Warta Poznań wygrała z GKS-em Bogdanką Łęczna 2:0. Obie bramki dla gospodarzy zostały strzelone już na początku pierwszej połowy.

Warta Poznań przed spotkaniem zajmowała 9. miejsce w tabeli ze stratą trzech punktów do będącej oczko wyżej gdyńskiej Arki. Po kilku nieoczekiwanych porażkach Warta nie ma żadnych szans na awans do T-Mobile Ekstraklasy, dlatego walczy jedynie o jak najlepszą lokatę w tabeli i premie za wygraną. Bogdanka Łęczna jeszcze nie tak dawno miała realne szanse na awans, tymczasem znajduje się na 6. miejscu w tabeli, a do liderującego Piasta Gliwice traci siedem punktów.
Spotkanie rozpoczęło się zdecydowanie po myśli poznaniaków, bo już w 3. minucie Alain Ngamayama wpisał się na listę strzelców, wykorzystując bardzo dokładne dośrodkowanie Piotra Reissa. Czarnoskóry zawodnik nie miał większych problemów z wbiciem piłki do bramki bezradnego golkipera gości, Sergiusza Prusaka.
Warta grała tego dnia bardzo dobrze. Bogdanka, podobnie jak w meczu z Polonią Bytom, początek znacznie przespała. Co chwila zza linii bocznej boiska na swoich zawodników motywująco pokrzykiwał trener Warty, Czesław Owczarek. Miało to wymierne skutki, w 24. minucie meczu było już bowiem 2:0, a bramkę po ekspresowym wbiegnięciu w pole karne zdobył precyzyjnym strzałem Tomasz Foszmańczyk.
W pierwszej połowie drużyna Bogdanki zdecydowanie sobie nie radziła, co widział trener Piotr Rzepka, który podobnie jak jego vis a vis pokrzykiwał na graczy swojego zespołu. Na wiele to się nie zdało, bo jedyną groźną akcją był mocny strzał Nildo, który w kotle pod bramką wypożyczonego z Jagiellonii Białystok Jakuba Słowika uderzał z kilku metrów, jednak piłka po tym uderzeniu nie leciała w światło bramki. Do przerwy Warta Poznań bardzo zasłużenie prowadziła 2:0.
Już od początku drugiej części gry widać było poprawę w poczynaniach gości. Choć to Warta miała okazję po strzale Giela i zamieszaniu pod bramką, to chwilę później dwa bardzo groźne kontrataki wyprowadzili piłkarze GKS-u Bogdanki. Po godzinie gry fantastyczną okazję do zdobycia kontaktowej bramki miał wprowadzony w przerwie Mateusz Pielach, jednak Jakubowi Słowikowi z wielkim trudem udało wybronić ten strzał.
Również gospodarze mieli swoją bardzo groźną sytuację. Wprowadzony na boisko za Piotra Giela Paweł Piceluk znalazł się w sytuacji sam na sam, jednak w stosunkowo prostej sytuacji nie zdołał pokonać bramkarza gości, Sergiusza Prusaka.
Druga część spotkania była znacznie gorsza w wykonaniu gospodarzy. Gdyby Bogdanka chciała zdobyć kontaktową bramkę i byłaby tak zdeterminowana jak w końcówce meczu z Polonią Bytom, to nie byłoby to nic nadzwyczajnego, bo poznaniacy już od wyjścia z szatni zamiast grać w piłkę, czekali na zakończenie spotkania, a na domiar złego w 82. minucie z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska Krzysztof Sobieraj.











