Termalica Bruk-Bet Nieciecza zremisowała na własnym boisku z Sandecją Nowy Sącz 0:0. Dla gospodarzy to już trzeci remis z rzędu. Czy oznacza to spadek formy, który utrudni walkę o awans?
Gospodarze od pierwszych minut próbowali przejąć inicjatywę. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, iż każda kolejna wygrana przybliża ich do awansu. Pierwszy kwadrans był jednak dość wyrównany, ponieważ zarówno jedna, jak i druga drużyna oddała po kilka strzałów. Bramkarze nie byli jednak zmuszeni do większego wysiłku.

Sygnał do ataku dał Termalice w 18. minucie Lipecki. Zawodnik ten dopadł do wycofanej przez Szczoczarza piłki, ale w dobrej sytuacji spudłował. Po chwili błąd popełniła obrona Sandecji. Futbolówkę przejął Drozdowicz. Napastnik z Niecieczy popędził na bramkę rywali, ale będąc sam na sam z Różalskim, uderzył źle i bramkarz zdołał odbić piłkę.
Po chwili zdecydowanej przewagi podopiecznych Duszana Radolsky’ego gra się wyrównała. Goście podeszli wyżej, utrudniając w ten sposób rozegranie piłki Termalice. W 36. minucie kąśliwy strzał oddał Makuch, ale Nowak kontrolował lot piłki i spokojnie wyłapał futbolówkę.
Końcówka pierwszej połowy przyniosła jeszcze trochę emocji. Najpierw nie namyślając się długo, na bramkę strzelał Szczoczarz. Aktywny zawodnik Termaliki posłał jednak piłkę minimalnie obok prawego słupka. Po chwili odpowiedzieli goście. Znakomitą akcją rozmontowali defensywę niecieczan. Futbolówka trafiła do Trochima, który uderzył na bramkę Nowaka. Golkiper gospodarzy jedynie odprowadził piłkę wzrokiem. Miał jednak sporo szczęścia, ponieważ ta przeleciała obok bramki.
Druga połowa, podobnie jak i cała pierwsza, była dość wyrównana. Dogodną sytuację do zdobycia gola pierwsi stworzyli sobie goście z Nowego Sącza. Trochim zagrał do Wiśniewskiego. Napastnik Sandecji zdecydował się na strzał z ostrego kąta. Piłka leciała w stronę dłuższego słupka, ale jednak minęła go i wyleciała poza boisko.
Po godzinie gry kibicom przypomnieli o sobie gospodarze. W pole karne zagrał Lipecki. Tam na futbolówkę czyhał już Rybski, który najpierw przyjął ją na klatkę piersiową, a po chwili uderzył. Fenomenalna interwencja Różalskiego uratowała jednak Sandecję przed utratą gola.












