Real Sociedad wygrał z Getafe 2:0. Bramki zdobyli Carlos Vela i Haris Seferović. Dominacja gospodarzy była niepodważalna. Rezultat może dobrze prognozować przed meczem z Lyonem o Ligę Mistrzów.
W końcu ruszyła La Liga! Na inaugurację sezonu przewidziano spotkanie Realu Sociedad z Getafe. Pomimo sprzedaży Asiera Illarramendiego to gospodarze byli przed meczem uważani za bezdyskusyjnego faworyta. Ten mecz miał również pokazać, w jakiej formie są Baskowie przed arcyważnym starciem z Lyonem.

I rzeczywiście piłkarze z San Sebastian od pierwszych minut wykonywali ustalony plan, kreując grę i stwarzając zagrożenie pod bramką gości. Jedną z szans już w 5. minucie mógł wykorzystać Haris Seferović, ale strzelił niecelnie. Getafe postanowiło tanio skóry nie sprzedawać i wyczekiwało na kontry. Wyróżniającymi się piłkarzami w drużynie gości byli z pewnością Pablo Sarabia i Pedro Leon. Pierwszy miał kreować grę, drugi napędzać szybkie ataki. W szeregi obronne podmadryckiej drużyny w 16. minucie wdarła się nerwowość. Wykorzystać ją próbował Gonzalo Castro, który po świetnym podaniu Seferovicia huknął wprost w poprzeczkę. Miguel Moya nie miałby nic do powiedzenia.
Z każdą kolejną minutą Real Sociedad uwidaczniał coraz bardziej swoją dominację. Jednak przewaga nie przekładała się na bramki, a i stuprocentowych okazji jedni i drudzy nie mieli. Bardzo ładnie w 33. minucie strzelił wchodzący w pole karne Getafe Ruben Pardo, ale futbolówka nieznacznie minęła słupek. Dziewięć minut później było już 1:0 dla Basków. Pierwszego gola w sezonie zdobył Carlos Vela. Piłkarze z San Sebastian przeprowadzili piękną akcję, z której byli znani w poprzednim sezonie. Asystował Castro. Piłka trafiła do wychodzącego na czystą pozycję Meksykanina, który przelobował bramkarza przyjezdnych. Od tej pory Real Sociedad stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, lecz wynik już nie uległ zmianie.
Gospodarze schodzili do szatni wyraźnie rozluźnieni. W zespole nie było widać nieobecności Imanola Agirretxe i Antoinego Griezmanna, którzy zapewne zagrają z Lyonem. Nowy nabytek, Esteban Granero, również nie zagrał od pierwszych minut. Zdecydowanie pozytywnie wypadł Seferović, który był niezwykle aktywny, chociaż nieskuteczny. Getafe grało, jak często w tamtym sezonie, bezpłciowo. Niby zawodnicy starają się, atakują, ale nie potrafią oddać groźnego strzału. Często brakowało tego ostatniego podania. Wyróżnić można w zasadzie tylko Leona i Sarabię.
Mało brakowało, a drugą połowę od mocnego uderzenia zaczęliby goście. Składna akcja zaczęła się na lewym skrzydle. Piłka trafiła do Sarabii, którego strzał został zatrzymany przez Ansotegiego. Akcje gości powoli się zazębiały. Getafe zaczęło atakować z lewej strony, czego nie robiło w pierwszej połowie. To mogło zakończyć się powodzeniem. Mogło, jednak defensywa Basków miała bardzo dobry dzień podczas tego spotkania. Oszukać obronę gospodarzy zdołał dopiero Diego Castro, lecz jego strzał poszybował w trybuny. W tym czasie boisko opuścili Sarabia i Leon. Trener Luis Garcia wyraźnie postanowił ograniczyć kreatywność zespołu na rzecz wrzutek. O tym, że był to zły pomysł, można było przekonać się niebawem. W 70. minucie po zagraniu Veli Seferović przelobował golkipera Getafe.











