Gerard Deulofeu, rocznik 1994, wychowanek La Masii. Jeden z największych talentów hiszpańskiej piłki jest ostatnio wiodącą postacią w Evertonie, a niedawno strzelił nawet bramkę dla reprezentacji U-21 podczas towarzyskiego meczu z Chorwacją. Czy 21-letni piłkarz pokaże wszystkim, na co go stać?
Gerard Deulofeu urodził się w niewielkiej katalońskiej miejscowości – Riudarenes. W 2003 roku dołączył do La Masii. To popularna szkółka piłkarska FC Barcelona. Już w tamtym okresie wyróżniał się spośród innych swoim talentem, a niektórzy mogą go nawet pamiętać z telewizyjnego programu „Szkoła Barcy”. Wystąpił w trzecim odcinku razem z innymi dziećmi. Program pokazywał treningi juniorów, które były prowadzone przez piłkarzy „Dumy Katalonii”.
Wtedy jeszcze 11-letni Deulofeu z pewnością zwrócił na siebie uwagę. Udało mu się okiwać Giovanniego van Bronckhorsta, któremu poświęcono część odcinka. Przez długi czas wszystko szło po jego myśli. W wieku 17 lat przełomowym momentem w jego karierze był debiut w FC Barcelona B. Chwilę potem został nawet powołany do kadry meczowej pierwszej drużyny, jednak Pep Guardiola nie wpuścił go na boisko.
Mimo to z pewnością szkoleniowiec „Barcy” już wtedy dostrzegł w nim ogromny potencjał. W sezonie 2012/2013 dał się poznać szerszej publiczności. Szybko stał się liderem w drużynie rezerw, strzelił wiele bramek, a niektórzy jego styl gry porównywali do stylu Cristiano Ronaldo. Wszystko to nie przeszło bez echa. W październiku dostał wreszcie szansę na oficjalny debiut w pierwszej drużynie. Tam nie zagościł na długo i musiał wrócić na zaplecze ligi hiszpańskiej.
Za dobry na rezerwy, za słaby na grę w pierwszej drużynie
W Segunda Division z łatwością i z pewnością siebie strzelał kolejne bramki. Jednak do gry u boku takich gwiazd, jak: Messi, Iniesta czy Xavi czegoś mu brakowało. Wielu zarzucało mu brak ogrania z lepszymi od siebie i samolubność. Nadszedł sezon 2013/2014, kiedy skrzydłowy Barcelony został wypożyczony do Evertonu.
Wiele osób popierało tę decyzję. Wydawało się, że Premier League to idealne miejsce, aby Hiszpan nabrał doświadczenia i nauczył się pokory. Natomiast drużyna z Liverpoolu miała dać nastolatkowi szansę na zrobienie kroku do przodu w karierze, który miał w przyszłości przybliżyć go do upragnionej gry w pierwszej jedenastce „Barcy’’. Nastoletni napastnik z miejsca dostał koszulkę z zaszczytnym numerem „10”.
Grał regularnie, rozegrał 25 meczów w BPL, jednak najczęściej wchodząc z ławki. Zbierał za swoją grę pozytywne recenzje, strzelił trzy bramki i zaliczył kilka asyst. Roberto Martinez był tak zadowolony z piłkarza, że chciał przedłużyć jego wypożyczenie o kolejny rok. Ostatecznie zawodnik wrócił do Hiszpanii. Nie tak wyobrażał sobie powrót do domu.
W domu jednak kariery do przodu nie popchnął. FC Barcelona po ostatnim, słabszym okresie zrobiła rewolucję w kadrze. Tata Martino został zastąpiony przez Luisa Enrique, a ten nie widział dla Gerarda zbyt wielu możliwości regularnej gry obok takich piłkarzy, jak: Messi, Neymar, Pedro czy niedawno kupiony z Liverpoolu Luis Suarez. Konkurencja była ogromna. Zdecydowano się na ponowne wypożyczenie zawodnika, tym razem jednak trochę bliżej, bo do Sevilli (razem z innym piłkarzem Barcelony Denisem Suarezem).











