Sporting Lizbona niespodziewanie pokonał Manchester City w 1/8 finału Ligi Europy 1:0. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Xandao.
Sporting Lizbona, pogromca warszawskiej Legii, w 1/8 finału LE mierzył się z jednym z kandydatów do końcowego triumfu – Manchesterem City. Anglicy mieli już okazję rywalizować z Portugalczykami, gdyż w poprzedniej rundzie wyeliminowali FC Porto. Faworytem spotkania oczywiście był Manchester.

Początek meczu był wyrównany, ale prowadzony w bardzo dobrym tempie. Goście starali się konstruować ataki pozycyjne, Sporting zaś liczył na kontry. Już w 3. minucie golkipera gospodarzy sprawdził Aguero, ale Rui Patricio pewnie interweniował. Kilkadziesiąt sekund później na strzał z 40 metrów zdecydował się Schaars, ale lob Holendra nie był udany. Chwilę potem kontuzji uda doznał Kompany i bez jakiejkolwiek rozgrzewki na boisku pojawić się musiał Lescott.
W 14. minucie bramkarz Sportingu znów popisał się znakomitymi umiejętnościami. Dośrodkowanie z rzutu rożnego leciało wprost na głowę Kolo Toure, ale główka obecnego wicemistrza Afryki nie zrobiła wrażenia na Patricio, który od kilku tygodni znajduje się w znakomitej formie. Odpowiedź zespołu ze stolicy Portugalii była błyskawiczna. Znakomitą kontrę zepsuł jednak Pereira, który nie trafił w bramkę.
Obrona Sportingu była wyśmienicie zorganizowana i nie pozwalała piłkarzom w błękitnych trykotach dostać się w pole karne. Manchester nie miał pomysłu na złamanie żelaznej defensywy, więc próbował strzałów z daleka. W 24. minucie na taki właśnie sposób zdecydował się Barry, ale minimalnie chybił. Kolejne minuty były piłkarskimi szachami. City powoli starało się rozpracować rywali, a gospodarze nie mieli zamiaru odpuścić. Lewą flanką grę ciągnąć próbował Milner, ale nawet on nie miał nic do powiedzenia.
Ostatni kwadrans minął pod znakiem skromnej przewagi Sportingu. „The Citizens” popełniali proste błędy, co chcieli wykorzystać pogromcy Legii. Najaktywniejsi byli Fernandez i Carrico, ale chyba zapomnieli nastawić w szatni celowników.
Drugą odsłonę meczu zdecydowanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy w 51. minucie wyszli na prowadzenie. Strzał Fernandeza z rzutu wolnego odbił Hart, ale piłką powędrowała wprost pod nogi Xandao, a ten piętką, stojąc tyłem do bramki, pokonał golkipera gości i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.











