Od dobrych kilku miesięcy opinię publiczną rozgrzewa temat powołań wysyłanych przez Jerzego Brzęczka. Z pewnością są one dyskusyjne. Wystarczy spojrzeć chociażby na newralgiczną pozycję środkowego obrońcy. Następca Adama Nawałki co prawda stara się zgrywać dwójkę Glik-Bednarek i to można przyjąć na plus – stabilizacja jest w tej formacji kluczowa. Jednak gdy spojrzymy na ich zmienników, którzy zasiadali na ławce w pierwszych spotkaniach, to mamy tu spore pole do dyskusji. A i ci, którzy wybiegali w pierwszej jedenastce, błędów się nie ustrzegli.
Syndrom Nawałki
Szkoleniowiec najważniejszej piłkarskiej drużyny w kraju już na starcie nie ustrzegł się błędów poprzednika. Dobrze pamiętamy, jak wyglądały początki Adama Nawałki za sterami kadry – wówczas w reprezentacji zadebiutował np. Rafał Kosznik.
Powołanie dla Adama Dźwigały przez Jerzego Brzęczka było podobnie zaskakujące. Według wielu Dźwigała nie jest nawet topowym graczem na swojej pozycji w – umówmy się – dość słabej lidze. Można zrozumieć chęć testów, ale niech będą to testy mające coś na celu. Jak na razie bardziej wygląda to na chybił trafił.
Owszem, były piłkarz Lechii Gdańsk ma swoje atuty. Jednak selekcjoner, powołując 23-letnego ligowego wyrobnika ze swojego byłego klubu, już na wstępie wystawił się na celownik mediów. Podobnie zresztą sprawa wyglądała w przypadku Damiana Szymańskiego, ale to już inna pozycje, więc przyjmijmy, że również inny temat.
Tymczasem spoglądając na dotychczasowe spotkania pod wodzą Jerzego Brzęczka, trudno być optymistą. Nie muszę chyba wspominać, iż wynalazki nowego selekcjonera na tym etapie nie dały nam zupełnie nic. To nie tylko kwestia stylu gry, sypią nam się też fundamenty, czyli obrona. Wobec indolencji w pomocy powinien być to nasz główny atut.
Nawet w przyzwoitym debiucie Brzęczka z Włochami straciliśmy bramkę (1:1). Łącznie w czterech spotkaniach z nim na ławce straciliśmy sześć goli. Tylko w jednym meczu – towarzyskim z Irlandią – na boisko wybiegała inna para niż Bednarek-Glik. Wówczas na ławce usiadł ten pierwszy, a jego zastępca, Marcin Kamiński, zaprezentował się solidnie.
Jak trwoga, to do Thiago
Już za kadencji Nawałki dostrzegalny był problem z klasowymi zmiennikami. Każdy z nas doskonale pamięta, co się stało, gdy przed mundialem ze składu wypadł Kamil Glik. Niestety, skończyło się to tragicznie – chociaż wielu twierdziło, że akurat do pary stoperów Cionek-Pazdan nie można było mieć większych pretensji.
Nie zmienia to oczywiście faktu, iż ten pierwszy w inauguracyjnym spotkaniu z Senegalem zaliczył swojaka. W drugim meczu zastąpił go już Jan Bednarek. Kolumbia nas zdeklasowała, a Thiago całe spotkanie obserwował z ławki rezerwowych.
Od kilku lat zresztą właśnie taką rolę zdaje się odgrywać Cionek. Gdy wypada ktoś z pierwszego składu, to zawsze jest gdzieś w gotowości. Podobnie wygląda to teraz. Kontuzji doznaje Kamil Glik – pierwszy w odwodzie jest oczywiście naturalizowany Brazylijczyk.
Pojawia się więc zasadne pytanie, czy piłkarz SPAL prezentuje na tyle wysoki poziom, by faktycznie móc uchodzić za klasowego zmiennika dla podstawowej pary stoperów? O tę kwestię zapytaliśmy eksperta od Serie A, Aleksandra Bernarda, który widział kilka spotkań Cionka w barwach beniaminka ligi:











