Valencia pewnie pokonała na wyjeździe Athletic Bilbao 3:0. Wszystkie trzy bramki dla gości zdobył Roberto Soldado. Pierwszego gola snajper strzelił w 41. minucie, kolejne dwa trafienia dołożył po przerwie. W 66. minucie Andoni Iraola zobaczył drugą żółtą kartkę, skazując „Lwy” na walkę w osłabieniu.
Obie drużyny do meczu przystępowały osłabione. W Athleticu absencji było mniej, ale były one chyba bardziej bolesne – do gry niezdolni byli obaj napastnicy „Los Leones”. Marcelo Bielsa nie zdecydował się sięgnąć do rezerw i na szpicy wystawił Oscara de Marcosa, który – przypomnijmy – sezon rozpoczynał jako obrońca. Na San Mames zagrać nie mógł również zawieszony za kartki Amorebieta, którego w wyjściowej jedenastce zastąpił oczywiście Mikel San Jose. Unai Emery musiał radzić sobie bez Victora Ruiza, Miguela i Tino Costy. Ich miejsce zajęli odpowiednio Angel Dealbert, Antonio Barragan oraz Dani Parejo. Zwłaszcza obecność tego ostatniego napawała kibiców Valencii niepokojem.

Niespodziewanie mecz w Bilbao rozpoczął się od ataków Valencii. Najpierw lewą stroną przedzierał się Mathieu – jego wrzutka do Soldado została zablokowana przez Mikela San Jose – a następnie na bramkę Iraizoza za lekko uderzał Feghouli. Podopieczni Emery’ego mieli przewagę w środku pola, Baskowie czekali na szansę z kontrataku. W 6. minucie piękną bramkę uderzeniem w prawy górny róg zdobył Roberto Soldado, ale zrobił to już po gwizdku sędziego. Kilkadziesiąt sekund później w polu karnym „Lwów” po znakomitym podaniu Topala upadł Jordi Alba, domagając się rzutu karnego. Teixieira Vitienes faulu nie widział, więc nie zdecydował się wskazać na wapno. Wreszcie baskijscy kibice doczekali się akcji swoich ulubieńców – po rzucie wolnym wykonywanym przez Iniga Pereza niecelnie uderzył Javi Martinez. Po kwadransie gry niezłą wymianę przeprowadzili Oscar de Marcos i Markel Susaeta, ale ten drugi nie zdołał opanować futbolówki. Od razu po tej akcji piłka przeniosła się na drugą stronę boiska. Świetnie jednak w defensywie spisywał się Javi Martinez, który dwukrotnie skutecznie przerwał akcję „Nietoperzy” prawą flanką.
Fani na San Mames byli chyba zmęczeni dopingowaniem swojej ekipy w spotkaniach Ligi Europy – na trybunach panowała podejrzana cisza… Niewiele większe ożywienie przejawiali piłkarze. Obie drużyny wyraźnie bały się popełnić błąd, który mógłby kosztować stratę gola, i czekały na ruch ze strony przeciwnika. W końcu publiczność straciła cierpliwość i na stadionie rozległy się gwizdy. W 32. minucie lewą stroną w pole karne wbiegł niepilnowany Oscar de Marcos, ale strzelił za lekko. Chwilę później ten sam zawodnik szukał podaniem za plecy Ikera Muniaina, którego uprzedził Vicente Guaita. Nareszcie coś się zaczęło dziać! Niestety, w kolejnych minutach spotkanie wróciło do poprzedniego, sennego tempa. W 41. minucie Roberto Soldado skarcił graczy Athleticu za ich opieszałość. Wychowanek Realu Madryt przejął podanie Mikela San Jose do Iraizoza, ograł baskijskiego bramkarza i z łatwością trafił do siatki. I to by było na tyle, w pierwszej odsłonie nic ciekawego już się nie wydarzyło. Po doliczonej minucie kantabryjski arbiter odesłał piłkarzy do szatni.












