W ostatnim meczu 10. kolejki Premiership Blackpool podejmowało na własnym stadionie West Bromwich Albion. Oba zespoły w tym sezonie zaskakują. Urywają punkty najlepszym, ale także tracą je z zespołami słabszymi. Dzisiejszy mecz miał być spotkaniem drużyn nieprzewidywalnych.
„The Baggies” to rewelacja rozgrywek. Potrafili pokonać Arsenal w Londynie oraz wywieźć remis z Old Trafford. Ponadto wyprzedzają w tabeli takie zespoły, jak Liverpool, Everton czy Aston Villa. Blackpool to zespół nieobliczalny, który dobrze rozpoczął rozgrywki. Jednak od pokonania Liverpoolu nie potrafił odnieść zwycięstwa, oddając swoim kolejnym rywalom punkty.
Mecz rozpoczął się od odważnych ataków podopiecznych Roberto Di Matteo. Gracze West Bromwich śmiało nacierali na bramkę strzeżoną przez Gilksa. Wraz jednak z upływem czasu to „Mandarynki” dochodziły do słowa, powoli się rozkręcając. Blackpool przejęło inicjatywę w środku pola i zbliżało się do „szesnastki” „The Baggies”. W 10. minucie z groźną kontrą wyszli zawodnicy gości. Płaski strzał ze skraju pola karnego oddał Simon Cox. Dosłownie kilka sekund później byliśmy już w polu karnym West Bromwich. Rozpędzony napastnik „Mandarynek” wbiegał w pole karne i został sfaulowany. Obrońca West Bromwich, Ibanez, został za ten faul ukarany czerwonym kartonikiem. Ponadto sędzia Michael Oliver wskazał na „wapno”. Do karnego podszedł kapitan Blackpool, Charlie Adam. Uderzył w prawy róg, a piłka po rękach Carsona zatrzepotała w siatce.

Gospodarze po strzeleniu gola bardzo w siebie uwierzyli. Przystąpili do dynamicznych ataków. Długo utrzymywali się przy futbolówce, grając bardzo atrakcyjną dla oka piłkę. Ich szybka gra wprowadzała duży chaos w defensywie West Bromwich. Scott Carson musiał być cały czas skoncentrowany, bo gra toczyła się głównie na połowie jego zespołu. W 30. minucie meczu zespół gości stracił kolejnego zawodnika. Bardzo brutalnym faulem w narożniku boiska popisał się Gonzalo Jara. Obrońca za swój bezmyślny faul otrzymał „czerwień”. Jeśli po pierwszej czerwonej kartki ktoś mógł mieć pretensje do sędziego, tak tutaj wszystko było jasne. Wyprostowane nogi Jary w niegroźnej sytuacji to odpowiedni komentarz. Od tej pory całkowicie już na boisku dominowali gospodarze. West Bromwich stać było jedynie na dwie kontry. Były to jednak ataki raczej szaleńcze, aniżeli konstruowane z głową i pomysłem. Po pierwszych trzech kwadransach gry gracze Blackpool prowadzili skromnie 1:0, mimo gry w znacznej przewadze. Warto podkreślić świetną grę Charliego Adama, który po pierwszych minutach dominacji West Bromwich wyraźnie się przebudził i zdominował środek pola, pozwalając swoim kolegom rozwinąć skrzydła.
Druga połowa to ciągłe ataki Blackpool, pierwszy groźny strzał oddal Charlie Adam. Ładnie uderzył z rzutu wolnego, do szczęścia jednak zabrakło kilku metrów. Bardzo aktywni byli skrzydłowi Blackpool, którzy grali bardzo swobodnie. W 53. minucie pierwszą kontrę przeprowadzili gracze West Bromwich. Jerome Thomas wyszedł na czystą pozycję, jednak jego strzał został zablokowany, a piłka przeleciała w nieznacznej odległości od bramki. Po paru minutach wszystko wróciło do normy. Gracze „Mandarynek” atakowali, a podopieczni Roberto Di Matteo starali się bramki nie stracić. 60. minuta to popis gości. Świetną akcję w środku pola zainicjował Adam. Podał na skrzydło do Campbella, ten zszedł do środka, wrzucił po ziemi w pole karne, do futbolówki dopadł Varney i podwyższył wynik na 2:0. Dziwnie po tym golu zachował się szkoleniowiec Blackpool, który odwrócił się plecami do murawy i udał do szatni.











