Jeśli Śląsk Wrocław będzie grać tak jak w ostatnim spotkaniu z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, to na ostatniej prostej dołączy do walki o utrzymanie. To, co zaserwowali swoim kibicom „Wojskowi” z praktycznie zdegradowanymi „Słoniami”, zakrawało o skandal. Przed Piotrem Tworkiem jeszcze dużo pracy, aby poukładać klocki, które do siebie w jego drużynie nie pasują.
Pytanie tylko, czy starczy mu na to czasu, kolejek do końca bowiem coraz mniej, a Śląsk zamiast grać coraz lepiej – gra coraz gorzej.
Śląsk pod ścianą, Bruk-Bet Termalica w trudnej sytuacji
Sytuacja obu zespołów w tabeli przed tym spotkaniem była – delikatnie mówiąc – nie najlepsza. Śląsk miał zaledwie trzy punkty bezpieczeństwa nad strefą spadkową, aczkolwiek Wisła Kraków swój mecz rozegra dopiero w poniedziałek. Margines błędu stał się więc wyjątkowo mały. – Zachowujemy spokój, nie robimy żadnych specjalnych ruchów, które mogłyby dodać jakichś niepotrzebnych, negatywnych emocji. Przygotowujemy się tak jak do każdego meczu. Wiemy, że to jest końcówka i wiemy, w jakim jesteśmy miejscu. Robimy wszystko, żeby zespół był optymalnie przygotowany – mówił na konferencji przedmeczowej Piotr Tworek.
W jeszcze gorszym położeniu znalazł się beniaminek, Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Przed pierwszym gwizdkiem we Wrocławiu miał on zaledwie 24 punkty i strata aż siedmiu „oczek” do bezpiecznej lokaty sprawia, że pozostały mu już tylko matematyczne szanse na utrzymanie. Trener Radoslav Latal przed wyjazdem do stolicy Dolnego Śląska podkreślał, że przed jego zawodnikami trudny mecz. Szczególnie że Śląsk również jest w dole tabeli. Liczył przede wszystkim na trzy punkty oraz na to, aby niecieczanie zagrali lepiej niż w przegranym 0:3 spotkaniu z Rakowem Częstochowa.
Śląsk Wrocław przeszedł obok meczu
Starcie wrocławian z beniaminkiem można określić jako to „do jednej bramki”. I to od pierwszych minut. Nie da się bowiem inaczej określić tego, co zaprezentowali piłkarze obu drużyn. W jak głębokim kryzysie muszą znajdować się „Wojskowi”, skoro już po 20 minutach było 3:0 dla przyjezdnych? Przyjezdnych, którzy w ostatniej kolejce przegrali z Rakowem trzema bramkami na własnym stadionie oraz zajmowali ostatnie miejsce w tabeli.
Na domiar złego już w 39. minucie czerwoną kartkę ujrzał Mark Tamas. Wówczas zadanie doprowadzenia choćby do remisu z „bardzo trudnego” stało się „niemożliwe”. Po przerwie trener Tworek wpuścił na boisko Krzysztofa Mączyńskiego oraz Fabiana Piaseckiego, lecz ostatecznie nie na wiele się to zdało. Śląsk prezentował się wizualnie odrobinę lepiej, lecz brak jedenastego zawodnika oraz chęć strzelenia bramki kontaktowej doprowadziły do tego, że napastnicy Bruk-Betu mieli momentami sporo miejsca przed polem karnym wrocławian. W 87. minucie zemściło się to i goście podwyższyli prowadzenie na 4:0 za sprawą trafienia Mateusza Grzybka.











