W ostatnich kolejkach polski pomocnik zrobił świetne wrażenie swoją aktualną formą. Polak na nowo odrodził się w Serie A i wykręca niezłe statystyki. Wśród rodaków grających we włoskiej lidze wygląda najlepiej, buduje we Włoszech solidną markę, a selekcjonerowi reprezentacji Polski daje argumenty ku temu, by powołać go na najbliższe zgrupowanie, jakże ważne i wymagające.
W kontekście meczów barażowych Michał Probierz nie powinien mieć obaw o obsadzenie linii pomocy w reprezentacji. Szymon Żurkowski mógłby dobrze współpracować chociażby z Sebastianem Szymańskim, który też jest doceniany w swojej lidze. Zatem czy Żurkowski może być jednym z piłkarzy, którzy będą odgrywać kluczową rolę w walce o udział w Euro 2024?
Niepewna sytuacja Szymona Żurkowskiego
Rundę jesienną sezonu 2022/2023 Szymon Żurkowski rozgrywał w barwach Fiorentiny, po czym wiosną zeszłego sezonu wzmocnił szeregi Spezii Calcio na zasadzie wypożyczenia. Wówczas drużyna ze Spezii znajdowała się w Serie A, ale nie zdołali się w niej utrzymać. Od nowego sezonu priorytetem drużyny i Szymona Żurkowskiego był szybki powrót do Serie A. Niestety dotychczasowa forma Spezii nie była zadowalająca, a sam Żurkowski niewiele wnosił do gry drużyny, na co wskazywały chociażby statystyki.
Polski pomocnik nie posiada na koncie zbyt wielu minut rozegranych dla Spezii, nie był też bramkostrzelny – nie strzelił ani jednego gola i mógł pochwalić się jedynie asystą. Runda jesienna przebiegła niekorzystnie dla Szymona Żurkowskiego. Jednak mimo jego słabej dyspozycji potencjał w Polaku dostrzegł klub Serie A, którego barwy miał już okazję reprezentować – Empoli FC. Szybko okazało się, że był to właściwy ruch zarówno dla klubu, jak i piłkarza.
Od Serie B po rekord w Serie A
W ramach ligowych rozgrywek Serie A Polak w nowych barwach klubowych zagrał pięć meczów, w których strzelił cztery gole. Z perspektywy poprzednich spotkań, rozgrywanych przez Żurkowskiego jeszcze na zapleczu Serie A, jest to świetny wynik, zwłaszcza patrząc na to, w jak słabej formie był jeszcze niedawno. Polski pomocnik odrodził się już w pierwszym meczu rundy wiosennej przeciwko Hellasowi Verona. Mimo że rozegrał jedynie 34 minuty, to zdążył strzelić bramkę, przekonując do siebie kibiców i co najważniejsze, trenera. Zaufaniem odwdzięczył się w kolejnym spotkaniu rozgrywanym z Monzą, dostając pełne 90 minut i strzelając trzy bramki, tym samym zapisując się w historii i zostając pierwszym Polakiem, który w jednym meczu włoskiej ligi zdobył hat-tricka.











