W Polsce nie brakuje ludzi zainteresowanych piłką. Zachwycamy się dopingiem na meczach polskich klubów. Nie da się przejść obojętnie obok wypełnianych coraz szczelniej stadionów w ekstraklasie. Komplety notują już nie tylko Widzew i Legia, ale także Raków, Radomiak, Pogoń, Zagłębie czy Śląsk. Jednocześnie Stadion Narodowy kojarzy się z drogim piknikiem, wuwuzelą, kiełbasą w bułce oraz telebimowymi hasłami „machajmy szalikami” i „POL-SKA”. We wtorek Polska zagra z Łotwą, a pytanie brzmi czy frekwencja przekroczy 50%?
Kilka tygodni temu, w tej samej Warszawie, trzy kilometry od Stadionu Narodowego, podczas meczu Legii Warszawa z Aston Villą, mieliśmy do czynienia z fantastyczną i fanatyczną atmosferą. Pod wrażeniem byli wszyscy, także Unai Emery, szkoleniowiec The Villans, który podkreślał, jak dobrą atmosferę stworzyli kibice „Wojskowych”. Można zaryzykować stwierdzenie, że to wręcz trybuny wpychały piłkę do bramki faworyzowanych Anglików.
Czy podobnie nie było wiosną w wygranych meczach Lecha w Lidze Konferencji z Bodo/Glimt i Djurgarden? Czasem wypełniony po brzegi stadion pozwala wznieść się ponad szczyt swoich możliwości, a rywali tremuje. Może dlatego w meczu Lecha z Bodo, Vetlesen w idealnej sytuacji pocelował w sektor gości, a Ishak trafieniem dał awans.
Reprezentacje też mają swoje twierdzę
W futbolu reprezentacyjnym także są stadiony, na których grasz przeciwko całej społeczności, a nie tylko jedenastce na mniej lub bardziej zielonej murawie. Żeby daleko nie szukać – nasz wrześniowy wyjazd do Albanii. Tam, od pierwszej do ostatniej minuty śpiewający tłum żywiołowo reagował na wydarzenia boiskowe, dając gospodarzom mentalną przewagę, która nakręcała się z każdą minutą. Albania tego meczu nie wypuściła. Tak jak całych eliminacji, w piątek Albańczycy awansowali na drugie Euro w swojej historii. Rozsypana drużyna nie ma czego szukać ani tam, ani na całych Bałkanach. Swoje twierdze mają także Duńczycy na Parken czy Węgrzy na Puskas Arenie.











