Sensacja, cud, niedowierzanie. Osiągnięcie półfinału Ligi Europy w wykonaniu Eintrachtu jest czymś niebywałym, a co więcej, szanse na finał są niemałe. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie wróżył takiego sukcesu „Orłom”. Trudno było o inne prognozy, patrząc na kadrę i możliwości finansowe klubu. Zespół z Frankfurtu to kopciuszek wśród grubych ryb nawet w starciach drugich europejskich rozgrywek. Mimo to swoją walecznością nadrabia zaległości i zbiera owoce.
Po pierwszym meczu z londyńską Chelsea szanse na finał wciąż są realne. Mimo sporej przewagi „The Blues” we Frankfurcie, co było rzeczą do przewidzenia, rywalizacja o występ na Stadionie Olimpijskim w Baku jest wciąż otwarta. Oczywiście faworytem wciąż pozostaje Chelsea, zwłaszcza że czeka ją rewanż na Stamford Bridge, lecz trwający sezon pokazał, że lepiej nie drażnić piłkarzy z Frankfurtu.
Ci niejednokrotnie pokazali niby silniejszym, że można wygrać, będąc outsiderem. Każdy kolejny ich mecz to przygoda życia, zatem o chęć zwycięstwa z ich strony można być spokojnym. Już na samym początku ich przygody z pucharami mało kto dawał szanse na awans z fazy grupowej, ci jednak pokazali, że nie mają zamiaru odgrywać roli turysty jeżdżącego po różnych stadionach.
Wyjazdy i rewanże
Bramkowy remis, jaki udało się utrzymać piłkarzom Adolfa Hüttera do końcowego gwizdka, można uznać za zwycięski. Mało kto wierzył przed meczem w potknięcie gości, dlatego też taki wynik we Frankfurcie jest bardzo szanowany. To także kwestia tego, jak wyglądała rywalizacja na boisku. Tam Chelsea była po prostu zespołem posiadającym więcej jakości, brakowało jednak trochę szczęścia w strzeleniu o tego jednego gola więcej. Rewanż, choć jest wciąż sprawą otwartą, na pierwszy rzut oka wydaje się rozstrzygnięty. Eintracht przez wielu spisywany jest na straty, ale przecież tak było właściwie w rywalizacji z każdym przeciwnikiem w tegorocznej edycji Ligi Europy.
O tym przekonały się chociażby dwa włoskie kluby. Najpierw Lazio Rzym jeszcze w fazie grupowej, następnie Inter już w fazie pucharowej. Oba zespoły przegrały, choć minimalnie, już od dawna oglądają dalsze zmagania w telewizji, a „Orły” wciąż grają.
Zdobywcy Pucharu Niemiec w każdym ze spotkań Ligi Europy właśnie w rewanżach pokazywali swoją siłę, która zawsze owocowała awansem. Tak było chociażby w starciu z Szacharem Donieck, w którym Ukraińcy dali sobie wbić cztery gole, strzelając przy tym jednego. Także i Benfica w rewanżu miała niewiele do powiedzenia.











