prawdopodobnie też nie.

Benfica dała mu szansę w 2007 roku. Na lotnisku w Lizbonie witały go dziesiątki kamer, miał status przyszłego mocarza kopanej i 18 lat na karku. Świat stał przed nim otworem, wystarczyło tylko nauczyć go trochę europejskiej piłki i dyscypliny, aby mógł w końcu pokazać swój talent. Pomagać miał mu Rui Costa, jednak Amerykanin nie wykorzystał szansy. Wybiegał na murawę tylko w 17 spotkaniach, nigdy w pełnym wymiarze czasowym. Przez trzy kolejne lata wypożyczany był do Monaco, Belenenses, Arisu Saloniki oraz Rizesporu. Po pobycie w tureckiej II lidze zakończył europejską przygodę.

Freddy Adu fot. (Caughtoffside.com)
fot. Caughtoffside.com

 

Caykur Rizespor (wtedy) to poziom II ligi tureckiej. Taka klasa nie byłaby odpowiednia nawet dla wielu zawodników, od których nie oczekiwano wiele. Ani to prestiż, ani podnoszenie umiejętności. Tam jednak poszło mu najlepiej.

D.C. United wybrało młokosa w drafcie, popularnym po drugiej stronie oceanu sposobie naboru do drużyn wszelakich dyscyplin. W wieku 14 lat Adu został najmłodszym sportowcem w historii USA, od razu dostał najwyższy kontrakt w całej lidze i olbrzymi kredyt zaufania. Zagrał trzy bardzo dobre sezony, wystąpił w niemal 100 meczach, strzelił 11 bramek. Zapomniano jednak, że mowa o chłopaku z mlekiem pod nosem, i oczekiwano od niego o wiele więcej. Przecież miał być amerykańskim Pelem.

Europa była czymś ponad siły młodziana. Przyzwyczajony do bycia numerem jeden, po transferze do Benfiki musiał walczyć o miejsce w składzie. Tak było w każdym kolejnym klubie, relatywnie dobrze grał tylko w II lidze tureckiej. Ciekawe, jak poradzi sobie Martin Odegaard, który w wieku 15 lat grał w pierwszej reprezentacji kraju.

Finał – na niego jeszcze przyjdzie pora. Za kilka lat będę musiał do tego tekstu przysiąść i dopisać parę akapitów. Oby z korzyścią dla Adu.

Ghana to ojczyzna Adu, tam się urodził i mieszkał do ósmego roku życia, kiedy to jego matka wygrała zieloną kartę w loterii wizowej i rodzina przeniosła się do Stanów. Być może w Ghanie mógłby spokojnie rozwijać swój talent bez hype’u? Można tylko rozważać. Sprawa z Ghaną jest o tyle istotna, że w Afryce fałszowanie dat urodzenia jest na porządku dziennym, a Adu od 13. roku życia nie urósł nawet o centymetr. Przebite blachy? Póki nie ma jak tego udowodnić, póty nie można oskarżać. Uznajmy, że był wyrośnięty.

Hype, czyli szum, popularność i ambaras wywołane wokół dzieciaka – oto przepis na to, jak nie budować piłkarza. O Cristiano Ronaldo wielki świat usłyszał dopiero, gdy ten miał 17 lat i zainteresował się nim sir Alex Ferguson, ale nikt nie wiązał z Portugalczykiem nadziei na piłkarza tego kalibru, jakim się stał. Freddy Adu był nie tyle szykowany, ile przedstawiany jako przyszły zdobywca jeszcze większej liczby laurów. Fakt dokonany, koniec kropka.

Inter Mediolan złożył mu ofertę bezpośrednio po tym, jak włoscy skauci podpatrzyli go na kilku pierwszych treningach w D.C. Gdyby przeszedł wtedy do klubu Morattiego, mógłby od dziecka uczyć się europejskiej piłki. Z oferty nie skorzystał – musiałby zgodzić się na kilkukrotną obniżkę zarobków.

Jagodina – kojarzycie ten serbski klub? Przygarnął do siebie chłopaka latem 2014 roku, kiedy ten przez kilka miesięcy tułał się bez pracodawcy. Niedoszły król soccera w serbskiej Jagodinie przez pół roku zagrał 13 minut.

Freddy Adu w barwach Jagodiny (fot. Mlssoccer.com)
Freddy Adu w barwach Philadelphii Union (fot. Mlssoccer.com)

Kontrakty reklamowe i wyjazdy z nimi związane zabierały Adu tyle czasu, że nie starczyło mu go na rozwijanie talentu. Trochę jak z komiksowym Kapitanem Ameryką – stworzony (początkowo) tylko dla promocji wojny i wspierania narodu. A gdzie w tym wszystkim powołanie?

Letterman David, gospodarz jednego z najpopularniejszych amerykańskich talk-show (skala zainteresowania tysiąc razy większa niż u nas), zaprosił Adu (ciekawe, czy sam) do swojego programu, gdy ten miał 14 lat. Podobnie było z „Tonight on ABC News” oraz „60 minutes”. Zaprasza się tam gwiazdy pierwszego kalibru i tylko takie.

MLS do spółki z Nike wypromowała chłopaka i wyniosła na demagogiczne wyżyny tylko dla własnego interesu. O utalentowanym młokosie nie myślał nikt – liczą się kasa i promocja.

Nike. Amerykański koncern wymyślił Adu – to właśnie w gabinetach działu marketingu napisano jego karierę. Nike podpisywało z nim kontrakty i promowało jego twarz wszędzie, gdzie tylko mogło. Miał pograć w USA, wypromować soccera na północy kontynentu i przenieść się do Europy, a jego dożywotni sponsor miał pływać przez to w forsie. Coś nie wyszło. Tak czy owak, nazwisko znacie do dziś, mimo że Adu gra w II lidze Stanów Zjednoczonych – działowi PR firmy należy pogratulować.

Oczekiwania były zbyt wielkie. Wyobraźcie sobie, że Wasz 14-letni syn dostaje szansę w Legii czy Lechu, najwyższy kontrakt w ekstraklasie, media szumią o jego potencjale. Wy jesteście dumni z każdego kopnięcia, ale kibice chcą więcej – tak właśnie wygląda manipulacja. W USA było jeszcze gorzej – ludzi kilka razy więcej, piłka nożna kilka razy mniej ważna, a trzeba ją jakoś wznieść na wyżyny, na świecie jest z tego kasa. Może wykorzystajmy chłopaczka?

Pele sam określił naszego bohatera jako swojego następcę. Nie pierwszego i nie ostatniego – można tylko domyślać się, że Brazylijczyk nie robi tego dobroczynnie. Chłopak jednak niesiony był na tym tytule latami, nie potrafił jednak podnieść sztangi. Zresztą, kto by potrafił? – To nie mój wybór, że byłem porównywany do Pelego, kiedy przyszedłem do ligi – mówił sam zawodnik w styczniu w rozmowie z Goal.com. Dla dobra piłki Brazylijczyk nie powinien nikogo obarczać takim mianem.

Reprezentacja narodowa czekała na Adu, jednak ten nigdy na dobrą sprawę na nią nie zasłużył. Brylował w drużynach młodzieżowych (m.in. hat-trick z Polską na MŚ U-20 w 2007 roku), ale w seniorskim zespole wystąpił zaledwie 17 razy.

Sodówa uderzała naszemu bohaterowi do głowy już od najmłodszych lat. Jest czemu się dziwić? W wieku 14 lat zarobkami przewyższał WSZYSTKICH zawodników rodzimej ligi, łącznie z tymi, którzy byli niemal trzy razy starsi. Skoro mówiono mu „będziesz lepszy niż Pele”, to tak się czuł. Trochę pomiarkowania.

Talent można zaprzepaścić, kiedy nie idzie on w parze z treningami i ciężką pracą. Messi już w wieku 13 lat przeszedł do Barcelony. Gdyby został wtedy na kilka lat w Argentynie, Ronaldo prawdopodobnie miałby dziś osiem złotych piłek. Ameryka? Tam można być twarzą albo odejść na emeryturę. Trenuje się na Starym Kontynencie, tutaj kreuje się legendy.

Ulica – tam grał w piłkę z kolegami, nieraz kilka razy starszymi od siebie, w ghańskim mieście Tema, gdzie się wychował. Wielu chłopaków z ulicy coś w futbolu osiągnęło, ale najpewniej nie będziemy mogli powiedzieć tego akurat o Adu. Ma dopiero 26 lat, ale coś jest na rzeczy, kiedy piłkarz znany ze swojej techniki nie radzi sobie w II lidze brazylijskiej przez braki techniczne…

Wtopa – inaczej nie można nazwać jego testów w klubach europejskich, które wcześniej nie były wymienione. Manchester United, Alkmaar, Blackpool – nigdzie sobie nie poradził.

Zmarnowana kariera Adu to przykład dla wszystkich adeptów futbolu. Chłopaki, nie napalajcie się, nie myślcie, że jesteście drugimi Lewandowskimi czy Krychowiakami, o Pelem nie wspominając. Nawet, jeśli ktoś Wam to powie. Pracujcie na swoje, nie dostaniecie szansy dla zasady „czy się stoi, czy się leży”. Ciężka praca – w tej dziedzinie – popłaca.

Tydzień temu w Throwback Thursday wspominałem nieudane kariery Anglików w La Liga, a już w kolejny czwartek zapraszam na kolejny odcinek i bezpośrednią kontynuację dzisiejszej części – straconych następców brazylijskiej legendy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski