Do 83. minuty Warta niespodziewanie przegrywała w Poznaniu z MKS Kluczbork 0:1. Za sprawą bramek Piotra Reissa i Pawła Iwanickiego „Zielonym” udało się wyjść z tarapatów, kończąc mecz z kompletem punktów.
Początek spotkania to niespodziewane ataki gości, którzy bez kompleksów zaprezentowali się na Stadionie Miejskim w Poznaniu. W 11. minucie doskonałą okazję zmarnował Patryk Tuszyński. Napastnik przyjezdnych w sytuacji sam na sam strzelił wprost w nogi Łukasza Radlińskiego. Była to najlepsza sytuacja podopiecznych Ryszarda Okaja w pierwszej połowie.
Warta pierwszy raz poważnie zagroziła drużynie gości dopiero w 28. minucie za sprawą swojego najskuteczniejszego napastnika – Zbigniewa Zakrzewskiego. Popularny „Zaki”, znajdując się w narożniku pola karnego, uderzył ponad bramką strzeżoną przez Krzysztofa Stodołę. Podobnie jak przy strzale Zakrzewskiego, tak i w innych akcjach inicjowanych przez Wartę brakowało precyzji i odrobiny szczęścia, dlatego do przerwy na tablicy widniał wynik bezbramkowy.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zbytniej zmianie. Przeważać starali się gospodarze, a MKS czekał na swoje szanse z kontrataku. W 53. minucie po bardzo ładnej akcji całej drużyny piłkarze z Kluczborka objęli prowadzenie. Niepilnowany Rafał Niziołek precyzyjnym strzałem nie dał szans Radlińskiemu.
Wydawało się, że blisko 10 tys. publiczność w Poznaniu będzie świadkiem sensacji, ale zawodnicy Warty zaprezentowali świetną skuteczność w samej końcówce spotkania. Najpierw w 83. minucie wyrównanie gospodarzom przyniósł ligowy weteran Piotr Reiss, a w 90. minucie euforię wśród kibiców wywołał gol Pawła Iwanickiego.










