Holandia zwyciężyła w Durbanie z Japonią. W meczu nie zagrał Arjen Robben, lecz z dobrej strony zaprezentował się inny pomocnik, Wesley Sneijder, który zdobył jedyną bramkę w meczu. O ile pierwsza połowa nie była zbyt porywająca, to w drugiej części mogliśmy zobaczyć dość ładny futbol.
Przez pierwsze minuty spotkania inicjatywę wykazywali „Oranje”. Z początku próbowali wyczuć rywala oraz jego taktykę, a gdy byli na to gotowi, przechodzili do zdecydowanego ataku. Nie uszło to uwadze „Samurajów”, którzy do przeciwnika podchodzili dość agresywnie. Bliski otworzenia wyniku był już w 9. minucie Sneijder, który potężnie uderzył z rzutu wolnego. Efektownego strzału próbował chwilę później Kuyt. Spotkało to się z odpowiedzią Japończyków, konkretnie Nagatomo.

Zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni pomyślnie stawiali opór. Piłkarze byli ustawieni bardzo blisko siebie, w większości na swojej połowie. O ile założenia taktyczne polegały na ograniczeniu się do defensywy, to były one wykonywane wręcz perfekcyjnie. Rzadkie kontrataki nie były w stanie zaskoczyć „Oranje”. „Samurajowie” nabrali większej pewności siebie, gdy strzał z woleja na bramkę Stekelenburga oddał Matsui. Gdy byli przy piłce, całkiem ładnie prezentowali się Okubo oraz Honda. To jednak za mało, by grać o coś więcej niż remis.
Holendrzy atakowali, jakby chcieli, a nie mogli. Owszem, przez lwią część pierwszej odsłony znajdowali się przy piłce i o wiele więcej razy znajdowali się pod bramką Kawashimy. Zabrakło jednak błyskotliwego pomysłu i elementu zaskoczenia. Bez tego raczej trudno było złamać zagęszczoną defensywę Japonii.
Wraz z początkiem drugiej połowy,do ataku przeszli Holendrzy. Robin van Persie oddał celny strzał na bramkę Kawashimy, co dobrze prognozowało przed resztą spotkania. I faktycznie, bramka wreszcie padła. W 53. minucie do Sneijdera odegrał van Persie, a ten potężnie uderzył prawą nogą. Bramkarz popełnił błąd, a piłka wpadła do siatki, odbijając się od jego rąk. Pomocnik Interu Mediolan potwierdził swoją wielką formę.
Dla piłkarzy z Kraju Kwitnącej Wiśni bramka była niczym zimny prysznic, gdyż od razu rzucili się do odrabiania strat. Dwukrotnie pokonać Stekelenburga próbował Endo i zwłaszcza przy drugiej okazji był bliski zrealizowania celu. Ku poprawieniu sytuacji, Japonia miała jeszcze sporo okazji. Najpierw trzy razy wznawiała grę z narożnika boiska, a raz próbowała zaskoczyć po rzucie wolnym. Jeszcze później próbował Okubo, a na boisko wszedł Nakamura. Zmiana w zespole Okady zwiastowała zdecydowane przejście do ofensywy.










