W tym roku o Spodek Super Cup zrobiło się naprawdę głośno w ogólnopolskich mediach. Niestety głównie z uwagi na brutalny faul Lukasa Podolskiego w meczu z Wisłoką. Temat ten od wczoraj zdążyli przemielić już chyba wszyscy. Szkoda, że jednocześnie zapomina się o pozytywnych aspektach imprezy, która po raz kolejny spełniła oczekiwania widzów.
– Lubię wracać tam, gdzie byłem już – brzmiał niegdyś legendarny Zbigniew Wodecki. To i my wróciliśmy. Do katowickiego Spodka, po niespełna rocznej przerwie. Przed halą widowiskowo-sportową pojawiliśmy się na około godzinę przed startem imprezy. Przywitały nas tłumy ludzi w różnym wieku. Miało to jednak związek z tym, że równocześnie w MCK-u odbywały się Międzynarodowe Targi Gołębi Pocztowych. Niemniej pełnych trybun spodziewano się także podczas wydarzenia piłkarskiego. W końcu dzień wcześniej hucznie ogłoszono sold out.
Gdy odebraliśmy to, co mieliśmy do odebrania od organizatorów, od razu udaliśmy się na płytę główną. Tam rozgrywany był już pokazowy mecz w amp futbolu. Kibice stopniowo wypełniali halę. Pojawiały się pierwsze zorganizowane grupy, między innymi z Zabrza czy Ostrawy. Całe widowisko rozpoczęło się punktualnie – po krótkiej przemowie i przedstawieniu składów przez prowadzących.
O samych wynikach nie ma co się rozpisywać. Jak powtarzali zgodnie uczestnicy, nie one były w sobotę najważniejsze. – Zawsze gra się po to, żeby wygrać, ale tym razem też w dużej mierze dla zabawy i żeby każdy z nas mógł trochę poczuć tę atmosferę – tłumaczył pomocnik GKS-u Katowice Bartosz Nowak.
Udział w turnieju był dużym przeżyciem zwłaszcza dla najmłodszych zawodników i tych grających na co dzień w niższych ligach. – Atmosfera jest nie do opisania. Jest to zupełnie inne granie niż na stadionie. Kibice stworzyli tutaj coś wspaniałego. Przyjemnością jest występowanie przy takiej publiczności, dwukrotnie większej niż przed rokiem. Wielki szacunek dla wszystkich, którzy się tu dzisiaj zgromadzili – mówił Jan Janik, kapitan ROW-u Rybnik. – Jest gorąco. Ma się wrażenie, że ten Spodek zaraz odleci – wtórował mu inny zawodnik czwartoligowca.
Legendy świetnie uzupełniły stawkę
Jedną z głównych atrakcji tej drugiej edycji był występ drużyny Superbetu. Brzmi niewinnie, ale w jej kadrze aż roiło się od gwiazd i byłych reprezentantów Polski. Białkowski, Mierzejewski, Peszko, Świerczewski czy Wasilewski – swoją grą ponownie mogli cieszyć kibiców. Radość ta związana była głównie z sentymentem, bowiem piłkarsko nieco odstawali oni na tle rywali. Zwłaszcza w dwóch pierwszych spotkaniach.











