Nie był to porywający mecz. Śląsk Wrocław niespodziewanie bardzo się męczył w wyjazdowym spotkaniu z Paide Linnameeskond. W drugiej połowie zdołał jednak wyrwać zwycięstwo 2:1, strzelając drugiego gola w 90. minucie spotkania. Bohaterem okazał się Mark Tamas, który wykorzystał znakomite dośrodkowanie Krzysztofa Mączyńskiego. Poza wynikiem nie ma tu większych podstaw do zadowolenia, ale przecież rezultat zawsze jest najważniejszy.
Sześć lat czekano we Wrocławiu na ponowny występ w europejskich pucharach. Wtedy, latem 2015 roku, Śląsk Wrocław walczył o prawo gry w fazie grupowej Ligi Europy. Jego przygoda skończyła się jednak na II rundzie eliminacyjnej. Po wyeliminowaniu słoweńskiego NK Celje następnie przeszkodą nie do przejścia okazał się szwedzki IFK Göteborg.
Tym razem nie było już mowy o grze w eliminacjach Ligi Europy. Po reformie w europejskiej piłce drużyna z Dolnego Śląska musi walczyć w tzw. trzeciej lidze, czyli o fazę grupową Ligi Konferencji. Na starcie los przypisał jej estońskiego wicemistrza kraju – Paide Linnameeskond. Trudno było nie mieć dobrego nastawienia przed tym dwumeczem. Jeśli chcemy nieco podbudować polską markę w Europie, to z takimi drużynami wypada wygrywać.
Urazy i pozytywny wynik testu
Najważniejsze dla Śląska Wrocław było to, że nie osłabił się przed pucharami. Udało mu się nawet dokonać kilku wzmocnień, które uzupełniły luki po odejściu mniej ważnych zawodników. Problemów jednak nie mogło zabraknąć. Z powodu kontuzji do Estonii nie mogło polecieć aż pięciu zawodników. Najważniejszym z nich był Eric Exposito, który na pewno bardzo by się przydał na szpicy.
Jakby tego było mało, w wyjazdowej potyczce nie mógł brać udziału Jacek Magiera. Przeprowadzone badania na obecność koronawirusa wykazały u niego wynik pozytywny. Pod nieobecność trenera Magiery rolę pierwszego szkoleniowca miał odgrywać Tomasz Łuczywek. Z klubu dopływały jednak pozytywne informacje. Żadnego chaosu ta sytuacja nie wywołała i wszyscy byli w pełni skupieni na samym pojedynku z Paide.
Były też oczywiście pozytywne wieści. Po zerwanych więzadłach w kolanie do pełni sił wrócił Wojciech Golla i na tyle dobrze pracował w trakcie okresu przygotowawczego, że znalazło się dla niego miejsce w wyjściowym składzie.
Niby puchary, ale klimat sparingowy
Na początku spotkania można było odnieść wrażenie, że mamy kopię z wczorajszego meczu Legii. Śląsk także od razu rzucił się do ataku i stworzył dwie bardzo groźne sytuacje. Szkoda tylko, że z upływem minut jego pressing stał się mniej odważny. Gdy już mecz się wyrównał, zaczęło się powolne rozgrywanie piłki z obu stron. W tym jednak lepiej wyglądała drużyna z Wrocławia. Paide kompletnie nie miało pomysłu na zaskoczenie defensywy rywala. Każde jego wyższe podejście finalnie kończyło się stratą albo niecelnym podaniem. Przy agresywniejszym doskoku do zawodników drużyny gości najczęściej musiało ratować się faulem.











