Real Betis zremisował 2:2 z Atletico Madryt. Goście objęli prowadzenie po golu „Koke”, ale chwilę przed końcem pojedynku dali sobie wbić dwa gole w dwie minuty. Gdy już wydawało się, że Andaluzyjczycy zagraną trzy punkty, do siatki Fabricio trafił niezawodny Falcao.
Atletico po bardzo przekonującym awansie do finału Ligi Europy musiało skupić się na rozgrywkach ligowych. Chłopcy Simeone ciągle marzą o starcie w Lidze Mistrzów. Żeby wywalczyć miejsce w czwórce, do końca sezonu nie mogą sobie pozwolić nawet na jedną wpadkę. Mecz z niewalczącym już praktycznie o nic Betisem miał być łatwą przeprawą, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę nieobecność znakomitego ostatnio Ardy Turana. Jednak Andaluzyjczycy nie mieli zamiaru ułatwiać gościom zadania. Pepe Mel desygnował do gry ofensywnie usposobioną jedenastkę i z pewnością liczył na wywalczenie chociażby punktu, który matematycznie zapewniłby jego drużynie utrzymanie w Primera Division.

Początek starcia na Estadio Benito Villamarin upłynął pod znakiem niedokładności ze strony obu ekip. Piłkarze Atletico, grając uważnie w obronie, nie pozwalali podopiecznym Pepego Mela przedostać się w okolice bramki, której strzegł Courtois. Jedynym sposobem na przedarcie się przez szczelną defensywę gości były dalekie podania. W 8. minucie zaatakowali za to „Los Colchoneros” – szarżę prawą stronę przeprowadził Salvio, ale nie udało mu się dobrze dośrodkować. Dwie minuty później argentyński zawodnik Atletico znowu spróbował szczęścia, tym razem pokusił się o silny strzał, który okazał się jednak niecelny. Celności zabrakło także Gabiemu, który znalazł lukę w obronie gospodarzy w kolejnej akcji. Z czasem gra podopiecznych Diega Simeone wyglądała coraz lepiej. W 17. minucie dośrodkowywał Salvio, lecz do jego podania nie doszedł żaden z kolegów.
W kolejnych minutach dłużej przy piłce utrzymywał się Real Betis, jednak nic groźnego pod bramką „Atleti” z tego nie wynikło. Zdecydowanie więcej działo się po drugiej stronie boiska, gdzie umiejętności Fabricio sprawdził Falcao. Golkiper Andaluzyjczyków na razie spisywał się bez zarzutu. Kolumbijczyk bliski szczęścia był także w 31. minucie – z bliska nie trafił jednak do siatki. Dwie minuty później znowu w roli głównej wystąpił Radamel Falcao, który usiłował pokonać Thibauta Courtoisa strzałem głową i został przewrócony przez jednego z defensorów. Mimo to sędzia nie zdecydował się wskazać na wapno. Pięć minut przed przerwą w końcu piłka wpadła do siatki – uderzał Adrian, ale gol został anulowany ze względu na spalonego. Równie gorąco w „szesnastce” Betisu było kilkadziesiąt sekund później, kiedy po błędzie obrońców strzelał Filipe Luis. Fabricio w ostatniej chwili wybił futbolówkę nogą. Pierwsza połowa w Sewilli zakończyła się bezbramkowym remisem.











