W zaległym meczu 6. kolejki I ligi Termalica Bruk-Bet Nieciecza pokonała po zaciętym pojedynku Arkę Gdynia 3:2. Dzięki temu klub z Niecieczy zrównał się punktami z drugim w tabeli Zawiszą Bydgoszcz.
Fanów obu drużyn rozgrzał już w 5. minucie Radosław Pruchnik. Strzał z dystansu pomocnika Arki nieco przestraszył zarówno piłkarzy, jak i kibiców, lecz ostatecznie okazał się minimalnie niecelny. Precyzji nie zabrakło za to Drozdowiczowi. Po dwójkowej akcji Lipeckiego z Rybskim napastnik Termaliki stanął oko w oko z Maciejem Szlagą. Piłka po silnym strzale snajpera z Niecieczy odbiła się jeszcze od poprzeczki, po czym wylądowała w siatce.

Arka nie zamierzała załamywać rąk i szybko wzięła się do roboty. Fantastyczna akcja z 20. minuty mogła i powinna przynieść bramkę. Finał był jednak identyczny jak kwadrans wcześniej, tyle że tym razem precyzji zabrakło Tomasikowi. Co na to Termalica? Odpowiedziała drugim golem. Znów w roli głównej wystąpił duet Lipecki – Rybski, tym razem zatrudniając do pomocy Pawlusińskiego, który ze spokojem weterana wykorzystał dogodną sytuację strzelecką.
Gdynianie nie bardzo rozumieli, co się dzieje, bo przecież to oni prezentowali się lepiej i dochodzili do lepszych sytuacji, ale bramki strzelali wyłącznie gospodarze. Piłkarze mieli prawo snuć teorię o specjalnie ściągniętym z Afryki szamanie, który zaczarował bramkę Termaliki. Jeśli nawet tak było, to ów szaman okazał się zwykłym oszustem, gdyż na pięć minut przed zakończeniem pierwszej połowy Damian Krajanowski znalazł sposób na przechytrzenie Sebastiana Nowaka.
Druga połowa zapowiadała się arcyciekawie, gdyż gdynianie poczuli swoją szansę na zdobycie przynajmniej jednego punktu. Zamiast na dobrą grę przełożyło się to jednak na faule, których w drugiej połowie oglądaliśmy znacznie więcej. Po jednym z nich sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Pawlusiński, uderzył mocno i choć golkiper Arki wyczuł jego intencje, to nie zdołał zapobiec utracie bramki.
Po tym golu mecz jeszcze bardziej się zaostrzył. Sędzia nie skąpił żółtych kartek, których w ciągu dziesięciu minut pokazał aż pięć. Na cztery minuty przed końcem arbiter dopatrzył się faulu Lipeckiego na Rzuchowskim w polu karnym gospodarzy, co skutkowało oczywiście „jedenastką”. Karę wymierzył Vinicius i spotkanie znów zrobiło się niezwykle emocjonujące. Gorąca końcówka nie przyniosła bramek, choć obie drużyny miały ku temu okazje. Ostatecznie zadowolona może być wyłącznie Termalika, która jest już bardzo blisko miejsca gwarantującego awans do ekstraklasy.











