Śląsk Wrocław po raz kolejny znalazł się w trudnym położeniu. Zwolnienie Ante Šimundžy nie rozwiązuje jednak problemów, które od dawna trawią klub. Wiele wskazuje na to, że największym wyzwaniem WKS-u pozostaje nie tylko walka o utrzymanie, ale przede wszystkim uporządkowanie sytuacji organizacyjnej i znalezienie konkretnego pomysłu na przyszłość.
Śląsk Wrocław ostatnio wyglądał tragicznie
Śląsk Wrocław od początku był stawiany w roli zespołu, który w PKO Ekstraklasie będzie bił się o utrzymanie. Wrocławianie, mimo sporej liczby transferów przeprowadzonych latem, nadal prezentowali się gorzej niż wiele innych ekip. O ile na początku sezonu drużyna Ante Šimundžy dawała oznaki jakości i w niektórych meczach wyglądała nieźle, o tyle z czasem było coraz gorzej. WKS przegrał aż sześć z ostatnich siedmiu ligowych spotkań, wygrywając tylko z Wieczystą. Dodatkowo w kompromitującym stylu pożegnał się z Pucharem Polski po wyjazdowej porażce z Odrą Opole. Śląsk zatracił atuty, które były widoczne w Betclic 1. Lidze wiosną 2026 roku. Wahadła nie napędzały już tak zespołu, a WKS w wielu meczach wyglądał statycznie. Brakowało kreacji w środku pola, a obrona kolejny raz prezentowała się koszmarnie.
Ostatnią szansą dla trenera było spotkanie z Radomiakiem Radom. Gdyby Śląsk wygrał, Šimundža prawdopodobnie zyskałby jeszcze sporo czasu, ponieważ zespół oddaliłby się od strefy spadkowej. Do około 30. minuty Wrocławianie wyglądali nieźle i mieli przewagę nad gospodarzami. Oddali więcej celnych strzałów (4:1 na korzyść gości) i tworzyli sobie więcej dogodnych sytuacji. Później jednak Śląsk całkowicie stracił kontrolę nad wydarzeniami na boisku i pozwolił zdominować się Radomiakowi, który jeszcze przed przerwą miał kilka okazji do zdobycia bramki. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Gospodarze dopięli swego, strzelając dwa gole po dziecinnych błędach obrony Śląska. Wrocławianie wrócili do domu z kolejną porażką, choć w Radomiu mieli szansę na znacznie lepszy wynik. Dla trenera oznaczało to zwolnienie, ogłoszone chwilę po spotkaniu.
Ante Šimundža spędził we Wrocławiu 678 dni, podczas których Śląsk przeżywał lepsze i gorsze momenty. Poziom PKO Ekstraklasy zweryfikował jednak Śląsk, a za niepowodzenia głową zapłacił szkoleniowiec. Šimundža nie był ideałem, ale cieszył się dużym szacunkiem kibiców, szczególnie za niesamowity marsz wiosną 2026 roku, kiedy przegrał zaledwie jedno spotkanie. WKS, jak dziś widzimy, nie był gotowy na poziom Ekstraklasy po awansie. Nie chodzi zresztą wyłącznie o kwestie sportowe. Struktura klubu, mimo awansu, nadal prezentuje co najwyżej poziom pierwszoligowy.
Osąd bohatera – Śląsk Wrocław za Ante Šimundžy
Kadencja Ante Šimundžy w Śląsku Wrocław trwała blisko dwa lata. W tym okresie zarówno WKS, jak i sam trener przeżywali bardzo różne momenty. Mimo to Ante Šimundža powinien zostać dobrze zapamiętany przez kibiców Śląska Wrocław, szczególnie ze względu na to, jak poukładał zespół w pierwszej lidze. Trener potrafił postawić na inny wariant, gdy zauważył, że gra z czwórką obrońców po prostu nie działa. Przejście na ustawienie z wahadłowymi przywróciło Śląsk do walki o awans, który ostatecznie udało się wywalczyć poprzez zajęcie drugiego miejsca na koniec poprzedniego sezonu.
PKO Ekstraklasa wyglądała jednak znacznie gorzej zarówno dla trenera, jak i całego zespołu. Trudno nie odnieść wrażenia, że WKS w niektórych meczach miał sporo pecha. Tracenie goli po 90. minucie zawsze boli, szczególnie gdy zespół w ten sposób traci zwycięstwo lub punkty. Jeśli jednak taka sytuacja powtarza się tak często, nie można już mówić wyłącznie o kwestii szczęścia lub pecha. To kwestia mentalności i odporności psychicznej, których obecnemu Śląskowi brakuje. Sam trener wspominał ostatnio, że te elementy były ćwiczone podczas treningów, a mimo to podobne sytuacje nadal się powtarzały.
„Zastanawiam się jednak, ile razy jeszcze musimy to ćwiczyć, żeby wreszcie przyniosło to oczekiwany efekt”Ante Simundza na konferencji prasowej po meczu z Odrą Opole w Pucharze Polski
Nie jest to pierwszy raz, kiedy WKS traci gole w końcówkach spotkań. Skala tego zjawiska jest już jednak przesadna i pod tym względem można dopisać trenerowi część winy. Całościowo Ante Šimundža się sprawdził, a jego główny cel, czyli powrót do PKO Ekstraklasy po roku, został osiągnięty. Za ten awans należą mu się wielkie brawa, szczególnie że nie jest to w Polsce częste osiągnięcie. Sama organizacja klubu nie nadążyła jednak za wynikami zespołu. Trener stracił kluczowych wahadłowych, Michała Rosiaka i Krzysztofa Kurowskiego, a poważny uraz Michała Mokrzyckiego dodatkowo utrudnił mu pracę. Filozofia gry, która sprawdzała się w pierwszej lidze, wymagała zmian, z którymi Šimundža sobie nie poradził.
Ostateczna ocena pracy
Mimo wszystkich swoich „grzechów” Ante Šimundža w skali szkolnej otrzymałby ode mnie ocenę 4 z lekkim minusem. Można było mu wiele zarzucić, ale najważniejsze zadanie wykonał. W PKO Ekstraklasie nie było już tak dobrze, zarówno w sezonie spadkowym, jak i obecnych rozgrywkach. Nie jest to wyłącznie jego wina, choć Śląsk mógłby mieć dziś pięć lub sześć punktów więcej, gdyby defensywa funkcjonowała lepiej. Wtedy Šimundža nadal pracowałby we Wrocławiu. Teraz klub musi jednak szukać jego następcy.
Sam spadek nie oczyszcza klubu, a robią to działania, których we Wrocławiu brakuje
Śląsk Wrocław po spadku z PKO Ekstraklasy w 2025 roku zapowiadał wielką reorganizację swojego funkcjonowania. Ówczesne deklaracje wyglądały niemal jak zapowiedzi z reality show w stylu „Nasz nowy dom”. Klub miał w końcu stać się poważną instytucją z jasno określonym kierunkiem rozwoju. Mija jednak nieco ponad rok, a wiele osób dostrzega podobieństwa do sytuacji z sezonu spadkowego. Prezes Remigiusz Jezierski, który objął stanowisko na początku 2026 roku, w ogólnym rozrachunku nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Mimo dobrego okresu wiosną nie zdołał przygotować klubu organizacyjnie do nowych rozgrywek. WKS zawodzi, choć poprzeczka przed sezonem nie była zawieszona szczególnie wysoko.
Jezierski wzbudzał również niepotrzebne kontrowersje komentarzami nawiązującymi do marcowej sytuacji z kibicami Wisły Kraków. Dodatkowo coraz wyraźniej widać tarcia na linii prezes – dyrektor sportowy. Jezierski ma być zwolennikiem tego, aby asystent Ante Šimundžy, Toni Golem, został pierwszym trenerem Śląska na stałe. Nie zgadza się z tym Rafał Grodzicki, dyrektor sportowy klubu, który ma mieć na celowniku innych kandydatów.
Nie bez winy jest również dyrektor sportowy. W kadrze zabrakło kilku piłkarzy na konkretnych pozycjach. Sama jakość zawodników, którzy trafili do klubu, nie jest zła, mimo wielu głosów krytyki. Transfery Karola Niemczyckiego i Malaly Dembélé można na ten moment uznać za wzmocnienia. Problem w tym, że nowych jakościowych zawodników zabrakło przede wszystkim w obronie i na wahadłach. Środek defensywy nadal przecieka mimo transferu Irodotosa Christodoulou, który jak dotąd rzadko występuje w barwach Śląska. Lewe wahadło po odejściu Krzysztofa Kurowskiego również wygląda słabo, a w tej roli musi obecnie występować Jan Jurčec, ponieważ Marc Llinares nie prezentuje w tym sezonie odpowiedniej jakości.
Nie jest to oczekiwane oczyszczenie klubu, które tak mocno zapowiadano po spadku, lecz raczej kontynuacja problemów z poprzednich lat. Šimundža żegna się ze Śląskiem po trzynastu spotkaniach i z dorobkiem zaledwie dziewięciu punktów. To dokładnie taki sam wynik, z jakim klub rozstał się ze śp. Jackiem Magierą w 2024 roku. Śląsk Wrocław nadal stoi w miejscu pod względem organizacyjnym, a obecna sytuacja jest przede wszystkim konsekwencją błędów popełnianych na szczeblu zarządzania klubem.
Miasto niszczy Śląsk Wrocław
Ten wątek powraca niemal za każdym razem, kiedy piszę o Śląsku Wrocław w szerszej perspektywie. Można doszukiwać się problemów w prezesie Jezierskim, trenerze Šimundży czy w Rafale Grodzickim, ale nad nimi wszystkimi stoi właściciel klubu, czyli miasto Wrocław. Radni oraz prezydent miasta po raz kolejny pokazują, jak wiele problemów generuje sposób zarządzania Śląskiem. Wieczne problemy organizacyjne, coroczne zmiany prezesów i roszady na innych ważnych stanowiskach to tylko wierzchołek góry lodowej.
WKS pilnie potrzebuje pomysłu i stałej ścieżki rozwoju, która nie zmieni się po trzech miesiącach. Niestety we Wrocławiu trudno o taką stabilność. Poważne stanowiska często obejmują ludzie, którzy nigdy wcześniej nie pracowali w klubie piłkarskim. Prowadzi to do bałaganu organizacyjnego, słabego wizerunku klubu w mediach czy problemów z kontraktami piłkarzy. Nawet dotacje sięgające 200 milionów złotych nie pomogą Śląskowi, jeśli pieniądze będą wydawane w niewłaściwy sposób.
Śląsk Wrocław stał się polem minowym praktycznie dla każdego, od prezesa i dyrektora sportowego, aż po sztab szkoleniowy. Tak zarządzany klub nie ma szans na długoterminowe funkcjonowanie na odpowiednim poziomie w tak wymagającej lidze jak PKO Ekstraklasa. Obecna sytuacja nie jest jeszcze tak zła jak w 2024 roku, a walka o utrzymanie pozostaje otwarta. Większym problemem jest jednak to, co klub chce robić dalej i w jakim kierunku zamierza podążać. Konkretnego planu obecnie nie widać. Zachwyt wielu polityków nad Śląskiem zniknął, gdy klub zaczął mieć poważne problemy z wynikami. Dziś trudno znaleźć podobne deklaracje radnych dotyczące zarządzania klubem, choć jeszcze w maju przedstawiano je jako wzór.
Cenę za tę sytuację płacą trenerzy, dyrektorzy sportowi, prezesi i przede wszystkim kibice. Śląsk nie potrzebuje właściciela takiego jak w przypadku Widzewa Łódź czy Pogoni Szczecin. Potrzebuje ludzi, którzy przywrócą klub do normalności, której we Wrocławiu od dawna brakuje. Polityka jest nieodłącznym elementem sportu, ale w przypadku Śląska jej wpływ na funkcjonowanie klubu stał się szczególnie widoczny. Dopóki WKS pozostanie w rękach miasta, trudno oczekiwać trwałej poprawy. Rok 2024 pokazał, że nawet dobre wyniki sportowe nie wystarczą, jeśli nie idą za nimi odpowiednia organizacja i stabilne zarządzanie.
Kogo teraz wybierze Śląsk Wrocław?
Przechodząc do wyboru nowego trenera, Śląsk Wrocław ma kilka opcji na rynku. Najpoważniejszymi kandydatami, o których mówi się w mediach poza Tonim Golemem, są na tę chwilę Czesław Michniewicz i Jacek Zieliński. Te informacje mają jednak charakter plotek i na razie należy traktować je raczej jako ciekawostki. Wrocławianie potrzebują szkoleniowca, który przede wszystkim poprawi grę w defensywie, będącą obecnie największym problemem zespołu. Istotna byłaby również poprawa stałych fragmentów gry, ponieważ WKS często nie potrafił stworzyć z nich żadnego zagrożenia. Trudno przewidzieć, kogo ostatecznie wybierze klub, ale za decyzję prawdopodobnie w największym stopniu będzie odpowiadał Rafał Grodzicki. Prezes Remigiusz Jezierski może natomiast niedługo opuścić klub, ponieważ rada nadzorcza ma debatować nad zmianą na tym stanowisku.
Śląsk potrzebuje trenera, który na nowo odbuduje szatnię i przywróci piłkarzom wiarę we własne możliwości. W tym zespole nie brakuje umiejętności, co pokazują chociażby Piotr Samiec-Talar czy Karol Niemczycki. Problemem pozostają jednak nastawienie i bylejakość, które są obecne we Wrocławiu już od dawna. Więcej szczegółów poznamy zapewne w najbliższym czasie, dlatego na razie trudno wskazać konkretnego kandydata. Przed nowym szkoleniowcem z pewnością stanie jednak trudne zadanie, jakim będzie utrzymanie Śląska w PKO Ekstraklasie.
Zobacz także:
Jan Faberski wrócił po 220 dniach! Polak opowiedział w mediach o trudnym czasie
Rifet Kapić poza planami Lechii. Urfer wskazał termin odejścia











