W szlagierowym spotkaniu 6. kolejki Primera Division lider tabeli, Valencia, podejmowała zespół Athletic Bilbao. Zdecydowanym faworytem spotkania był zespół „Nietoperzy”, który po świetnym meczu wygrał 2:1 W pozostałych sobotnich spotkaniach Real Saragossa zremisował ze Realem Sporting Gijon 2:2 a Real Sociedad wygrał z Espanyolem Barcelona 1:0.
Valencia – Athletic Bilbao
W poprzednim sezonie Baskowie dwukrotnie musieli uznać wyższość zespołu Valencii, dziś natomiast upatrywali swojej szansy w zmęczeniu rywala po meczu z Manchesterem United w Lidze Mistrzów. Joaquin Caparros szybko jednak przekonał się, że piłkarze z Walencji są świetnie przygotowani do tego sezonu, co potwierdzili już w 10. minucie. Indywidualną akcją popisał się Soldado, który wbiegł w pole karne i odegrał do lepiej ustawionego Aduriza, który przy asyście dwóch obrońców głową wbił piłkę do bramki.
Podopieczni Unaia Emery’ego nie zamierzali jednak zatrzymywać się. W 19. minucie podanie z linii końcowej Pablo Hernandeza dotarło do dobrze ustawionego w polu karnym Juana Maty, ten jednak, otoczony przez obrońców, nie zdołał oddać strzału. Minutę później na strzał zza pola karnego zdecydował się Topal i piłka przeleciała obok bramki strzeżonej przez Iraizoza. Valencia ani na chwilę nie zwalniała i przy aplauzie licznie zgromadzonej publiczności nie opuszczała praktycznie połowy gości. Kolejne strzały: Aduriza, Soldado i dwukrotnie Pablo albo były niecelne, albo zatrzymywały się na bramkarzu. Odpowiedzi Athletico na ciągły napór gospodarzy nie było, jeśli nie liczyć nieudanych dośrodkowań do Fernando Llorente, który był całkowicie odcięty od podań kolegów.
Athletic mógł być wdzięczny gospodarzom, że do przerwy utrzymało się tylko jednobramkowe prowadzenie. Na prawym skrzydle rewelacyjny mecz rozgrywał Pablo Hernandez, który bez przerwy nękał defensywę Basków; Valencia grała jak jeden organizm – kiedy atakowała, atakowali wszyscy, kiedy broniła, każdy cofał się, aby odebrać piłkę rywalowi. W 38. minucie powinno być 2:0, jednak po podaniu Maty Adurizowi nie udało się pokonać Iraizoza. W samej końcówce obudził się Athletic, ale kilka ładnych zagrań z pierwszej piłki przed polem karnym rywala to było wszystko, na co tego wieczoru stać było gości. Valencia była w pierwszej połowie przynajmniej o klasę lepszym zespołem.
W przerwie meczu trener Caparros musiał mocno wstrząsnął swoimi podopiecznymi, bo po przerwie mecz się wyrównał. Obie ekipy nastawiły się na ofensywny futbol, najpierw w 49. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Javi Martinez uderzył wprost w bramkarza, a minutę później po szybkiej kontrze Roberto Soldado nie zdołał dobrze opanować piłki, którą zdołał wybić stoper gości. W 52. minucie na minimalnym spalonym znalazł się Fernando Llorente, a minutę później jego strzał z dystansu minął słupek bramki Cesara o kilka metrów. Trzy minuty później dośrodkowania Topala nie sięgnął Soldado, a zamykający akcję Aduriz strzałem z powietrza nie trafił w bramkę.
Mecz był rozgrywany w bardzo szybkim tempie i mógł się podobać kibicom. Przy linii bocznej ciągle pokrzykiwał Emery, a jego podopieczni starali się podwyższyć prowadzenie. Bliski tego był w 60. minucie Soldado, ale jego gol nie został uznany, bo znajdował się na pozycji spalonej. W 64. minucie po zderzeniu z Cesarem z boiska został zniesiony Javi Martinez, który próbował jeszcze kontynuować grę, ale ostatecznie został zmieniony przez Muniaina. W drugiej połowie to nie Valencia, ale Baskowie wyglądali, jakby mieli w nogach jeden mecz rozegrany więcej – gospodarze byli szybsi, zwrotniejsi i popełniali mniej błędów. Często dochodziło do spięć, czego wynikiem były dwie żółte kartki, choć sędzia mógł ich pokazać więcej. Trener Emery, widząc co się dzieje, postanowił zdjąć z boiska wybitnie nękanego przez rywali Roberto Soldado, który za kłótnię z arbitrem otrzymał żółtą kartkę.
W końcówce spotkania Valencia jednak opadła z sił i Athletic zaczął coraz śmielej atakować, jednak nie udało się Baskom oddać choćby jednego groźnego strzału na bramkę. Po drugiej stronie boiska najbardziej starał się wprowadzony w drugiej połowie Dominguez, ale dwukrotnie jego strzały nie znalazły drogi do bramki Iraizoza. Ostatnie dziesięć minut Athletic nie schodził z połowy gospodarzy, ale to Valencia strzeliła gola. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry, po szybkiej kontrze w polu karnym gości świetnie zachował się Topal, który odegrał do osamotnionego Vicente. Ten zwodem położył obrońcę oraz rozpaczliwie interweniującego Iraizoza i strzelił zapewniającą dwubramkowe prowadzenie bramkę. Myliłby się jednak ten, kto powiedziałby, że to koniec emocji na Mestalli. Minutę później tuż przed polem karnym Fernandes powalił Llorente. Do piłki podszedł Gabilondo i pięknym strzałem z rzutu wolnego nie dał szans Cesarowi. Ostatnie sekundy to niesamowita walka, podczas której obie ekipy miały szanse zdobyć jeszcze po golu. Ostatecznie spotkanie na Mestalli zakończyło się zasłużonym zwycięstwem „Nietoperzy” 2:1, którzy umocnili się na prowadzeniu w tabeli.
Real Saragossa – Sporting Gijon
Gospodarzom bardzo zależało na pierwszym w tym sezonie zwycięstwie i na dogodniejszego rywala chyba nie mogli trafić. Przeciwnicy odnotowali dotychczas bowiem tylko jedno zwycięstwo, nad Realem Mallorca, natomiast na wyjeździe doznali kompletu porażek, jednak rywale byli bardzo wymagający – Atletico i Barcelona rzadko pozwalają przeciwnikowi wywieźć choćby punkt. Spotkanie był prawdopodobnie meczem ostatniej szansy dla trenera gospodarzy, Jose Aurelio Gaya.
Jednak od samego początku mecz walki, jak nazywano to spotkanie, bardzo rozczarowywał. Z boiska wiało nudą, a piłkarze bardziej obawiali się popełnić błąd, który kosztował by ich cenne punkty, niż zaryzykować składną, dającą prowadzenie akcję. Pierwszy celny strzał na bramkę padł w 25. minucie, kiedy Signama Pongolle zdecydował się na uderzenie, które bez problemów złapał Juan Pablo. Chwilę później podobną akcję po drugiej stronie boiska przeprowadził Diego Castro, ale jego strzał nie leciał nawet w światło bramki. Imponowała przede wszystkim gra defensywna obydwu zespołów, a szczególnie udane zawody rozgrywał Jiri Jarosik, który skutecznie uniemożliwiał graczom z Gijon przedostanie się w obręb „szesnastki”.
W 32. minucie nie popisał się jednak jego kolega z drużyny, Obradovic. Po szybko rozegranym przez Riverę rzucie wolnym i dośrodkowaniu Lory, młody Serb zmienił tor lotu piłki i zaskoczył własnego bramkarza. Już kilka minut później wynik meczu mógł ulec zmianie, ale strzał Jarosika na dwa razy obronił Juan Pablo i do przerwy Sporting Gijon prowadził 1:0.
W drugiej połowie trener Gay postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając po przerwie w miejsce nominalnego obrońcy, Obradovicia, napastnika, Braulio. Przyniosło to jednak efekt przeciwny do zamierzonego. W 47. minucie Jarosik powalił w polu karnym Barrala i sędzia nie miał wątpliwości, wyrzucając najlepszego do tej pory w swoim zespole Czecha z boiska i dyktując „jedenastkę”, którą na gola pewnie zamienił Diego Castro. Wydawać by się mogło, że taki bieg wydarzeń całkowicie podetnie skrzydła grającym w osłabieniu gospodarzom, jednak w 56. minucie strzelili oni kontaktowego gola. Po podaniu Gabiego, na strzał zdecydował się Sinama Pongolle i piłka trafiła do siatki Juana Pablo. Lepiej w tej sytuacji mógł zachować się bramkarz gości, który przepuścił mocny strzał między rękami. Goście nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć ze straty gola, a już zaaplikowano im drugiego ponownie w roli głównej wystąpił Francuz, który w 61. minucie po podaniu Braulio płaskim strzałem w długi róg doprowadził do wyrównania.
Zupełnie niespodziewający się takiego przebiegu drugiej części spotkania goście szybko otrząsnęli się po stracie dwóch goli i już w 67. minucie byli bliscy ponownego objęcia prowadzenia, ale strzał Ayoze’a minął prawy słupek bramki Doblasa. W 80. minucie powinno być 2:3, ale strzał z bliskiej odległości Bilicia świetnie na rzut rożny wybił Doblas. Chorwat mógł zostać w 88. minucie bohaterem spotkania. Sędzia liniowy nie zauważył jego pozycji spalonej, ale napastnik gości w sytuacji sam na sam i tak trafił prosto w bramkarza, który dzięki kilku fantastycznym interwencjom stał się, obok Sinamy Pongolle, bohaterem tego spotkania. Do samego końca goście szukali sposobu na pokonanie grającego w osłabieniu rywala, ale ostatecznie mecz zakończył się podziałem punktów, a Real Saragossa pozostał jednym z dwóch, obok Deportivo La Coruna, zespołem bez zwycięstwa w tym sezonie, a Sporting Gijon, po raz drugi zremisowało mecz, prowadząc przewagą dwóch goli.
Real Sociedad – Espanyol Barcelona
W drugim sobotnim meczu 6. kolejki Primera Division, Real Sociedad podejmował Espanyol Barcelona. Gospodarzom bardzo zależało na przełamaniu passy trzech porażek z rzędu i wygrali 1:0 z mającym pucharowe aspiracje zespołem ze stolicy Katalonii.
Już od pierwszych minut Espanyol próbował narzucić swój styl gry, nie pozwalając gospodarzom na szybkie rozgrywanie piłki, i kontrolując środek boiska. Nie przeszkodziło to jednak Baskom skonstruować bramkowej sytuacji – w 11. minucie po dośrodkowaniu De la Belli piłki nie sięgnął Tamudo, a minutę później, po kolejnej centrze, jego strzał głową bez problemów obronił Kameni. W 16. minucie paradą popisał się Bravo, efektownie broniąc strzał Osvaldo. Kolejne minuty mijały pod znakiem otwartej gry obydwu zespołów, z której wynikało mało sytuacji bramkowych. W 32. minucie, po nieudanej próbie odbioru piłki, kontuzji nabawił się Galan i został zmieniony przez Chikę. Do przerwy piłkarze stworzyli jeszcze tylko dwie groźne sytuacje, ale najpierw strzał Zurutuza przeleciał między dwójką obrońców i nieznacznie minął bramkę Kameniego, a chwilę później Kameruńczyk wyszedł daleko przed własną bramkę, ale na szczęście dla jego zespołu zakończyło się bez konsekwencji.
Druga połowa zaczęła się, podobnie jak pierwsza, od spokojnej gry obydwu drużyn w środku pola. Pierwsi bramkową sytuację stworzyli sobie goście, ale w 57. minucie strzał Luisa Garcii wypiąstkował Bravo. Cztery minuty później pod drugą bramką nieznacznie pomylił się Mikel Gonzalez i po jego strzale głową piłka przeleciała nad bramką. Więcej jednak z gry mieli piłkarze Espanyolu i to oni stworzyli w drugiej połowie więcej akcji, ale to gospodarze wyszli na prowadzenie. Do dośrodkowania wyszedł Kameni, jednak tak nieszczęśliwie wybił piłkę, że ta trafiła w Forlina i wpadła do siatki Espanyolu.
Po stracie bramki goście rzucili się do odrabiania strat, ale na ich drodze stanął Bravo, który w końcówce meczu bronił jak w transie i Katalończykom nie udało się strzelić wyrównującego gola. Po przeciętnym meczu Real Sociedad San Sebastian wygrał 1:0 i przerwał niechlubną serię trzech przegranych meczów.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W szlagierowym spotkaniu 6. kolejki Primera Division lider tabeli, Valencia, podejmowała zespół Athletic Bilbao. Zdecydowanym faworytem spotkania był zespół „Nietoperzy”, który po świetnym meczu wygrał 2:1 W pozostałych sobotnich spotkaniach Real Saragossa zremisował ze Realem Sporting Gijon 2:2 a Real Sociedad wygrał z Espanyolem Barcelona 1:0.
Valencia – Athletic Bilbao
W poprzednim sezonie Baskowie dwukrotnie musieli uznać wyższość zespołu Valencii, dziś natomiast upatrywali swojej szansy w zmęczeniu rywala po meczu z Manchesterem United w Lidze Mistrzów. Joaquin Caparros szybko jednak przekonał się, że piłkarze z Walencji są świetnie przygotowani do tego sezonu, co potwierdzili już w 10. minucie. Indywidualną akcją popisał się Soldado, który wbiegł w pole karne i odegrał do lepiej ustawionego Aduriza, który przy asyście dwóch obrońców głową wbił piłkę do bramki.
Podopieczni Unaia Emery’ego nie zamierzali jednak zatrzymywać się. W 19. minucie podanie z linii końcowej Pablo Hernandeza dotarło do dobrze ustawionego w polu karnym Juana Maty, ten jednak, otoczony przez obrońców, nie zdołał oddać strzału. Minutę później na strzał zza pola karnego zdecydował się Topal i piłka przeleciała obok bramki strzeżonej przez Iraizoza. Valencia ani na chwilę nie zwalniała i przy aplauzie licznie zgromadzonej publiczności nie opuszczała praktycznie połowy gości. Kolejne strzały: Aduriza, Soldado i dwukrotnie Pablo albo były niecelne, albo zatrzymywały się na bramkarzu. Odpowiedzi Athletico na ciągły napór gospodarzy nie było, jeśli nie liczyć nieudanych dośrodkowań do Fernando Llorente, który był całkowicie odcięty od podań kolegów.
Athletic mógł być wdzięczny gospodarzom, że do przerwy utrzymało się tylko jednobramkowe prowadzenie. Na prawym skrzydle rewelacyjny mecz rozgrywał Pablo Hernandez, który bez przerwy nękał defensywę Basków; Valencia grała jak jeden organizm – kiedy atakowała, atakowali wszyscy, kiedy broniła, każdy cofał się, aby odebrać piłkę rywalowi. W 38. minucie powinno być 2:0, jednak po podaniu Maty Adurizowi nie udało się pokonać Iraizoza. W samej końcówce obudził się Athletic, ale kilka ładnych zagrań z pierwszej piłki przed polem karnym rywala to było wszystko, na co tego wieczoru stać było gości. Valencia była w pierwszej połowie przynajmniej o klasę lepszym zespołem.
W przerwie meczu trener Caparros musiał mocno wstrząsnął swoimi podopiecznymi, bo po przerwie mecz się wyrównał. Obie ekipy nastawiły się na ofensywny futbol, najpierw w 49. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Javi Martinez uderzył wprost w bramkarza, a minutę później po szybkiej kontrze Roberto Soldado nie zdołał dobrze opanować piłki, którą zdołał wybić stoper gości. W 52. minucie na minimalnym spalonym znalazł się Fernando Llorente, a minutę później jego strzał z dystansu minął słupek bramki Cesara o kilka metrów. Trzy minuty później dośrodkowania Topala nie sięgnął Soldado, a zamykający akcję Aduriz strzałem z powietrza nie trafił w bramkę.
Mecz był rozgrywany w bardzo szybkim tempie i mógł się podobać kibicom. Przy linii bocznej ciągle pokrzykiwał Emery, a jego podopieczni starali się podwyższyć prowadzenie. Bliski tego był w 60. minucie Soldado, ale jego gol nie został uznany, bo znajdował się na pozycji spalonej. W 64. minucie po zderzeniu z Cesarem z boiska został zniesiony Javi Martinez, który próbował jeszcze kontynuować grę, ale ostatecznie został zmieniony przez Muniaina. W drugiej połowie to nie Valencia, ale Baskowie wyglądali, jakby mieli w nogach jeden mecz rozegrany więcej – gospodarze byli szybsi, zwrotniejsi i popełniali mniej błędów. Często dochodziło do spięć, czego wynikiem były dwie żółte kartki, choć sędzia mógł ich pokazać więcej. Trener Emery, widząc co się dzieje, postanowił zdjąć z boiska wybitnie nękanego przez rywali Roberto Soldado, który za kłótnię z arbitrem otrzymał żółtą kartkę.
W końcówce spotkania Valencia jednak opadła z sił i Athletic zaczął coraz śmielej atakować, jednak nie udało się Baskom oddać choćby jednego groźnego strzału na bramkę. Po drugiej stronie boiska najbardziej starał się wprowadzony w drugiej połowie Dominguez, ale dwukrotnie jego strzały nie znalazły drogi do bramki Iraizoza. Ostatnie dziesięć minut Athletic nie schodził z połowy gospodarzy, ale to Valencia strzeliła gola. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry, po szybkiej kontrze w polu karnym gości świetnie zachował się Topal, który odegrał do osamotnionego Vicente. Ten zwodem położył obrońcę oraz rozpaczliwie interweniującego Iraizoza i strzelił zapewniającą dwubramkowe prowadzenie bramkę. Myliłby się jednak ten, kto powiedziałby, że to koniec emocji na Mestalli. Minutę później tuż przed polem karnym Fernandes powalił Llorente. Do piłki podszedł Gabilondo i pięknym strzałem z rzutu wolnego nie dał szans Cesarowi. Ostatnie sekundy to niesamowita walka, podczas której obie ekipy miały szanse zdobyć jeszcze po golu. Ostatecznie spotkanie na Mestalli zakończyło się zasłużonym zwycięstwem „Nietoperzy” 2:1, którzy umocnili się na prowadzeniu w tabeli.
Real Saragossa – Sporting Gijon
Gospodarzom bardzo zależało na pierwszym w tym sezonie zwycięstwie i na dogodniejszego rywala chyba nie mogli trafić. Przeciwnicy odnotowali dotychczas bowiem tylko jedno zwycięstwo, nad Realem Mallorca, natomiast na wyjeździe doznali kompletu porażek, jednak rywale byli bardzo wymagający – Atletico i Barcelona rzadko pozwalają przeciwnikowi wywieźć choćby punkt. Spotkanie był prawdopodobnie meczem ostatniej szansy dla trenera gospodarzy, Jose Aurelio Gaya.
Jednak od samego początku mecz walki, jak nazywano to spotkanie, bardzo rozczarowywał. Z boiska wiało nudą, a piłkarze bardziej obawiali się popełnić błąd, który kosztował by ich cenne punkty, niż zaryzykować składną, dającą prowadzenie akcję. Pierwszy celny strzał na bramkę padł w 25. minucie, kiedy Signama Pongolle zdecydował się na uderzenie, które bez problemów złapał Juan Pablo. Chwilę później podobną akcję po drugiej stronie boiska przeprowadził Diego Castro, ale jego strzał nie leciał nawet w światło bramki. Imponowała przede wszystkim gra defensywna obydwu zespołów, a szczególnie udane zawody rozgrywał Jiri Jarosik, który skutecznie uniemożliwiał graczom z Gijon przedostanie się w obręb „szesnastki”.
W 32. minucie nie popisał się jednak jego kolega z drużyny, Obradovic. Po szybko rozegranym przez Riverę rzucie wolnym i dośrodkowaniu Lory, młody Serb zmienił tor lotu piłki i zaskoczył własnego bramkarza. Już kilka minut później wynik meczu mógł ulec zmianie, ale strzał Jarosika na dwa razy obronił Juan Pablo i do przerwy Sporting Gijon prowadził 1:0.
W drugiej połowie trener Gay postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając po przerwie w miejsce nominalnego obrońcy, Obradovicia, napastnika, Braulio. Przyniosło to jednak efekt przeciwny do zamierzonego. W 47. minucie Jarosik powalił w polu karnym Barrala i sędzia nie miał wątpliwości, wyrzucając najlepszego do tej pory w swoim zespole Czecha z boiska i dyktując „jedenastkę”, którą na gola pewnie zamienił Diego Castro. Wydawać by się mogło, że taki bieg wydarzeń całkowicie podetnie skrzydła grającym w osłabieniu gospodarzom, jednak w 56. minucie strzelili oni kontaktowego gola. Po podaniu Gabiego, na strzał zdecydował się Sinama Pongolle i piłka trafiła do siatki Juana Pablo. Lepiej w tej sytuacji mógł zachować się bramkarz gości, który przepuścił mocny strzał między rękami. Goście nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć ze straty gola, a już zaaplikowano im drugiego ponownie w roli głównej wystąpił Francuz, który w 61. minucie po podaniu Braulio płaskim strzałem w długi róg doprowadził do wyrównania.
Zupełnie niespodziewający się takiego przebiegu drugiej części spotkania goście szybko otrząsnęli się po stracie dwóch goli i już w 67. minucie byli bliscy ponownego objęcia prowadzenia, ale strzał Ayoze’a minął prawy słupek bramki Doblasa. W 80. minucie powinno być 2:3, ale strzał z bliskiej odległości Bilicia świetnie na rzut rożny wybił Doblas. Chorwat mógł zostać w 88. minucie bohaterem spotkania. Sędzia liniowy nie zauważył jego pozycji spalonej, ale napastnik gości w sytuacji sam na sam i tak trafił prosto w bramkarza, który dzięki kilku fantastycznym interwencjom stał się, obok Sinamy Pongolle, bohaterem tego spotkania. Do samego końca goście szukali sposobu na pokonanie grającego w osłabieniu rywala, ale ostatecznie mecz zakończył się podziałem punktów, a Real Saragossa pozostał jednym z dwóch, obok Deportivo La Coruna, zespołem bez zwycięstwa w tym sezonie, a Sporting Gijon, po raz drugi zremisowało mecz, prowadząc przewagą dwóch goli.
Real Sociedad – Espanyol Barcelona
W drugim sobotnim meczu 6. kolejki Primera Division, Real Sociedad podejmował Espanyol Barcelona. Gospodarzom bardzo zależało na przełamaniu passy trzech porażek z rzędu i wygrali 1:0 z mającym pucharowe aspiracje zespołem ze stolicy Katalonii.
Już od pierwszych minut Espanyol próbował narzucić swój styl gry, nie pozwalając gospodarzom na szybkie rozgrywanie piłki, i kontrolując środek boiska. Nie przeszkodziło to jednak Baskom skonstruować bramkowej sytuacji – w 11. minucie po dośrodkowaniu De la Belli piłki nie sięgnął Tamudo, a minutę później, po kolejnej centrze, jego strzał głową bez problemów obronił Kameni. W 16. minucie paradą popisał się Bravo, efektownie broniąc strzał Osvaldo. Kolejne minuty mijały pod znakiem otwartej gry obydwu zespołów, z której wynikało mało sytuacji bramkowych. W 32. minucie, po nieudanej próbie odbioru piłki, kontuzji nabawił się Galan i został zmieniony przez Chikę. Do przerwy piłkarze stworzyli jeszcze tylko dwie groźne sytuacje, ale najpierw strzał Zurutuza przeleciał między dwójką obrońców i nieznacznie minął bramkę Kameniego, a chwilę później Kameruńczyk wyszedł daleko przed własną bramkę, ale na szczęście dla jego zespołu zakończyło się bez konsekwencji.
Druga połowa zaczęła się, podobnie jak pierwsza, od spokojnej gry obydwu drużyn w środku pola. Pierwsi bramkową sytuację stworzyli sobie goście, ale w 57. minucie strzał Luisa Garcii wypiąstkował Bravo. Cztery minuty później pod drugą bramką nieznacznie pomylił się Mikel Gonzalez i po jego strzale głową piłka przeleciała nad bramką. Więcej jednak z gry mieli piłkarze Espanyolu i to oni stworzyli w drugiej połowie więcej akcji, ale to gospodarze wyszli na prowadzenie. Do dośrodkowania wyszedł Kameni, jednak tak nieszczęśliwie wybił piłkę, że ta trafiła w Forlina i wpadła do siatki Espanyolu.
Po stracie bramki goście rzucili się do odrabiania strat, ale na ich drodze stanął Bravo, który w końcówce meczu bronił jak w transie i Katalończykom nie udało się strzelić wyrównującego gola. Po przeciętnym meczu Real Sociedad San Sebastian wygrał 1:0 i przerwał niechlubną serię trzech przegranych meczów.