Po niezbyt ciekawej pierwszej połowie i nieco lepszych drugich 45 minutach Sporting Lizbona pokonał Metalist Charków 2:1. Gole dla gospodarzy zdobywali Izmaiłow i Insua, a w doliczonym czasie gry z rzutu karnego odpowiedział Xavier.
Pierwsze minuty nie obfitowały w żadne ciekawe wydarzenia. Żadna drużyna nie chciała się otworzyć, przez co kibice przez pierwsze dziesięć minut nie obejrzeli żadnego strzału, mimo że Metalist wyprowadził kilka groźnych kontr. Goście jednak albo byli powstrzymywani faulem, albo ich kluczowe podanie było zatrzymane. Minęło pierwsze 13 minut tego meczu, a Xandao oddał pierwsze uderzenie w tym spotkaniu. Brazylijczyk nie trafił w światło bramki. Przez kolejne minuty nic się nie zmieniło. Obie drużyny nie odpuszczały w środku pola, wzajemnie neutralizując poczynania ofensywne. W 22. minucie niecelny strzał z rzutu wolnego oddał Taison. Tempo meczu było powolne, a akcje ofensywne obu zespołów kończyły się gdzieś na 20. metrze przed bramką rywala. Pierwsze celne uderzenie obejrzeliśmy dopiero w 31. minucie. Goriajnow nie miał problemów ze strzałem z dystansu Carrico.
Jeśli ktoś liczył, że to wydarzenie odmieni obraz tego meczu, to musiał się mocno rozczarować. Piłkarze nadal nie dostarczali należytych emocji. W 42. minucie po rzucie wolnym dla gospodarzy niepewnie piąstkował Goriajnow. Po zamieszaniu w polu karnym strzał van Wolfswinkela został zablokowany. Sędzia Wolfgang Stark postanowił nie przedłużać męczarni kibiców zgromadzonych na trybunach. Osiem strzałów, w tym jeden celny, odnotowali statystycy w pierwszej połowie. To na pewno nie zachęcało do dalszego oglądania meczu.
W drugiej połowie na pierwszy strzał czekaliśmy znacznie krócej. Próba gracza Sportingu nie zmieniła statystyki strzałów celnych. Chwilę później mieliśmy pierwszy rzut rożny w tym meczu. W 51. minucie Capel minął rywala, rozegrał piłkę z jednym z partnerów, zagrał w pole karne, a tam całą akcję wykończył Izmaiłow, zdobywając gola. Po pierwszej bramce mecz się rozkręcił. Po chwili pierwszy celny strzał oddali goście, a konkretnie Cristaldo, jednak Rui Patricio nie miał większych problemów. W 64. minucie po faulu na Fernandezie z rzutu wolnego piłkę pod nogi Insuy wysunął Schaars. Argentyńczyk uderzył obok muru i pokonał bezradnego bramkarza gości.
Druga część spotkania była rozgrywana w o wiele lepszym tempie, piłka szybciej wędrowała od jednej do drugiej bramki, jednak groźnych sytuacji nadal było mało. W 82. minucie po ładnej akcji Suareza strzał oddał Fernandez, jednak tym razem bramkarz gości nie dał się pokonać. W 90. minucie dobry strzał oddał Marlos, lecz Rui Patricio efektownie sparował strzał. Do wybitej piłki przed bramkarzem Sportingu dobiegł jednak Dević, który został zahaczony przez Rui Patricio. Sędzia nie miał wątpliwości i podyktował rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Xavier. Chwilę później sędzia zakończył mecz, który zasłużenie wygrał Sporting.










