W zaległym meczu 12. kolejki I ligi Termalica Bruk-Bet Nieciecza wygrała 2:0 z Cracovią Kraków. Dzięki temu zespół z Niecieczy awansował na 2. miejsce w tabeli. Czy piłkarze z podtarnowskiej miejscowości są już gotowi na awans do ekstraklasy?
Mecz Cracovii z Termalicą miał zadecydować o układzie czołówki tabeli. „Pasy” w ostatnim spotkaniu wygrały z niepokonaną do tego czasu Flotą Świnoujście. Niecieczanie z kolei nie mogą cieszyć się dobrym nastrojem. Porażka w meczu z Bogdanką Łęczna w ostatniej kolejce znów dała do myślenia, czy zespół z tak małej miejscowości może awansować do ekstraklasy. To spotkanie miało dać odpowiedź na postawione pytanie.

Od początku było widać większą determinację w poczynaniach gospodarzy. Już w 1. minucie podopieczni Kazimierza Moskala oddali groźny strzał na bramkę. Uderzał Jarecki, ale jego starania nie przyniosły efektu bramkowego. Później przez długi czas żadna z drużyn nie była w stanie wypracować sobie dogodnej sytuacji strzeleckiej. Agresywna gra piłkarzy obu ekip mocno utrudniała przeciwnikom rozwinięcie skrzydeł. Impas przełamali niecieczanie. W 18. minucie Kaczmarczyk posłał świetne podanie do Rybskiego, a ten przy asyście Żytki skierował piłkę do siatki.
Ten gol gwarantował wzrost napięcia w dalszej części meczu. Cracovia przejęła inicjatywę i dążyła do wyrównania, lecz w pierwszej połowie ta sztuka jej się nie udała. Najbliżej szczęścia był Milos Kosanović, który na minutę przed końcem pierwszej odsłony spotkania groźnie strzelał z rzutu wolnego, ale piłka padła łupem Sebastiana Nowaka.
W drugiej połowie Cracovia wciąż sprawiała lepsze wrażenie, lecz piłkarze Termaliki nie pozostawali dłużni, co pewien czas wyprowadzając niebezpieczne ataki. Szanse na zdobycia gola miał Szeliga, który w dobrej sytuacji nie zdołał skierować piłki do siatki strzałem głową. Z kolei gospodarze domagali się rzutu karnego po tym, jak w polu karnym na murawę padł Kaczmarczyk. Największe emocje miały dopiero nadejść.
Huragan rozpętał się na 12 minut przed końcem. Najpierw głową strzelał Steblecki i chyba tylko on wie, dlaczego nie trafił. Po chwili ten sam zawodnik zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i w efekcie rywale łatwo sobie z nim poradzili. Potem szarżował Pawlusiński i jedynie dzięki świetnej interwencji Pilarza „Pasy” nie straciły drugiego gola. W odpowiedzi zaatakował Suvorov, ale znów niebezpieczeństwo zażegnał golkiper. Po krótkiej burzy nastała chwila ciszy, po której padł decydujący cios. Zadał go Drozdowicz, który na dwie minuty przed końcem spotkania wykazał się sprytem, kierując piłkę do siatki w sytuacji, która pozornie była już wyjaśniona.











