Po sobotnich zmaganiach hegemonów ligi hiszpańskiej, czyli Barcelony i Realu, czas na mecze zespołów zajmujących dalsze miejsca w tabeli. Zarówno Sevillę, jak i Athletic czekają raczej łatwe zadania, nieco trudniej będzie natomiast zwyciężyć Maladze.
Athletic Bilbao – Granada CF

Baskowie pod wodzą Marcelo Bielsy w końcu, kolokwialnie mówiąc, odpalili i prezentują futbol zgodny z oczekiwaniami i przedsezonowymi zapowiedziami. Po niemrawym początku, kiedy wydawało się, że piłkarze zwyczajnie nie rozumieją filozofii gry chilijskiego szkoleniowca, poszczególne tryby wymyślonej przez niego machiny w końcu zaczęły się zazębiać. Najlepszym dowodem na poparcie tej tezy jest fakt, że „Los Leones” nie przegrali 11 kolejnych meczów, zarówno na własnym podwórku, jak i w Lidze Europejskiej. Co prawda po drodze pogubili sporo punktów za sprawą remisów, ale zdarzały się też przekonywujące zwycięstwa (z Atletico, PSG i Osasuną). Przede wszystkim przekonywujący jest styl gry, przypominający futbol totalny. Po serii trudnych spotkań mecz z Granadą będzie dla Athleticu pierwszym z kilku pozornie łatwiejszych. Czy podopiecznych Bielsy nie zawiedzie koncentracja?
Jest to możliwe, gdyż Granada nie bez racji uchodzi za jedną z najsłabszych drużyn w całej lidze. Co prawda zespół Fabriego Gonzaleza tylko raz przegrał wyżej niż dwiema bramkami (4:0 w drugiej kolejce z Malagą), ale nie da się ukryć, że właściwie we wszystkich pozostałych spotkaniach ogranicza się on tylko do asystowania i przeszkadzania. Niemniej przy naprawdę solidnej grze w defensywie, która w przypadku beniaminka jest niemal regułą, zdarzają się mecze, kiedy z przodu coś wpadnie i wtedy w Granadzie mamy święto. Takie spotkanie byłoby również w zeszłym tygodniu, kiedy Andaluzyjczycy prowadzili już u siebie z Mallorcą 2:1, ale wtedy któryś z kibiców wpadł na pomysł, żeby rzucić w sędziego asystenta… parasolką. Efekt? Mecz przerwano i mało prawdopodobne, by wynik z boiska został utrzymany. Ciekawe, jak to całe zamieszanie wpłynie na formę zawodników?
Real Saragossa – Sevilla CF

Zawodnicy z Aragonii grają ostatnio słabo. Na pięć ostatnich spotkań przegrali cztery i jedno, z – delikatnie mówiąc – nie najsilniejszym Sportingiem Gijon, zremisowali. Taka passa spowodowała, że klub zajmuje miejsce w strefie spadkowej, mając na koncie zaledwie punkt więcej od beznadziejnego Racingu Santander. W zespole z Saragossy na razie nie sprawdziła się koncepcja całkowitego przewietrzenia składu – w przerwie międzysezonowej odeszło kilkunastu zawodników, niekoniecznie grających niewiele bądź wcale. Na ich miejsce zameldowali się (wydawałoby się) nie gorsi, a na pewno młodsi zawodnicy (w tym dwaj z przeszłością w Realu Madryt – David Mateos i Juan Carlos). Efektów tych ruchów na razie nie widać. Jak dotąd jednym z niewielu jasnych punktów zespołu jest Portugalczyk Helder Postiga, ale w najbliższej kolejce pokonać Javiego Varasa nie będzie mu na pewno łatwo.












