Moja wina, moja bardzo wielka wina, czyli spowiedź à la Piast Gliwice


Piast przy kratkach konfesjonału

21 lipca 2016 Moja wina, moja bardzo wielka wina, czyli spowiedź à la Piast Gliwice

Komunijne terminy już dawno minęły, ale dla Piasta Gliwice nie jest to spowiedź ani pierwsza, ani ostatnia, więc specjalnie ustalonego dnia, zakreślonego w kalendarzu czerwonym kółeczkiem nie potrzebujemy. Włodarze wicemistrza Polski też chyba nie drżą ze strachu, z piłkarskim kościołem układ mają niezły, a dla nich to nie pierwszyzna. Jednak, tak czy siak, wysłuchajmy ich zeznań, sprawdźmy, czy swoich grzechów żałują i czy obiecują poprawę. Piast Gliwice puka do naszego konfesjonału.


Udostępnij na Udostępnij na

Niech formułkom stanie się zadość

Niech będzie pochwalony.

My, włodarze Piasta Gliwice, ostatni raz byliśmy u spowiedzi, hmmm… latem 2013 roku. Odpadliśmy wtedy z Ligi Europy z Kazachami czy tam Azerami, czy innymi Uzbekami. Gorąco było, upał, daleko. No nie poszło.

Żadnego grzechu nie zapomnieliśmy ani nie zatailiśmy, a trochę ich było. Brak transferów, pozostawienie trenerowi Broszowi takiej samej ekipy, z jaką osiągnął historyczny rezultat i postawienie zbyt wygórowanych oczekiwań.

Oddaliśmy najlepszego strzelca do ligowego rywala. Robak poszedł do Pogoni za marne sto pięćdziesiąt tysięcy euro. W dodatku nie zainwestowaliśmy należycie tych pieniędzy. Nawet nie rozdaliśmy biednym.

Pokuta była okrutna – drżeliśmy o utrzymanie w ekstraklasie do samego końca.

Tak, wiemy, obiecywaliśmy poprawę.

Ale wie ksiądz, jak to bywa. Chcieliśmy, naprawdę. Ale grzech kusi.

No i my w tej samej sprawie co ostatnio.

Zaniedbany jak Piast

Tak jak mówiliśmy, obiecywaliśmy poprawę. I wtedy to było naprawdę szczere. Że następnego trenera z doskonałym wynikiem nie zostawimy na lodzie, że damy pieniądze na zmontowanie poważnej ekipy. Marzyliśmy o solidnej drużynie, o takiej, która może nie od razu wejdzie do fazy grupowej europejskich rozgrywek, ale zahaczy o III, może IV rundę.

Ale cały misterny plan, jakby to ująć, żeby ksiądz zrozumiał… Pasie się na niwach zielonych.

Przyszedł ten Latal no i kurde, eee, zrobił wynik. Aż się nie spodziewaliśmy. Niemiecka szkoła, nie byle jaka. Zrobił chłopakom szkołę, oj tak. Chodzili lepiej niż księżowski szwajcarski zegarek. Wybiegani, ambitni. No i jak zorganizowani. Naprawdę dobrze to wyglądało. 

Chcieliśmy złota.

Ale ten cały Latal, jak świat światem, cały sezon spisywał się rewelacyjnie. A potem jak mu coś nie odje… to znaczy na końcu coś go powiodło na pokuszenie. Dostał na Legii cztery sztuki i marzenia o mistrzostwie prysły.

No to zrobiliśmy mu awanturę. Że za defensywnie, że nie tak się umawialiśmy. Miało być zwycięstwo, feta na gliwickim rynku, msza rzecz jasna, a co jest? Dostaliśmy w policzek. Ale nadstawiliśmy drugi.

Zostawiliśmy go na start tego sezonu. Niech ich tak znowu przygotuje i będzie dobrze, może się uda.
A temu się coś nagle nie spodobało. Mówi, że nie ma transferów, że tak się nie da pracować. No ksiądz sam spojrzy.

Pewne osoby w klubie muszą sobie uświadomić, że przed takimi meczami drużynę się wzmacnia a nie osłabia. Radoslav Latal

No dobrze, musimy przyznać – odpuściliśmy Vacka i Nespora, nie chcieliśmy o nich powalczyć, a jemu przez długi czas mydliliśmy oczy. To nie było dobre, przyznajemy. No ale przecież dwóch piłkarzy nie może decydować o formie zespołu. 

W sparingach szło super, nie przegrywaliśmy z pasterzami i mleczarzami z Czech i Słowacji. No to myśleliśmy, że się uda. No ale okazało się, że szwedzki potop z Goteborga był mocniejszy. Trzy sztuki. Znowu nas ten Latal oszukał.

No to my znowu awantura. Miały być puchary, a jest kompromitacja. A on mówi, że odchodzi. Że nie wytrzyma. Że nie poszliśmy za ciosem, nie chcieliśmy wzmocnić zespołu. No dobra, może trochę racji to on miał, przyznajemy.

Ale żeby 3:0? U siebie? No tego za wiele. Mamy innego Czecha. Tego Necka.

Z Cracovią dostał piątkę, dramat. Ale damy mu szansę, tak po chrześcijańsku, niech zna nasze miłosierdzie.

W dwa miesiące to chyba ogarnie ten burdel – a przepraszam, ksiądz nie wie, co to – ten bałagan. Jak ojciec myśli?

Więcej grzechów nie pamiętamy. Prosimy cię, ojcze, o pokutę i kapłańskie rozgrzeszenie.

Pokuta po gliwicku

Wcielimy się teraz w rolę kapłanów, założymy naszą stułę z wprasowanym logiem ekstraklasy i wydamy osąd. Osąd być może brutalny, ale na pewno prawdziwy. Pokuta będzie ostra, aczkolwiek sprawiedliwa. Ale skoro będzie pokuta, to będzie i rozgrzeszenie.

Przyznajemy – zachowanie działaczy Piasta to recydywa. Brak jakiegokolwiek zdrowego rozsądku, logiki, umiejętności wyciągania wniosków ze wcale nieodległej przeszłości. Kto zna historię, może z łatwością przewidzieć przyszłość.

I choć to pewnie niespecjalnie wiąże się z katolicką tradycją i instytucją spowiedzi, to zabawimy się także w wieszczów.

Piast w ekstraklasie zostanie. Piłkarzy ma takich, a nie innych i nawet mając bajzel w taktycznej układance, jakoś w tej lidze pozostaną. Ale jak długo będą o to drżeć? Tego nie wiemy.

Może tylko na początku zaświeci się alarmowa lampka, zawyje syrena, a ekstraklasowi strażacy (Ojrzyński) zaczną pakować walizki i sprawdzać rozkład jazdy w kierunku Gliwic. Ale może z czasem wszystko wróci do normy – Piast będzie solidny w defensywie i znów będzie ciułać punkty w tabeli.

Może w przerwie zimowej dojdzie do poważnych zmian, bo sytuacja w tabeli będzie alarmowa. Kto wie, może Piast będzie okupował dolne rejony tabeli, a drżeć będzie nie tylko z zimna?

Tego nie wiemy.

Wiemy jednak, że poniekąd za karę Piast Gliwice musi swoje odcierpieć. To, co włodarze zrobili z zespołem, pozbawiając go architekta sukcesu, Latala, jego głównych wyrobników – Vacka i Nespora – woła o pomstę do nieba. I pomsta przyszła – blamaż w Europie.

Pozostawienie na stanowisku byłego asystenta Latala, Jiriego Necka, to też decyzja dziwna. Wychodzi na to, że głównym problemem Piasta nie było złe przygotowanie do sezonu czy brak wzmocnień, a Radoslav Latal, który miał czelność krytykować włodarzy.

Wytłumaczenie jest proste i logiczne. To trener wicemistrza Polski był jątrzącą się raną, skazą na idealnym planie budowy hegemonii Piasta. Teraz do sukcesu prowadzi prosta droga, autostrada do szczęścia. Dominacja i dyktatorskie rządy na polskim piłkarskim poletku już tuż-tuż.

Tak jak skierowanie na oddział psychiatryczny dla dyrektorów z Gliwic.

A na koniec pokuta. Litania do Zdzisława Kręciny.

Może za jego wstawiennictwem uda się to jakoś odkręcić.

Komentarze
Biker (gość) - 5 lat temu

Ty kurwa mendo obrażasz kościół patafianie! Ja od paru lat czytam iGola a tu wchodzę i antykościelny tekst!!!!!! KUBA KORONA TY IDIOTO!!!

Odpowiedz
Kuba Korona (gość) - 5 lat temu

Nie mam pojęcia, w którym miejscu ten Kościół obrażam, ale generalnie to dobrze, że stosujesz się do katolickiej nauki. Miłujmy się ;)

Odpowiedz
kol0mbo (gość) - 5 lat temu

Właśnie pokazałeś najpiękniejszy obraz Polaka - katolika... a tak po za tym ten komentarz świadczy przede wszystkim o tym, że ni w ząb nie zrozumiałeś zamysłu autora, co do tego tekstu, nie spróbowałeś nawet ze zrozumieniem przeczytać, nie ważna dla Ciebie była wartość merytoryczna tego tekstu (opisane fakty i działania włodarzy Piasta), a jedynie jego forma - która jak widać wyżej, uraziła Cię do żywej kości. Można by rzec, pozostając w konwencji komentowanego artykułu, że Autor zamiast klawiatury ma miecz obosieczny który przebił Twe serce - jeżeli oczywiście Twój katolicyzm wykracza po za niedzielną mszę :) Podsumowując... Miłujcie się wzajemnie tak jak Ja Was umiłowałem:) Chociaż ciekawie jest wyobrazić sobie Jezusa z Twoim komentarzem w ustach, np. kończącego Kazanie na Górze... PIOTR OPOKO, TY IDIOTO!!!! :)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze