Dużo nie brakowało, by Luisa Suareza nie było w tym sezonie w Liverpoolu. Zawodnik chciał odejść z Anfield, ale klubowi działacze nie chcieli zgodzić się na jego transfer. Wyszło na to, że Urugwajczyk został w „The Reds” i jest liderem swojego zespołu.
Latem Suareza bardzo ciągnęło do Arsenalu Londyn. Jednak został zmuszony do pozostania w Liverpoolu, ale chyba tego teraz nie żałuje. W sześciu meczach zawodnik strzelił pięć bramek, w tym zaliczył hattricka w meczu z West Hamem United. Urugwajczyk zawdzięcza wiele kapitanowi „The Reds”, Stevenowi Gerardowi, oraz kibicom, od których cały czas miał wsparcie.
– Steve dużo ze mną rozmawiał, dał mi radę i powiedział to, co potrzebowałem usłyszeć – przyznał Urugwajczyk. – Kiedy byłem odseparowany od zespołu, on powiedział, że mu się to nie podoba, i chciał, bym wrócił do grupy. Dzisiaj czuję się bardzo wspierany przez moich partnerów z drużyny – stwierdził Suarez.
Mimo iż to piłkarz sam chciał odejść z Liverpoolu, to kibice „The Reds” nigdy się od niego nie odsunęli. – Wsparcie fanów również było dla mnie bardzo ważne. Zawsze mogłem spacerować po mieście bez obaw. Nigdy nie byłem źle traktowany czy coś z tych rzeczy. Ludzie mówili, żeby został – zwierza się bramkostrzelny napastnik.
Suarez wraz z kolegami z Liverpoolu szykuje się do ważnego meczu przeciwko Arsenalowi Londyn. Zawodnik nie chce słyszeć żadnych plotek na swój temat i da z siebie wszystko dla zespołu, w który obecnie gra. – Pracuję bardzo ciężko dla Liverpoolu i zawsze będę wdzięczny klubowi za to, co zrobił. Latem bardzo komplikowałem sprawę, ale najważniejsze jest, że znowu gram. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy i jedno, czego chcę, to pomóc mojej drużynie – zakończył Urugwajczyk.